Prywatni przewoźnicy protestują przeciwko decyzjom urzędników w Szczecinie i w Zakopanem. W Zachodniopomorskiem busy nie mogą zatrzymywać się na przystankach pośrednich. Zakopiańscy busiarze nie zgadzają się z zarządzeniem burmistrza miasta.

Albo początek, albo koniec, środek odpada. Tak można streścić konflikt, jaki toczy się w Zachodniopomorskiem między prywatnymi przewoźnikami a miejskimi urzędnikami. Chodzi o to, że tamtejsi prywatni przewoźnicy, składając wnioski na prowadzenie działalności gospodarczej nie wpisali w nich miejscowości, w których będą się zatrzymywać.

Urzędnicy uznali, że mogą oni zatrzymać się tylko na początku jazdy oraz na samym końcu. Tak więc jeśli ktoś jedzie prywatnym busem ze Szczecina do Międzyzdrojów, to wysiąść może dopiero w Świnoujściu, mimo że przejeżdża przez Międzyzdroje. A kiedy dojedzie już do Świnoujścia znów szuka połączenia do Międzyzdrojów.

To jest chore, bardzo chore - uważają przewoźnicy. Jak mówią, tak naprawdę chodzi o uratowanie upadającej kolei. Kierowców bronią pasażerowie. To straszną niewygodę wprowadza dla ludzi - mówią. Nawet jeśli przewoźnik złoży stosowny wniosek, to zgodnie z procedurą najpierw uzgadnia swój rozkład jazdy z tymi rozkładami, które już są uzgodnione i działają na rynku - twierdzi Krystyna Kempska-Piotrowska z Departamentu Infrastruktury Urzędu Marszałkowskiego w Szczecinie, czyli np. z PKP.

Z kolei zakopiańscy busiarze nie zgadzają się z ogłoszeniem wydanym przez burmistrza miasta. Ma ono na celu – jak zapewniają władze miasta – uporządkowanie i właściwe zorganizowanie komunikacji publicznej. Prywatni przewoźnicy pod Tatrami do tej pory działali w sposób – delikatnie mówiąc – swobodny. Na trasę wyruszają, gdy zbierze się komplet pasażerów i jadą tam, gdzie zażyczy sobie klient.

Burmistrz, który zgodnie ustawą o transporcie drogowym wydaje zezwolenia na wykonywanie tzw. transportów regularnych, chce to zmienić. Władze miasta chcą więc, by samochody były oznakowane, z numerem bocznym, herbem miasta po obu stronach pojazdu, numerem linii i z nazwą przystanku końcowego.

Przewoźnik obsługujący daną linię musi też mieć pojazdy w jednym kolorze i przyjąć zasady korzystania z przystanków przy drogach publicznych, a ich samochody muszą mieć katalizatory spełniające wymogi EURO II.

Prywatni przewoźnicy uważają, że to ograniczenie wolności gospodarczej. Jeżeli w ogłoszeniu się pisze, że w pierwszej kolejności pod uwagę będą brane wnioski przewoźników, którzy będą chcieli wziąć całość komunikacji miejskiej, to jest to popieranie monopolu - twierdzą.

Co innego jednak twierdzi burmistrz Zakopanego: Na razie właściwie jedynym przewoźnikiem, który wykonuje przewozy regularne jest przedsiębiorstwo PPKS. Mamy nadzieję, że pojawią się teraz konkurenci dla tego historycznego już monopolisty - uważa Piotr Bąk. Spór trwa, a wszystko ma zostać opracowane do końca października.

12:35