"Internet to jest taka rewolucja komunikacyjna, którą można porównać z wynalezieniem druku. To wielka rewolucja kulturowo-cywilizacyjno-językowa. To się musi odbić na języku" - mówi gość "Dania do Myślenia" w RMF Classic polonista i językoznawca prof. Włodzimierz Gruszczyński z Uniwersytetu SWPS. Zapożyczenia? "Język polski ma może nawet tysiące odmian – w tym socjalnych. Są grupy społeczne, które porozumiewają się właśnie takim językiem"- odpowiada profesor. "Jedną z funkcji języka, o której zapominamy jest funkcja zabawowa. My się czasami bawimy językiem i mówimy coś po to, żeby było zabawnie. Jeżeli możemy przekręcać słowo w mowie to dlaczego nie można tego zrobić w piśmie? Można. To jest rodzaj stylizacji"- uważa gość RMF Classic.

Poranny gość Dania do Myślenia /Karolina Bereza /RMF FM

Posłuchaj rozmowy z profesorem Włodzimierzem Gruszczyńskim

Tomasz Skory: Internet staje się coraz istotniejszą częścią naszego życia, nie tylko przez udział bierny, jak przywykliśmy z tego korzystać - przez czytanie, ale też przez udział czynny - przez wyrażanie treści przez każdego kto ma na to ochotę na FB, Twitterze, forach internetowych, na czatach. Jest takich możliwości sporo. I razem z tym wyrażaniem uczuć, treści, zostawiamy w sieci świadectwa tego, w jakim stanie jest nasza współczesna powszechnie używana polszczyzna. Pan myśli, że ona wygląda dobrze?

Prof. Włodzimierz Gruszczyński: Nie wygląda tragicznie, tak bym powiedział. Mogłaby wyglądać lepiej oczywiście, ale musimy pamiętać, że internet to jest taka rewolucja komunikacyjna, którą na mój gust można porównać z wynalazkiem druku. To jest naprawdę wielka rewolucja kulturowo-cywilizacyjno-językowa, bo to się oczywiście musi odbić na języku.

...że trzeba jej wybaczyć niektóre niedostatki, które razem z nią przychodzą.

Oczywiście, trzeba wybaczyć, bo pewnych rzeczy nie wytrzymuje nowa technologia i właśnie sam fakt, o którym pan powiedział - to jest najważniejsze - każdy jest nadawcą. Do tej pory to było reglamentowane a w tej chwili każdy jest nadawca, każdy ma takie same prawa, jeżeli idzie o zaistnienie w internecie -półanalfabeta i człowiek, który jest pisarzem zawodowym.

Muszę powiedzieć, że trochę mnie pan zaskoczył, bo po polonistach, profesorach często się spodziewamy, że będą poprawiać, zżymać się na widok popełnianych błędów wszelkiego typu a tu nic... No ale porozmawiajmy o błędach. Mamy kilka rodzajów błędów bardzo powszechnych, najczęstsze chyba jest nieużywanie polskich znaków ć, ś, ź, ł, ż itd. To kiedyś było ograniczenie techniczne związane z kodowaniem tekstu, ale niektórzy tak piszą nadal, unikając...

To jest w pewnym sensie w dalszym ciągu ograniczenie techniczne, dlatego, że musimy pamiętać, że np. na FB czy na Twitterze, wymienionym przez pana, coraz więcej osób istnieje  za pośrednictwem nie klawiatury komputera  czy to stacjonarnego czy notebooka, tylko za pomocą telefonu, a w telefonie wybieranie polskich znaków...

...nie zawsze ć, ź jest łatwo...

Jest trudne, zwłaszcza jak się  jednym kciukiem tam klika w tramwaju, to to jest niewygodne. I wiele osób ma zwyczaj przejęty jeszcze z pisania sms-ów, że w smsach nie piszemy polskich znaków.

Ale osoby przywiązane do charakterystycznego jak mówią smaku języka twierdzą, że to jest barbarzyństwo a niektórzy nawet, że brak patriotyzmu. Przesada?

Chyba przesada. Ja bym wolał, żeby patriotyzm był jakoś inaczej postrzegany. Oczywiście ja piszę używając polskich znaków i to nie jest znowu takie bardzo skomplikowane. Unikanie dla tak zwanego szpanu bym potępiał, natomiast dla wygody wynikającej z tego, że chce się zareagować na coś bardzo szybko i właśnie za pomocą telefonu, no to przymknijmy oko. A tym, którzy to bardzo kontestują przypominam, że w rękopisach XVII, XVIII wiecznych tzw. polskie litery prawie nie występowały.

Dobrze o tym wiedzieć.  A liczy się pan w związku z tym, że język ewoluuje także przez internet, w związku z upraszczaniem języka także pisanego. Te nasze ć, ź stopniowo znikną i będzie tak, jak w średniowieczu?

Nie, to jest tylko pewien sposób używania języka pisanego.

...ale samego języka nie zmieniając.

Nie, te same osoby, które raz piszą na Twitterze i używają do tego swojego telefonu i nie używają polskich znaków, siadają przy przyzwoitej klawiaturze i zakładam, że 80 proc. z nich używa polskich znaków. To nie jest już wtedy przecież żaden wysiłek.

No dobrze, to zostawmy. Wielu osobom nie odpowiada też stosowanie nadmiernych zapożyczeń z języka angielskiego, jeśli nie maja odpowiedników w polskim języku to trudno, ale kiedy ktoś "szeruje" zamiast dzielić się, banuje zamiast blokować, zamiast szukać robi "research" - to już chyba zaczyna irytować? Pan jest surowy w tej sprawie?

Tak, to zaczyna irytować, ale znowu trzeba pamiętać, że język polski, tak samo jak każdy duży język, tzn. taki,  którym posługują się miliony ludzi, ma dziesiątki, setki a może nawet tysiące odmian, w tym odmian socjalnych, tzw. socjolektów, społecznych. I teraz - są grupy społeczne...

...które się porozumiewają takimi ograniczonymi językami.

 ...i trudno, jeżeli taka osoba w kanale ogólnym, że tak powiem, na jakimś forum dyskusyjnym tak się zachowa, to idę o zakład, że natychmiast znajdzie się ktoś inny, kto zwróci na to uwagę i ta osoba przegra w dyskusji.

Z jakich jeszcze zapożyczeń i skrótów angielskich korzystamy? I dlaczego to robimy? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl