"Tak to jest w życiu polityka, że bardzo często trzeba podejmować nowe wyzwania. Skoro jest takie oczekiwanie, jest taka potrzeba… Muszę też powiedzieć, że są to nowe doświadczenia, które chciałabym w tej chwili realizować" - tak Beata Szydło odpowiedziała na pytanie Krzysztofa Ziemca w RMF FM o to, dlaczego zdecydowała się kandydować do Parlamentu Europejskiego. Wskazała również na "doświadczenia, które wypływają z mojej pracy w fotelu premiera, kiedy miałam okazję bardzo mocno uczestniczyć w sprawach toczących się w Brukseli". "Wiem doskonale, że potrzebna tam jest dobrze przygotowana, zdeterminowana do obrony polskich interesów ekipa rządowa" - zaznaczyła wicepremier.

Beata Szydło poinformowała również, że od poniedziałku będzie na urlopie.

"Zdecydowaliśmy, że ministrowie, którzy kandydują (w wyborach do Parlamentu Europejskiego), będą brali na czas tych ostatnich dwóch tygodni urlopy" - wyjaśniła.

Dopytywana zaś przez Krzysztofa Ziemca, czy kandydujący w wyborach członkowie rządu nie powinni złożyć dymisji jeszcze przed 26 maja, odparła: "Można powiedzieć tak, że praca polityka polega też na tym, że jest się bardzo często kandydatem w wyborach (...). Myślę, że w tej chwili najważniejsze jest to, że wszystkie sprawy w rządzie biegną zgodnie z planem, harmonogramem. Nie ma żadnych opóźnień, wszystkie prace są podejmowane tak, jak zakładaliśmy".

Zapytana o przygotowanie zapowiadanych przez nią przed rokiem regulacji dot. premii za szybkie urodzenie kolejnego dziecka i gwarancji miejsc w żłobkach i przedszkolach, stwierdziła: "Tamte projekty są przygotowane do realizacji, natomiast nie będą wprowadzane w życie w tej chwili". "Postawiliśmy w rządzie w tym momencie na poszerzenie programu 500+ jako tego programu, który jest powszechnym, który spełnia oczekiwania, wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu rodzin" - wyjaśniła.

Beata Szydło: W Brukseli będę walczyć o to, by Polska i Polacy byli traktowani w UE na równi z innymi

"Ja przede wszystkim będę walczyć o to, żeby Polska i Polacy byli traktowani na równi z innymi państwami członkowskimi (UE)" - tak natomiast Beata Szydło odpowiedziała na pytanie Krzysztofa Ziemca o to, o co zamierza walczyć w Parlamencie Europejskim.

"Tej równości brakuje, chociażby w tak prozaicznych bardzo często sprawach jak na przykład różna jakość produktów: (...) mimo że ten sam towar, ta sama nazwa, ta sama firma produkująca - to jakość gorsza" - mówiła. "Ale ta równość dotyczy również i tych spraw ważniejszych, to znaczy równego traktowania Polski jako państwa członkowskiego i Polaków jako Europejczyków" - podkreśliła była szefowa polskiego rządu.

Szydło: Tusk powinien być bezstronny i zachowywać umiar. Nie potrafił tego zrobić

"Te dwa przykłady, przypadki są dla mnie źródłem są ogromnej satysfakcji, szczególnie debata w Strasburgu, bo miałam wtedy okazję powiedzieć dużo dobrych rzeczy o Polsce" - tak Beata Szydło odpowiedziała na pytanie Krzysztofa Ziemca w internetowej części rozmowy o potencjalnie trudne dla niej momenty na arenie europejskiej: debatę o Polsce w Strasburgu i słynne "27:1", czyli głosowanie ws. wyboru Donalda Tuska na kolejną kadencję szefa Rady Europejskiej.

"Wiem, że miliony ludzi mnie wtedy wspierały" - zaznaczyła.

Odnosząc się zaś do "27:1", wiceprezes stwierdziła, że "im więcej czasu mija od tego wyboru, im większa jest aktywność przewodniczącego Tuska przeciwko polskiemu rządowi (...), tym bardziej jest przekonana, że jej decyzja była wtedy słuszna i jedyna możliwa dla polskiego premiera".

"Przewodniczący Rady Europejskiej powinien być bezstronny i zachowywać umiar w polityce atakującej jakiś rząd, kraj członkowski. On tego nie potrafił zrobić" - krytykowała Tuska Szydło.

Krzysztof Ziemiec pytał również byłą szefową polskiego rządu o premierę filmu Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele: czy obejrzy "Tylko nie mów nikomu"? "Nie sądzę" - odparła krótko Beata Szydło.

