„Rozumiem ten protest i bunt kobiet zmuszonych, by wyjść na ulicę” – tak prof. Marian Zembala ocenił w Porannej rozmowie w RMF FM manifestacje, które w całej Polsce odbywały się po publikacji w Dzienniku Ustaw wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. „Ta sprawa nie musiała teraz nastąpić, to był ruch niefrasobliwy, niepomagający premierowi i wszystkim, którzy walczą o opanowanie pandemii” – dodał dyrektor naczelny Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Pandemia koronawirusa, luzowanie obostrzeń, a także ocena działań ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i protesty po publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji w Dzienniku Ustaw były tematami Porannej rozmowy w RMF FM. Robert Mazurek gościł profesora Mariana Zembalę, byłego posła oraz ministra zdrowia, a obecnie dyrektora naczelnego Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. 



Lekarz wyraził zrozumienie wobec kobiet, które wyszły na ulicę w ciągu ostatnich dni, aby zamanifestować sprzeciw wobec publikacji wyroku TK. 

Opozycję proszę (...) aby w imię solidarności i odpowiedzialności rozważyli poparcie inicjatywy prezydenckiej, którą tak odłożono z pewnym nawet lekceważeniem - powiedział prof. Marian Zembala. Odniósł się w ten sposób do październikowej ustawy prezydenckiej regulującej sprawę aborcji. Projekt trafił do parlamentu i czeka w sejmowej zamrażarce. 

Nawet prof. Zoll (...) powiedział: to jest inicjatywa godna kontynuacji. I powinniśmy wszyscy, bez zacietrzewienia (...) tę sprawę poprzeć - ocenił były minister zdrowia w rządzie PO-PSL. Według niego należy "szukać przestrzeni rozwiązania"


Co oznacza, że wszyscy, także kościoły chrześcijańskie wyciszyły te swoje bardzo niekoncyliacyjne argumenty, wsłuchując się w stanowisko kobiet - stwierdził prof. Zembala.

"Wypadamy nieźle"

Lekarz w kontekście pandemii ocenił, że: W kategorii porównania nas z krajami europejskimi o bardzo silnej medycynie, czyli Skandynawią, Niemcami, Wielką Brytanią i Włochami to wypadamy nieźle.  

Myślę, że każdy z nas, kto uważnie słucha wypowiedzi przedsiębiorców, ale i osób odpowiedzialnych za sytuację epidemiologiczną, ma świadomość złożoności tej sytuacji - powiedział dyrektor naczelny Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, zaznaczając jednocześnie: Chciałbym i myślę, że nastąpi to niebawem, że ci restauratorzy, którzy w swojej restauracji przygotują nie 15-25, tylko 4-6 miejsc przy stolikach, zgodnie z zasadami będą mogli przyjąć klientów. Jestem przekonany, że ten element wejdzie. 

Kiedy od poniedziałku otwierane są galerie, muzea to nas cieszy. Będzie pewna szansa ekonomicznego wzmocnienia tego obszaru - przyznał gość Roberta Mazurka.

Hulaj dusza, piekła nie ma

Podejście "hulaj dusza, piekła nie ma" to element lęku osób odpowiedzialnych za sytuację epidemiologiczną - przyznał prof. Zembala. 

Rozumiem, że każdy młody człowiek, i nie tylko, potrzebuje wyjścia, ale kiedy widzimy nienormalnie zatłoczone dyskoteki w Radomiu czy Gdańsku to przyznajmy, że jednak zabrakło rozwagi - dodał lekarz. 

Prof. Marian Zembala ocenia działania ministra zdrowia Adama Niedzielskiego

Działania ministra Niedzielskiego, ale także Michała Dworczyka, którego zawsze z Sejmu pamiętam, jako bardzo sprawnego i merytorycznego, oceniam dobrze - powiedział prof. Marian Zembala. 

Adam Niedzielski ma duże wsparcie bardzo mocnych autorytetów z czego się bardzo cieszę i na tle Europy w tym działaniu wypadamy dobrze - dodał. 

