Wielki triumf gospodarzy mistrzostw świata. W nocnym starciu w Vancouver Kanada rozprawiła się z Katarem, wygrywając 6:0. Goście kończyli mecz w dziewiątkę. W pierwszym czwartkowym spotkaniu grupy B Szwajcaria wygrała z Bośnią i Hercegowiną 4:1.
- Zobacz terminarz mundialu 2026!
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
W swoich meczach otwarcia mundialu oba zespoły odnotowały identyczne wyniki 1:1 - Kanada zremisowała z Bośnią i Hercegowiną, a Katar ze Szwajcarią. Spotkanie w Vancouver było szansą dla obu drużyn, aby odnieść pierwsze zwycięstwo w historii mundiali. Trener Kanadyjczyków Jesse Marsch, wspominając pierwszy występ Kataru, spodziewał się trudnego meczu. Jego obawy szybko się rozwiały.
Przewaga współgospodarzy turnieju przyniosła powodzenie już po rozpoczęciu drugiego kwadransa. Silny strzał Jonathana Davida zdołał jeszcze obronić Mahmud Abunada, ale katarski bramkarz był bezradny wobec dobitki Cyle’a Larina. To drugi gol w turnieju i 32. w reprezentacji 31-letniego napastnika angielskiego FC Southampton.
Kibice azjatyckiej drużyny dobrze nie ochłonęli po stracie gola, a już rozpaczali po idealnie uderzonej piłce z woleja w polu karnym przez Davida. Trafienie zawodnika Juventusu Turyn w 29. minucie stawiało Katarczyków w arcytrudnej sytuacji.
Stała się ona jeszcze gorsza po czerwonej kartce dla obrońcy Homama Ahmeda w 32. minucie, który sfaulował szarżującego Tajona Buchanana. Ahmed to jedyny gracz w kadrze trenera Julena Lopeteguia spoza ligi katarskiej, występuje w hiszpańskim drugoligowcu CD Leonesa.
Przed przerwą w doliczonym czasie kolejny cios wyprowadził ponownie David, który z najbliższej odległości uprzedził obrońcę, podwyższając na 3:0.
Po zmianie stron Kanadyjczycy długimi momentami nie schodzili z połowy rywali. Mecz został przerwany na dłuższą chwilę w 51. minucie. Assim Madibo długo trzymał się za głowę i nawet miał łzy w oczach. Bardziej był przejęty nie tyle czerwoną kartką, co złamaną nogą kanadyjskiego pomocnika Ismaela Kone, choć faul nie był brutalny. Był to drugi przypadek w tegorocznych mistrzostwach, w którym w jednym meczu drużyna musiała kończyć mecz w dziewiątkę. Poprzednio w ten sposób ukarani zostali gracze RPA w spotkaniu otwarcia z Meksykiem.
Festiwal strzelecki ekipy Marscha nie ustawał. Nathan Saliba (66.) wykorzystał źle ustawiony mur i z rzutu wolnego wpakował piłkę do siatki, obok sfrustrowanego Abunady. Saliba w geście solidarności natychmiast podniósł koszulkę z nazwiskiem kontuzjowanego Kone. Piąta bramka na konto zespołu "Klonowego Liścia" została zapisana po kiksie Mohameda Manaia (75.).
Wynik ustalił, zaliczając hat-tricka (na pięć strzałów), w drugiej minucie dodatkowego czasu gry David. To jego 42. gol w kadrze.


