Dla kogo Donald Trump jest "chamem"? Kto nazywa kandydata Republikanów "nieobliczalnym człowiekiem"? Kto wątpi w przygotowanie Hillary Clinton do rządzenia Ameryką? A dla kogo kandydatka Demokratów jest symbolem chciwej władzy"? Na sejmowych korytarzach sprawdzamy, jak w wyborach w USA zagłosowaliby polscy politycy.

Zdj. ilustracyjne /Darek Delmanowicz /PAP

Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości o swoich oczekiwaniach mówią dyplomatycznie, jak na przykład Dominik Tarczyński: Kibicuję amerykańskiej demokracji, wierzę w to, że wybory odbędą się z zachowaniem wszelkich procedur i wynik będzie odzwierciedlał nastroje i opinie Amerykanów.  Poseł PiS unika jednoznacznej odpowiedzi na pytanie - Trump czy Clinton? Bo - jak mówi - to dylemat, z którym muszą się zmierzyć sami Amerykanie. Dopytywany, czy ucieszyłby się ze zwycięstwa Hillary Clinton, odpowiada: Nie wiem, nie wiem, nie wiem.... I dodaje: Nie wiem, czy Hillary Clinton jest tak dobrze przygotowana.

Stanisław Pięta
z PiS idzie dalej. Mówi reporterowi RMF, że Hillary Clinton "z jej antypolskimi fobiami, zaangażowaniem w promocję przemysłu aborcyjnego, popieraniem całej machiny genderowej i homopropagandy - to jest kulturowe zwyrodnienie". Ale to nie znaczy, że poseł Prawa i Sprawiedliwości stawia na Donalda Trumpa. Przyznaje, że wybór jest trudny. Tak trudny, że "zamiast iść na takie głosowanie, należałoby kupić pół litra wódki i usiąść z przyjaciółmi". Stanisław Pięta przewiduje, że niezależnie od wyniku wyborów "możemy mieć pewną nadzieję na normalność, ale może być też tak, że nasze problemy bardzo poważnie się pogłębią". Jeżeli okazałoby się, że z Europy wycofane są wojska amerykańskie, a takie zapowiedzi padają, to - jeżeli nie ma w Europie wojsk amerykańskich - to w ciągu dziesięciu lat mamy wielką wojnę - prognozuje polityk PiS.

Z kolei eurodeputowany tej partii Kazimierz Michał Ujazdowski przewiduje, że bardziej obliczalnym gospodarzem Białego Domu byłaby Hillary Clinton. W przypadku jej wygranej spodziewa się utrzymania dotychczasowego kursu w sprawach geopolitycznych oraz większej dawki realizmu wobec Rosji. Jeśli natomiast wygra Donald Trump? Będziemy skazani na niepewność - ocenia europoseł PiS.

Obserwując zapowiedzi kandydatów dotyczące polityki międzynarodowej - a dokładniej politykę USA wobec Rosji - poseł Piotr Apel z klubu Kukiz’15 stawia na Hillary Clinton. Choć podkreśla, że dla wielu stała się ona swego rodzaju "symbolem władzy chciwej na pieniądze i zamieszanej w dwuznaczne sytuacje, również korupcyjne". W Donaldzie Trumpie poseł Apel widzi więc efekt narastającego sprzeciwu wobec "korupcjogennej polityki" obecnej władzy. Poseł zaznacza jednocześnie, że ma ograniczone zaufanie do "antysystemu" deklarowanego przez Trumpa.

Z kolei poseł Jakub Kulesza - rzecznik klubu parlamentarnego Kukiz'15 - podkreśla, że z całą pewnością nie postawiłby na Hillary Clinton. Szukałby zupełnie innego rozwiązania. Gdybym był obywatelem USA to szczerze zastanawiałbym się nad zagłosowaniem na kandydata spoza Partii Republikańskiej lub Partii Demokratycznej - mówi. 

Poseł PSL Eugeniusz Kłopotek nie zazdrości Amerykanom, którzy muszą wybrać - jak mówi - "między dżumą a cholerą". Donalda Trumpa nazywa "człowiekiem nieobliczalnym" i obawia się "rozchwiania sytuacji międzynarodowej", kiedy prezydentem zostanie kandydat Republikanów. Dlatego uznaje, że lepiej będzie, jeśli prezydentem zostanie Hillary Clinton, choć - jak mówi - kandydatka Demokratów "ma sporo za uszami".

Posłanka Platformy Obywatelskiej Krystyna Szumilas liczy, że Amerykanie wybiorą prezydenta "przewidywalnego, rozważnego i dbającego o ludzi". Nazwiska faworyta jednak nie podaje. Natomiast jej klubowa koleżanka - Henryka Krzywonos - mówi nam wprost: Jestem za Clinton. Między innymi dlatego, że wspiera kobiety, ale nie tylko to się dla niej liczy. Trump, chociażby swoim zachowaniem podczas kampanii, nie zasłużył, żeby zaistnieć. Po prostu źle traktuje kobiety - ocenia. Jestem matką, mam dzieci i nie wyobrażam sobie, żeby pan w tym wieku mówił o moich dzieciach w ten sposób. Widziałam też w telewizji zdarzenie, kiedy Trump jedzie z młodą dziewczyną i ją obmacuje, więc o czym my mówimy? - tłumaczy Krzywonos.

Wiceprzewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer mówi nam, że obawia się wygranej Trumpa. Przekonuje, że dla Polski lepszy byłby scenariusz, w którym miejsce Baracka Obamy w Białym Domu zajmuje Hillary Clinton, bo "jest dużo bardziej przewidywalna, wiemy mniej więcej jaką politykę zagraniczną będzie prowadzić, podczas gdy Trump mówi, że Stany Zjednoczone powinny skoncentrować się bardziej na swoich wewnętrznych sprawach, a nie zawsze ratować Europę". Posłanka Nowoczesnej nie postawiłaby na kandydata republikańskiego z jeszcze jednego powodu.  Według Lubnauer - Donald Trump "jest człowiekiem, który szybciej mówi niż myśli, obraża bardzo wiele środowisk, a w stosunku do kobiet okazał się po prostu chamem".

Ponad połowa Polaków pytanych przez CBOS wskazuje, że z punktu widzenia naszego kraju lepszym prezydentem Stanów Zjednoczonych byłaby Hillary Clinton. Tak uważa 57 procent badanych. Zdecydowanie mniej - bo 6 procent - jest przekonanych, że lepiej dla Polski byłoby, gdyby do Białego Domu wprowadził się Donald Trump. A 14 procent ankietowanych ocenia, że z polskiej perspektywy kandydatka Demokratów i kandydat Republikanów byliby równie dobrymi prezydentami USA.

(az)