Zaznaczyła zarazem, że "pedofilia jest wielkim złem". "W każdej postaci i ktokolwiek się jej dopuści, należy nie tylko ją piętnować, ale z tą patologią walczyć z całkowitą determinacją i karać bardzo surowo tych, którzy się tego dopuszczają" - mówiła wicepremier.

Posłuchaj całej rozmowy Krzysztofa Ziemca z Beatą Szydło:

Krzysztof Ziemiec: Pani premier, przed panią pracowite i sobota, i niedziela, ale od poniedziałku urlop?

Beata Szydło: Tak, zdecydowaliśmy, że ministrowie, którzy kandydują (w wyborach do Parlamentu Europejskiego - przyp. RMF), będą brali na czas tych ostatnich dwóch tygodni urlopy. Zresztą ja już kilkukrotnie korzystałam z urlopów w czasie kampanii wtedy, kiedy miałam zajęcia związane tylko i wyłącznie z kampanią wyborczą. Natomiast oczywiście to jest też praca w rządzie, więc jeżeli będzie taka potrzeba, to wtedy trzeba będzie odłożyć kampanię i zająć się też sprawami związanymi z pracą w rządzie. Ale przez większość czasu będziemy już w tej chwili na urlopach.

Czy ktoś taki jak premier też musi wypełnić specjalny wniosek urlopowy i zanieść do kadr? Jak to wygląda w praktyce?

Nie ma czegoś takiego. Premier też ma urlop i premier też z niego korzysta. Natomiast premier jest swoim szefem, w związku z tym zgłasza się urlopy, bo premier zatrudniony jest na podstawie kodeksu pracy i obowiązują te same zasady, co do wszystkich pozostałych pracowników.

Czyli urlop od poniedziałku - a kiedy złożycie dymisje? Bo chyba dla czystości sprawy powinno mieć to miejsce na pewno przed 26 maja?

Wczoraj pan premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że rekonstrukcja rządu nastąpi najprawdopodobniej po wyborach do europarlamentu. Jest to związane między innymi z tym, że kandyduje sporo osób z rządu, ale nie tylko ministrowie - również wiceministrowie. Rozumiem, że pan premier chce mieć też możliwość zmian i wzięcia pod uwagę ewentualnie, kto będzie w europarlamencie, a kto nie.

A to nie jest tak, że przed wyborami powinno się takie dymisje złożyć? Właśnie dla tej czystości, o której mówiłem.

Można powiedzieć tak, że praca polityka polega też na tym, że jest się bardzo często kandydatem w wyborach - i też jesienią pewnie większość ministrów naszego rządu będzie brała udział w wyborach parlamentarnych, więc na tym to polega, że pracuje się jednocześnie w rządzie, kandyduje się, część parlamentarzystów - ci, którzy nie są w rządzie, nie pełnią takich funkcji - również jest kandydatami. Myślę, że w tej chwili najważniejsze jest to, że wszystkie sprawy w rządzie biegną zgodnie z planem, harmonogramem. Nie ma żadnych opóźnień, wszystkie prace są podejmowane tak, jak zakładaliśmy.

Pani premier, ten czas kampanijny to jest czas wielu różnych obietnic ze strony polityków. Ze strony dziennikarzy to powinien być czas weryfikacji tych obietnic. Jak pani ocenia ten okres 17 miesięcy na stanowisku wicepremiera do spraw społecznych? Wypełniła pani wszystkie zadania, spełniła pani złożone wcześniej obietnice czy nie?

Ja chcę powiedzieć, że poza tym, że jestem szefem Komitetu Społecznego, pełnię w rządzie funkcję wicepremiera - i te zdania były różne, nie tylko związane ze sprawami społecznymi. Ale te zobowiązania, które były przeze mnie założone, że będą wypełnione... mogę powiedzieć z satysfakcją: większość tych projektów, tych planów, które miałam wtedy, kiedy przystępowałam do pracy jako wicepremier rządu, jest już ukończona, część z nich jest przygotowana do realizacji - jak na przykład projekt ustawy o darmowych lekach dla kobiet w ciąży: jest już po przyjęciu przez Komitet Społeczny i w tej chwili czeka na przyjęcie przez rząd.

A pozostałe, pani premier? Bo ja dodam, że to są obietnice z kwietnia 2018 roku, czyli sprzed roku. Na przykład premia za szybkie urodzenie dziecka dla młodych matek, gwarancja miejsc w żłobkach, bon na sport i kulturę dla młodych ludzi jeszcze niepracujących. Co z tymi obietnicami?

Pracujemy w tej chwili nad rozwiązaniami i została przygotowana pewna propozycja dla młodych ludzi, która - jeżeli pan premier i rząd uznają ją za dobry pomysł, dobry projekt do przyjęcia - to zapewne zostanie również przełożona na projekt ustawy. Natomiast jeżeli chodzi o te pozostałe wymienione przez pana redaktora, to rzeczywiście, jeżeli chodzi przede wszystkim o kwestie związane ze wsparciem rodzin - my postawiliśmy w rządzie w tym momencie na poszerzenie programu 500+ jako tego programu, który jest powszechnym, który spełnia oczekiwania, wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu rodzin.

Czyli, krótko mówiąc, tamte obietnice są w tej chwili nierealne - w tym roku na pewno?

Tamte projekty są przygotowane do realizacji, natomiast nie będą wprowadzane w życie w tej chwili, dlatego że podjęliśmy decyzję - nad czym również pracował Komitet Społeczny - że w tej chwili bardziej oczekiwanym przez rodziny jest właśnie wspieranie poprzez upowszechnienie programu 500+.

To znów narazi się pani na krytykę prof. Leszka Balcerowicza, który ostatnio skrytykował mocno program 500+. Ale o tym porozmawiamy może w części internetowej. W tej części, radiowej, spytam jeszcze o trzynastą emeryturę. Czy ona w przyszłym roku też na pewno będzie obowiązywała, czy nie?

My deklarujemy, że chcemy, żeby obowiązywała. Oczywiście Prawo i Sprawiedliwość musi rządzić, żeby móc dopełnić tego zobowiązania, musimy dalej kontynuować nasz rząd. Natomiast jesteśmy zdeterminowani, żeby znaleźć rozwiązanie, żeby to było stałe świadczenie.

Pani premier, po co wybiera się pani do europarlamentu?

Tak to jest w życiu polityka, że bardzo często trzeba podejmować nowe wyzwania. Skoro jest takie oczekiwanie, jest taka potrzeba, ja też muszę powiedzieć, że są to nowe doświadczenia, które chciałabym w tej chwili realizować. Ale też doświadczenia, które wypływają z mojej pracy w fotelu premiera, kiedy miałam okazję bardzo mocno uczestniczyć w sprawach toczących się w Brukseli, i wiem doskonale, że potrzebna tam jest dobrze przygotowana, zdeterminowana do obrony polskich interesów ekipa rządowa.

A o co konkretnie będzie pani walczyć? Jedna z pani kontrkandydatek z innych ugrupowań będzie na przykład walczyła z mową nienawiści, druga obiecuje, że będzie walczyła o świeckie państwo - a pani o co będzie chciała walczyć?

Ja przede wszystkim będę walczyć o to, żeby Polska była i Polacy byli traktowani na równi z innymi państwami członkowskimi. Tej równości brakuje, chociażby w tak prozaicznych bardzo często sprawach jak na przykład różna jakość produktów: czy to żywności, czy to chemii, czy to towarów, które są produkowane i sprzedawane w Polsce i mimo że ten sam towar, ta sama nazwa, ta sama firma produkująca - to jakość gorsza. Myśmy podjęli już ten temat, ja miałam okazję jako premier właśnie podejmować ten temat wspólnie z pozostałymi członkami Grupy Wyszehradzkiej. Wystosowaliśmy taki właśnie apel do Komisji Europejskiej, żeby ta równość została zachowana. Myślę, że to jest w codziennym życiu bardzo ważny temat, ale ta równość dotyczy również i tych spraw ważniejszych, istotnych, to znaczy równego traktowania Polski jako państwa członkowskiego i Polaków jako Europejczyków - (traktowania) tak samo jak pozostałych krajów.

Na koniec: Róża Thun zaprasza panią na taką debatę liderów, tak, żeby spotkać się, porozmawiać o sprawach najważniejszych. Jest pani gotowa na taką debatę?

Ja jestem gotowa debatować, tylko uważam, że w tej chwili te zapowiedzi, te ciągłe nawoływania pani Róży Thun do debaty to jest po prostu chęć zaistnienia politycznego. Ja bardzo chętnie będę debatować, ale pod warunkiem, że to będzie merytoryczna debata, a nie na zasadzie jakieś takiej próby tylko i wyłącznie organizowania politycznego show. Debata jest potrzebna - oczywiście, że tak: Polacy powinni wiedzieć, jakie są propozycje programowe, jakie są też nasze rozwiązania różnych problemów - i ja staram się przede wszystkim debatować z Polakami, z mieszkańcami. Jeżdżę, spotykam się.