Nietypowe zachowanie norweskiego alpejczyka po zakończeniu rywalizacji w slalomie wywołało konsternację dziennikarzy i kibiców. Atle Lie McGrath w rozmowie z mediami wytłumaczył, dlaczego w poniedziałek zaraz po przejeździe rzucił kijkami i poszedł do lasu.

  • Alpejczyk Loic Meillard został mistrzem olimpijskim w slalomie.
  • W połowie rywalizacji lepszy był Norweg Atle Lie McGrath i to właśnie jego reakcja na przegranie złota przykuła uwagę mediów.
  • Informacje z zimowych igrzysk znajdziesz na RMF24.pl

Był blisko sukcesu

Poniedziałkowa rywalizacja w Bormio była niezwykle zacięta. Po fenomenalnym zjeździe w 1. serii Atle Lie McGrath był pierwszy z przewagą 0,59 s nad drugim reprezentantem Szwajcarii. Finał rywalizacji był jednak sensacyjny. W drugiej próbie Loic Meillard uzyskał najlepszy czas, ale musiał czekać na to, co pokaże 25-letni Norweg. Lider klasyfikacji slalomu w Pucharze Świata rozpoczął dynamicznie, ale popełnił błąd - zahaczył o tyczkę i wypadł z trasy, tracąc szansę na życiowy sukces.

Ostatecznie to 29-letni Szwajcar wygrał z łącznym czasem 1.53,61. Srebro wywalczył Austriak Fabio Gstrein ze stratą 0,35, a brąz Norweg Henrik Kristoffersen - strata 1,13.

Z wściekłości McGrath w połowie trasy rozrzucił swój sprzęt, a następnie odszedł w bok stoku, przeszedł za siatki ochronne i udał się w stronę lasu. Takie zachowanie wzbudziło zdziwienie obserwatorów rywalizacji.

"Musiałem uciec od wszystkiego"

Później Norweg zdecydował się porozmawiać z mediami o swojej reakcji na zajęcie drugiego miejsca. McGrath stwierdził, że musiał "uciec od wszystkiego". Myślałem, że znajdę tam spokój i ciszę, ale tak się nie stało, ponieważ fotografowie i policja znaleźli mnie w lesie. Potrzebowałem tylko odrobiny czasu dla siebie - stwierdził.

Zwykle jestem osobą, która ma bardzo dobre wyczucie sytuacji - dodał.

Dramaturgii całej sprawie dodaje fakt, że 25-latek zdobywając złoty medal, chciał uczcić pamięć swojego dziadka, który zmarł w dniu rozpoczęcia igrzysk.

Wielu alpejczyków miało problemy

McGrath nie był jedynym, który miał problemy w trakcie przejazdu - rywalizację utrudniała mgła i padający śnieg. Michał Jasiczek, startujący z 48. numerem, wypadł z trasy jeszcze przed drugim pomiarem czasu, ulokowanym mniej więcej w jej połowie. Jego olimpijski występ trwał ok. 22 sekund.

Reprezentant Brazylii, który w sobotę został pierwszym sportowcem z Ameryki Południowej z medalem, Lucas Pinheiro Braathen, też wypadł z trasy. Drugi zawodnik slalomowej klasyfikacji Pucharu Świata bardzo dobrze rozpoczął zawody, gdyż na dwóch pierwszych pomiarach czasu był najszybszy.

Pierwszego przejazdu nie ukończyło 52 alpejczyków z 96 zgłoszonych, a drugiego m.in. mistrz olimpijski z Pekinu, Francuz Clement Noel.