Co najmniej 2,5 tysiąca urzędników pracujących w administracji rządowej może stracić pracę przy okazji nadchodzącej rekonstrukcji rządu - dowiedział się nieoficjalnie dziennikarz RMF FM. Plan maksimum zakłada redukcję etatów na nawet trzykrotnie wyższym poziomie.

Zwolnienia urzędników z resortów i poszczególnych ich departamentów mają iść w parze z rekonstrukcją rządu. To między innymi element poszukiwania oszczędności.

Z  nieoficjalnych informacji Patryka Michalskiego wynika, że przerost zatrudnienia w całej administracji rządowej jest oceniany na minimum 4 proc. - i właśnie zwolnienia minimalnie na tym poziomie zakłada plan. Według najbardziej ambitnych założeń redukcja może sięgnąć nawet 15 proc., choć jak twierdzą rozmówcy dziennikarza RMF FM, to mniej prawdopodobna wersja. Trwają ostateczne analizy w tej sprawie.

Kancelaria premiera chce, żeby w pierwszej kolejności odeszły osoby uprawnione do emerytury. Oficjalnie bowiem jednym z celów redukcji, ma być odmłodzenie administracji rządowej.

Opozycja twierdzi, że miotła ma wymiatać urzędników, którzy pozostali w resortach z poprzednich lat.

Pomysły rządzących budzą duży opór urzędników. Żalą się, że od lat ich pensje są marne, a teraz mają jeszcze być zwalniani.