Policjanci z powiatu nowotomyskiego (woj. wielkopolskie) informują o 40-latce, która przez niemal rok korzystała z konta swojego zmarłego męża. Jak ustalili śledczy, po śmierci mężczyzny kobieta nie tylko wykonywała codzienne operacje finansowe, ale także zaciągnęła na jego dane dwa kredyty przez internet. Bank nie wykrył nieprawidłowości, ponieważ weryfikacja ograniczała się jedynie do potwierdzenia danych osobowych, bez sprawdzenia, czy klient nadal żyje.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

"Kobieta miała dostęp do konta męża jeszcze za jego życia i była upoważniona do korzystania z rachunku. Po jego śmierci traktowała je jednak jak własne. Na konto regularnie wpływały środki z jej wynagrodzenia, a codzienne operacje finansowe nie wzbudzały podejrzeń pracowników banku" - piszą nowotomyscy policjanci.

40-latka zaciągnęła przez internet dwa kredyty na dane zmarłego męża.

Nieprawidłowości wyszły na jaw dopiero, gdy przestała spłacać raty. Wtedy bank wszczął procedurę wyjaśniającą i odkrył, że kredytobiorca zmarł wiele miesięcy wcześniej.

Wdowa usłyszała już zarzuty oszustwa na szkodę banku oraz posłużenia się fałszywymi dokumentami. Grozi jej do 5 lat więzienia. Przyznała się do winy.

Policja przypomina, że upoważnienie do rachunku bankowego wygasa z chwilą śmierci właściciela. "Każda wypłata, przelew czy - jak w tym przypadku - zaciągnięcie kredytu, może zostać potraktowane jako działanie bezprawne. Zamiast działać na własną rękę, lepiej najpierw zapytać w banku, jakie formalności należy dopełnić. Jedna rozmowa z konsultantem może oszczędzić wielu nerwów, a w skrajnych przypadkach - także wizyty w sądzie" - podkreślono.