Przeczytaj rozmowę Roberta Mazurka z prof. Marianem Zembalą

Robert Mazurek, RMF FM: Słuchacze właśnie zaczynają nowy dzień z wiadomością o tym, że od poniedziałku otwierane są centra handlowe, a nie np. szkoły, przynajmniej dla klas ósmych i dla maturzystów, a nie restauracje, a nie hotele, siłownie. Czy pan rozumie logikę tych obostrzeń?

Prof. Marian Zembala: Ja myślę, że każdy z nas, który uważnie słucha wypowiedzi, także przedsiębiorców, ale i osób odpowiedzialnych za sytuację epidemiologiczną, ma świadomość złożoności tej sytuacji. Ale kiedy od poniedziałku otwierane są galerie, muzea, to nas cieszy. Cieszy w tym sensie, że po pierwsze, będzie pewna szansa ekonomicznego wzmocnienia tego obszaru, oczywiście w mojej prywatnej ocenie bardzo chciałbym i myślę, że nastąpi to niebawem, żeby ci restauratorzy, którzy - powiedzmy sobie szczerze - w mojej ocenie, oczywiście tu ocena mocniejsza będzie epidemiologia, ale ci restauratorzy, którzy w swojej restauracji przygotują nie 15-25, tylko 4, 6, 8 miejsc przy pojedynczych stolikach, gdzie ludzie zgodnie z zasadami mogą wejść, posilić się, bo przecież funkcjonują, są zmarznięci chodząc po ulicach, i nagle marzy im się, żeby weszli, napili się kawy, herbaty, już nie rozmawiali, ale zjedli coś dobrego. Jestem przekonany, że ten element wejdzie. Rozmawiałem wczoraj telefonicznie z moim kolegą kardiochirurgiem z Lombardii, z Bergamo i pytałem go. Powiedział mi: słuchaj, do godziny 18 są czynne u nas kawiarenki, restauracje, małe bistra, a warunek? Każdy musi wejść tylko w określonej liczbie 4-5 osób na sali, ale nie marzniemy.

Ależ panie profesorze u nas te obostrzenia są luzowane i przyznam, że bardzo wiele osób ma wątpliwości właśnie, dlaczego akurat centra handlowe, a nie szkoły, a nie restauracje. Ale zostawmy teraz to. Wie pan, bardzo wielu przedsiębiorców, jak słyszeliśmy w Faktach RMF FM, nie może się doczekać zluzowania obostrzeń. Wielu z nich otwiera swoje restauracje, niektórzy - to trzeba przyznać - zgodnie z jakimiś zasadami sanitarnymi, a inni nie. Widać widzieliśmy filmiki z warszawskiej restauracji, w której no hulaj dusza, piekła nie ma. Koronawirusa też nie. Stłoczeni ludzie bez maseczek.

Widzi pan i dotknął pan bardzo ważnej sprawy. Hulaj dusza, piekła nie ma i to jest prawdopodobnie główny element lęku osób odpowiedzialnych za sytuację epidemiologiczną. Przecież są dwa główne powody, dlaczego tak nie robimy. Kiedy patrzymy, że otwarcie dyskoteki - ja rozumiem, każdy młody człowiek i nie tylko młody - potrzebuje naturalnego wyjścia. Ale kiedy widzimy nienormalnie zatłoczone dyskoteki, nie tylko w Brukseli - pamiętamy ten epizod węgierski z udziałem węgierskich europosłów, kompletnie chybiony - ale widzimy, co się działo w jednej z dyskotek Radomia czy Gdańska, to przyznajmy razem, ze wstydem, że jednak zabrakło rozwagi.

No tak, ale ci młodzi ludzie, którzy tam przychodzą, oni nie słuchają tego. Oni nie są wśród tych, którzy trafiają później do szpitali. A wczoraj podano dane, że mamy znów ponad 7000 nowych przypadków, prawie 400 osób zmarło. To jest chyba najbardziej przygnębiające, że liczba osób, która umiera na koronawirusa, nie maleje.

