Cztery konkursy indywidualne, konkurs drużyn mieszanych i rywalizacja duetów. Łącznie sześć dni emocji na olimpijskich skoczniach w Predazzo. Nie zabrakło zaskakujących rozstrzygnięć. Chyba nawet najwięksi optymiści nie przewidzieli trzech medali dla Polski! Rodzina Prevców też pewnie liczyła na więcej. Rzutem na taśmę igrzyska uratowali za to Austriacy.
- Informacje ze świata sportu znajdziesz na RMF24.pl.
Olimpijskie medale na skoczni wywalczyło sobie siedem państw. Do Wielkiej Szóstki dołączyli nieoczekiwanie Szwajcarzy. Gregor Deschwanden pokazał wielką klasę w konkursie na skoczni normalnej i zajął ex-aequo trzecie miejsce z Renem Nikaido. My oczywiście zapamiętamy ten pierwszy konkurs za sprawą Kacpra Tomasiaka. Nasz nastolatek, który miał się w tym sezonie otrzaskać w Pucharze Świata i zobaczyć jak to skacze się z najlepszymi ostatecznie rozbił bank. Trzy medale! Zaczął do srebra.
Na skoczni normalnej obejrzeliśmy wspaniały konkurs. Mnóstwo dalekich skoków, minimalne różnice w czołówce. Ze złotem Philipp Raimund. Za jego plecami Tomasiak. Po pierwszej serii był czwarty, ale w finale skoczył daleko i co najważniejsze świetnie stylowo.
Na dużej skoczni z roli faworyta wywiązał się Domen Prevc. Słoweniec dzięki temu wywalczył swoje pierwsze, indywidualne olimpijskie złoto w karierze. Kilka dni wcześniej Słowenia wygrała także konkurs drużyn mieszanych. I to było jedyne na tych igrzyskach złoto Niki Prevc. O ile Domen nie był murowanym kandydatem do podium na skoczni normalnej - bo jego główną siłą jest lot a nie odbicie z progu - to jego siostra miała zdominować olimpijską rywalizację. Indywidualnie skończyło się srebrem i brązem, a dwukrotną mistrzynią olimpijską została w Predazzo Anna Odine Stroem. To z pewnością jedna z większych niespodzianek podczas tych igrzysk.
Dorobek rodziny Prevców na igrzyskach to łącznie dwa złote medale, jedno srebro i jeden brąz. Wygląda to przepięknie, ale biorąc pod uwagę oczekiwania przed starem Igrzysk i dominację Domena i Niki w Pucharze Świata to jednak mniej niż można było się spodziewać.
Wróćmy jednak do męskiego konkursu na dużej skoczni. Tomasiak po pierwszej serii ponownie był czwarty i ponownie zdołał wedrzeć się na podium. Oprócz Prevca wyprzedził go jeszcze Nikaido. Japończyk zdobył także brąz w konkursie drużyn mieszanych. Ryoyu Kobayashi? Indywidualnie bez medalu. 8. i 6. miejsce. Dwa razy blisko, ale co z tego?
O ile Niemcy już po pierwszym konkursie mieli złoto Raimunda, to na medal nie mogli się doczekać Austriacy, a to przecież nacja dysponująca ogromnym potencjałem. Na skoczni normalnej najlepszy był Stefan Embacher (7). Na dużej Jan Hoerl (5). U pań Lisa Eder 4. i 7. W konkursie drużyn mieszanych piąta lokata. Ostatnią nadzieją był konkurs duetów i tutaj para Hoerl-Embacher skakała znakomicie. Nie zmienia to jednak faktu, że honor udało się uratować w ostatnim dniu olimpijskiej rywalizacji.
Dla nas konkurs duetów zakończył się szczęśliwie. Niewykluczone, że gdyby pogoda nie spłatała figla i tak mielibyśmy medal. Natomiast dramaturgia ostatniego konkursu, śnieżyca, wiatr. Wszystko to zbudowało emocje, do których będziemy wracać.
Tomasiak i Paweł Wąsek zdobywając srebro zrobili coś niesamowitego. Dla Tomasiaka trzeci olimpijski medal oznacza dołączenie do niezwykle ekskluzywnego grona. Trzy medale na jednych igrzyskach zdobywały dotychczas jedynie: Irena Szewińska, Otylia Jędrzejczak i Justyna Kowalczyk. Teraz możemy tu dodać Tomasiaka, który szturmem wdarł się do kibicowskich serc. A mówimy o chłopaku, którego część "niedzielnych fanów" sportu jesienią jeszcze mogła w ogóle nie znać. Wąsek? Tutaj sytuacja jest zupełnie inna. Poprzedni sezon bardzo dobry, ale ten miał po prostu fatalny. Gasł w oczach. Podczas Turnieju Czterech Skoczni wyglądał jak cień. Zrezygnowany, zły, bez błysku w oku. Teraz jest wicemistrzem olimpijskim. Igrzyska na skoczni były naprawdę przepiękne. A trzy polskie medale smakują tym razem wyjątkowo, bo takiej skali biało-czerwonych sukcesów na skoczni nie spodziewał się chyba nikt.


