Choć oficjalnie imigranci z Polski stanowią niewielką część zatrzymanych przez ICE, to skutki spektakularnej operacji „Midnight Blitz” odczuwalne są do dziś. „Pracujemy aż do nocy, bo mamy tak dużo telefonów i tak dużo klientów, którzy są zaniepokojeni tym, co się dzieje” – mówi mec. Ewa Brożek z chicagowskiej kancelarii Kurczaba & Brozek Law. Działania służb wywołują ciągły niepokój wśród Polonii w Chicago. Wbrew narracji administracji Donalda Trumpa, w ręce służb wpadają głównie osoby z czystą kartoteką.

  • Jesienią 2025 roku w Chicago miała miejsce ogromna akcja ICE, podczas której zatrzymano ponad 1600 osób.
  • Mecenas Ewa Brożek z chicagowskiej kancelarii podkreśla, że wiele zatrzymanych osób nie miało żadnej przeszłości kryminalnej, a część z nich mieszka w USA od kilkunastu lat.
  • Analizy pokazują, że aż 60 proc. zatrzymanych nie miało żadnych przestępstw na koncie.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jesienią 2025 roku przez Chicago przetoczyła się bezprecedensowa operacja służb imigracyjnych ICE. Tysiące funkcjonariuszy, naloty na miejsca pracy, starcia z protestującymi, aresztowania prowadzone często w atmosferze chaosu i niepewności - to była rzeczywistość, z którą musieli zmierzyć się mieszkańcy miasta.

Wśród zatrzymanych znalazło się ponad 1,6 tysiąca osób. W niektórych przypadkach działania ICE przypominały sceny z filmów akcji - jak nocny najazd z udziałem śmigłowca Black Hawk, podczas którego funkcjonariusze zjeżdżali po linach na dachy budynków mieszkalnych, zatrzymując zarówno imigrantów, jak i obywateli USA.

Polonia w strachu

Choć od spektakularnej operacji minęło już pół roku, jej echo wciąż rozbrzmiewa w dzielnicach Chicago. W kawiarniach i restauracjach pojawiły się plakaty "ICE out" oraz zapewnienia, że imigranci są tam mile widziani. Na stolikach leżą ulotki z instrukcjami, jak zachować się w przypadku spotkania z funkcjonariuszami ICE. Właściciele lokali gastronomicznych zmagają się z brakiem rąk do pracy, a prawnicy specjalizujący się w sprawach imigracyjnych nie narzekają na brak zajęć.

Pracujemy aż do nocy, bo mamy tak dużo telefonów i tak dużo klientów, którzy są zaniepokojeni tym, co się dzieje - przyznaje w rozmowie z PAP mec. Ewa Brożek z chicagowskiej kancelarii Kurczaba & Brozek Law. Niekoniecznie jesteśmy w stanie wszystkim pomóc, ale tak naprawdę oprócz tego, że zabezpieczamy stronę prawną, to jeszcze działamy jako psycholodzy, bo bardzo wielu ludzi po prostu żyje w strachu - tłumaczy.

Na pewno ci, którzy są tu nielegalnie, się boją, jest dużo obaw. Mieliśmy kilka głośnych przypadków zatrzymanych Polaków. Ale to nic dziwnego, skoro zdarza się, że zgarniają nawet tych z legalnym pobytem czy z obywatelstwem - mówi jedna z działaczek polonijnych.

"Nie przychodzą tylko po kryminalistów i Latynosów"

Wbrew narracji administracji Donalda Trumpa, jakoby działania ICE miały być wymierzone głównie w "najgorszych z najgorszych", rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Żaden z moich 10 polskich klientów zatrzymanych przez ICE nie miał jakiejkolwiek przeszłości kryminalnej. Co najwyżej mandaty za przekroczenie prędkości - podkreśla mec. Brożek.

Analiza danych przeprowadzona przez telewizję CBS pokazuje, że aż 60 proc. zatrzymanych imigrantów nie miało na koncie żadnych przestępstw lub wykroczeń, a jedynie 14 proc. dopuściło się przestępstw z użyciem przemocy.

Polacy, którzy trafili w ręce służb, to często osoby mieszkające w USA od kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. Wszyscy byli tutaj dłużej niż dwa lata, a większość powyżej 20 lat. Więc to są osoby, które tutaj mają - miały - biznesy, płaciły podatki i tak naprawdę znalazły się przypadkowo w miejscu, gdzie zostały zweryfikowane najczęściej przez zeskanowane tablice rejestracyjne na parkingach sklepowych - relacjonuje Brożek.

Zdarzały się przypadki zatrzymań podczas nalotów na place budowy czy na podstawie donosów. Wszystkie sprawy dotyczyły osób, które przebywały w USA na nieważnych wizach i nie miały możliwości uregulowania swojego pobytu, często z powodu zawiłości amerykańskiego prawa imigracyjnego.

Na pewno sporo osób z tych, którzy cieszyli się ze zwycięstwa Trumpa, teraz już nie demonstruje takiego entuzjazmu. Bo okazuje się, że nie przychodzą tylko po kryminalistów i Latynosów - mówi Paulina, która do Chicago przyjechała jako dziecko z Podlasia.

Deportacje i pułapka systemu

Według danych polskiego MSZ, w minionym roku fiskalnym do opuszczenia USA zmuszonych zostało 130 Polaków - niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. Nie wiadomo jednak, ilu z nich zdecydowało się na tzw. samodeportację, do której zachęca administracja Trumpa, oferując 2,6 tysiąca dolarów oraz pokrycie kosztów powrotu do kraju. Władze chwalą się, że z tej oferty skorzystało już ponad 2 miliony osób.

Mecenas Brożek przestrzega jednak przed pochopnym korzystaniem z tej propozycji. Wbrew temu, co rząd pisze na swoich stronach, że te osoby będą mogły tutaj wrócić, to my wiemy, że to nie będzie możliwe co najmniej przez najbliższe 10 lat. Jest to naprawdę szokujące, ale to jest swego rodzaju pułapka, którą władze zastawiają na imigrantów - zaznacza.

Dla wielu starszych osób pokusą jest możliwość zachowania prawa do amerykańskiej emerytury, która w przypadku deportacji przepada. Jednak nawet ci, którzy rozważają powrót do Polski, w większości nie decydują się na ten krok.

Niepokój ogarnia także tych, którzy dotąd czuli się bezpieczni - tzw. dreamersów, czyli osoby przybyłe do USA jako dzieci nielegalnych imigrantów. Ich status, chroniony przez program DACA, stał się niepewny w związku z polityką Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego i toczącymi się sporami sądowymi. Jest spora nerwowość, nie można być pewnym niczego. To trochę istnienie w zawieszeniu - dodaje Paulina.

Choć sytuacja w mieście nieco się uspokoiła, wszyscy spodziewają się rychłego powrotu służb imigracyjnych, który według pogłosek ma nastąpić już w marcu.