Wie pan, mamy wciąż, pomimo - nie boję się tego powiedzieć w kategorii porównania nas z krajami europejskimi o bardzo silnej medycynie, Skandynawia, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy nawet, Lombardia przecież - to wypadamy na tym tle, nie bójmy się tego powiedzieć, nieźle. Mówię jako lekarz, który ma rozeznanie, jaka jest sytuacja, jeżeli ten sam mój rozmówca wczorajszy mówi: uwaga, bo w Lombardii, w tej bogatej Lombardii - Mediolan, Bergamo, Brescia - znowu zapełniają się łóżka chorymi z covidem, to znaczy, że ostrożność musi wtedy trwać. I jak tak popatrzymy, to przyznamy, że nie rozdzieramy szat, że są pewne wolne rezerwy w szpitalach istniejących, czy tzw. tymczasowych.

Ale przypominam sobie i przypomnę panu, że jesienią, kiedy wybuchła fala protestów aborcyjnych, to pan przestrzegał przed nimi, mówił, że to może spowodować wzrost zachorowań. Rzeczywiście, wzrost zachorowań nastąpił, choć trudno powiedzieć, czy to akurat przez to. Niemniej jednak nastąpił. To prawda. No i czy pan się nie boi teraz, że te protesty znów spowodują to, że zamiast znoszenia ograniczeń, będziemy w nich tkwili jeszcze dłużej?

Wszyscy się tego boimy i ja również. Jest to wyjątkowo niedobry czas. Czas, kiedy walczymy. I to trzeba powiedzieć uczciwie, z pewnymi dobrymi wynikami, w sensie opanowania pandemii, która przecież... Jeżeli jednocześnie, a nie wolno nam nie dostrzegać tego, co się dzieje w krajach, które są dla nas taką drugą opinią, a może pierwszą opinią, której nie wolno lekceważyć. Kiedy... Popatrzmy, co się dzieje w Szwecji...

Ala pan mówi, że to zły czas. To znaczy...

Zły czas w tym sensie - doprecyzuję, że w czasie, kiedy potrzebujemy solidarności i odpowiedzialności nas wszystkich, w wyniku protestu - skądinąd rozumiem ten protest i ten bunt kobiet zmuszonych do wyjścia na ulicę, żeby zaprotestować, albo inaczej, silnie zwrócić uwagę, żeby tę sprawę, która nie musiała teraz nastąpić w formie takiej. To był ruch niefrasobliwy, muszę powiedzieć. Nie, pomagający ani premierowi...

Pan uważa, że opublikowanie tego orzeczenia jest niefrasobliwe?

Tak jest.

Pan twierdzi, że to szkodzi premierowi, tak?

Nie pomaga premierowi i wszystkim, którzy walczą o opanowanie pandemii. Ja w związku z tym, ja nie jestem politykiem i nie będę...

No, był pan ministrem zdrowia w rządzie Ewy Kopacz.

Byłem i mówię to z dumą, szacunkiem wobec tej instytucji, która robiła sporo dobrego i jak ja obserwuję działania Ministerstwa Zdrowia, a obserwuję bacznie, tam jest bardzo wielu bardzo sprawnych, odpowiedzialnych ludzi. Mówię to z szacunkiem.

To jednym zdaniem. Jak pan ocenia działania ministra Niedzielskiego i to, jak on radzi sobie w walce z pandemią?

Muszę panu powiedzieć, że działania ministra Niedzielskiego, uczciwie, czy się to komuś podoba czy nie, ale także Michała Dworczyka, którego zawsze z Sejmu pamiętam, jako bardzo sprawnego na komisjach sejmowych, bardzo merytorycznego, oceniam dobrze. Ma duże wsparcie bardzo mocnych autorytetów, z czego się bardzo cieszę. I na tle Europy w tym działaniu wypadamy dobrze.