"To do tej pory moja najważniejsza bramka. Od dziecka marzy się, żeby strzelić decydującą bramkę w dogrywce finału mistrzostw Polski" - przyznał Filip Komorski po zdobyciu przez GKS Tychy mistrzowskiego tytułu. Tyszanie sięgnęli po złoto w piątym meczu finałowej serii, w którym pokonali TAURON KH GKS Katowice właśnie po dogrywce 2:1. Autor złotego gola mocno jednak podkreślał, że tytuł jest zasługą całego zespołu: "Od Adama Bagińskiego, który rzucił się pod strzał, przez Radka Galanta, który strzelił pierwszą bramkę, przez Jaśka Murarza, który super zabronił cały ten play-off… to zasługa całej drużyny".

Zawodnicy GKS-u Tychy świętują zdobycie mistrzostwa Polski / Andrzej Grygiel /PAP

Serię finałową tyszanie rozpoczęli od dwóch wysokich zwycięstw: na własnym lodzie pokonali ekipę z Katowic 5:0 i 6:0. Później, już na tafli "małego Spodka", była skromna wygrana 4:3 i jedyna porażka 2:5.

Po tytuł podopieczni Andreja Gusowa sięgnęli w meczu numer 5 po wyrównanej walce: wynik spotkania otworzył Radosław Galant, na 1:1 wyrównał Marek Strzyżowski - i do końca trzeciej tercji ten rezultat już się nie zmienił.

Radością tyski Stadion Zimowy eksplodował w 7. minucie dogrywki: złotego gola na wagę mistrzostwa kraju zdobył Filip Komorski.

Patryk Wronka: Dzisiaj mamy srebro, zobaczymy, co będzie za rok

Napastnik TAURON KH GKS-u Katowice Patryk Wronka podkreślał po odebraniu srebrnego medalu, że drużyna ze stolicy Śląska dała z siebie wszystko.

To spotkanie na pewno było lepsze niż pierwsze dwa (w finale) - uśmiechnął się. Myślę, że te dwa pierwsze mecze oddaliśmy troszkę za łatwo. Dzisiaj walczyliśmy, ile mogliśmy. Chwała drużynie za cały sezon, zrobiliśmy naprawdę dobrą robotę. Mimo wszystko cieszymy się, że z niczego poszliśmy tak wysoko - podkreślił.

Oddaliśmy w tym meczu serce, trudno, ktoś musiał przegrać. Dzisiaj mamy srebro, zobaczymy, co będzie za rok - podsumował Wronka.

Michał Kotlorz: Dla mnie to jest spełnienie marzeń

Myślę, że GKS Katowice wyciągnął wnioski z tych dwóch pierwszych wysokich przegranych. To było widać już po meczach w Katowicach. Tutaj mieli nóż na gardle, wiedzieliśmy, że się tak nie otworzą i nie będzie łatwo zdobyć bramki - i tak było - komentował w czasie fety na Stadionie Zimowym kapitan GKS-u Tychy Michał Kotlorz.

Przyznał, że porażka w spotkaniu numer 4, w Katowicach, była dobrą lekcją. Myślę, że ten zimny prysznic, przegrana w Katowicach, dał nam mocno do myślenia - i dzięki temu to dzisiejsze zwycięstwo - stwierdził.

O ostatnim, jak się okazało, spotkaniu serii mówił, że był to "mecz na styku".

W pierwszej i drugiej tercji przeważaliśmy, mieliśmy sporo sytuacji, natomiast GKS Katowice grał uważnie w obronie - przez to urwali się z kontrą na 1:1. Mecz na styku, ale bardzo się cieszymy, że w dogrywce stworzyliśmy tę sytuację i strzeliliśmy bramkę - niczego więcej nie trzeba - relacjonował.

Dla mnie to jest spełnienie marzeń. Jestem wychowankiem Tychów, jestem z tego miasta. Jako młody chłopak zawsze marzyłem, żeby grać w tej drużynie - a żeby zdobyć mistrzostwo... to już było takie bardzo głębokie marzenie. Do tego jestem kapitanem... Dla mnie to naprawdę jest spełnienie marzeń, piękny dzień! - podsumował Michał Kotlorz.

Filip Komorski: To naprawdę nie był dla nas łatwy finał

Autor gola na wagę tytułu Filip Komorski przyznał, że po dwóch wysokich zwycięstwach na otwarcie rywalizacji w głowach mogła zakiełkować myśl, że może to być łatwy finał.

Może gdzieś z tyłu głowy taka myśl się pojawiała, ale chcieliśmy ją wymazać, bo wiemy, że to jest play-off: tutaj możemy wygrać dwa mecze 10:0, a dwa przegrać 0:1 i stan rywalizacji jest 2-2. Tutaj liczba bramek nie decyduje. Byliśmy przygotowani, że musimy po prostu wygrać cztery mecze - nieważne, w jakim stylu - podkreślał.

Pytany o porażkę w czwartym spotkaniu serii, odparł: Nie ukrywam, zabolało to nas, bo pokazaliśmy troszkę zbyt dużą nonszalancję, zbyt szybko chcieliśmy to skończyć, troszkę zlekceważyliśmy drużynę Katowic - i dała nam ona pstryczka w nos.

Chcieliśmy się tutaj zrehabilitować, nie chcieliśmy przegrać w domu - zaznaczył.

Co powiedzieli sobie w szatni przed wyjściem na lód? Dużo mówienia tam nie było. Każdy był tak zmobilizowany, tak skoncentrowany na zwycięstwie. Jeden drugiego motywował do walki - mówił Komorski.

Swojego złotego gola nazwał najważniejszą bramką w życiu, ale również mocno podkreślał, że tytuł jest zasługą całego zespołu.

Wydaje mi się, że o zwycięstwie w finale zdecydowały taktyka i poświęcenie całej drużyny - mówił. Bardzo ciężko trenowaliśmy 10 miesięcy. To nasze zwycięstwo nie jest efektem dobrego play-offu: my 10 miesięcy bardzo ciężko pracowaliśmy, więc wydaje mi się... śmiało mogę powiedzieć!, że zasłużyliśmy na to zwycięstwo. Mówię to z pełną odpowiedzialnością: zasłużyliśmy na to zwycięstwo naszą ciężką pracą - podkreślił.

Komorski zaznaczył również, że "drużyna Katowic nie ma czego się wstydzić".

Zagraliśmy bardzo dobry play-off. Zakończył się naszym zwycięstwem 4-1, ale to naprawdę nie był dla nas łatwy finał. Gratulacje dla pokonanych i gratulacje dla nas. Dziękujemy kibicom za superatmosferę. Cieszymy się! - podsumował.