Sekcja zwłok 40-letniego mężczyzny, który zmarł po policyjnej interwencji w Poznaniu, nie wykazała przyczyny śmierci. Do tragicznego zdarzenia doszło w poniedziałek wieczorem na poznańskich Jeżycach. Śledczy zlecili dodatkowe badania, które mają wyjaśnić okoliczności zgonu.
- Bądź na bieżąco! Informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak poinformował w środę, że sekcja zwłok nie wykazała przyczyny zgonu 40-latka, który w poniedziałek w Poznaniu miał przeszkadzać w interwencji służb.
Nie stwierdzono też jednoznacznych obrażeń mogących świadczyć o bezpośrednim udziale osób trzecich w patomechanizmie zgonu. Zlecono poszerzone badania histopatologiczne oraz toksykologiczne - dodał prokurator.
Na miejsce wysłano ratowników medycznych i patrol policji. Jak się okazało, poszkodowany miał rozcięcia skóry na szyi i krwawił.
Gdy ratownicy udzielali mu pomocy, na miejscu pojawił się inny mężczyzna. Według policjantów, 40-latek wdał się w awanturę i przeszkadzał w udzielaniu pomocy rannemu. Miał też nie reagować na wydawane mu polecenia nieprzeszkadzania w interwencji.
Policjanci użyli więc wobec 40-latka miotacza gazu pieprzowego. Mężczyzna stracił po tym przytomność i mimo reanimacji zmarł.
Przybyły na miejsce biegły medycyny sądowej we wstępnej opinii nie wskazał przyczyny zgonu mężczyzny. Śledczy zlecili przeprowadzenie sekcji zwłok mężczyzny.
Sprawę bada prokuratura i policyjne komórki kontroli. Zabezpieczono m.in. zapis kamer nasobnych, jakie mieli interweniujący policjanci.


