Po co Władimirowi Putinowi był atak Oriesznikiem na Ukrainę? Eksperci podkreślają, że to nie tylko demonstracja siły, ale także sygnał wysłany Europie i Stanom Zjednoczonym w kluczowym momencie rozmów o zakończeniu wojny. Ten sygnał można odczytywać jednak różnie. Także jako akt rozpaczy.

  • Putin po raz kolejny użył hipersonicznego pocisku Oriesznik, bez uzbrojonej głowicy. 
  • Atak jest sygnałem dla USA i Europy, że Rosja chce być traktowana poważnie, zwłaszcza po ostatnich niepowodzeniach Kremla i napięciach na arenie międzynarodowej. 
  • Eksperci uważają, że Rosja używa tej broni głównie do celów psychologicznych i wojny informacyjnej, pokazując gotowość do eskalacji konfliktu. 
  • Putin utknął w sytuacji bez wyjścia - wojna, którą rozpoczął, pogłębia jego zależność od własnej polityki, a zakończenie konfliktu staje się coraz trudniejsze. 
  • Cała sytuacja pokazuje, że rosyjskie sygnały są często puste i służą bardziej do zastraszania niż realnego działania.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Prezydent Rosji Władimir Putin po raz kolejny zdecydował się na użycie pocisku hipersonicznego Oriesznik, który - jak sam wielokrotnie podkreślał - charakteryzuje się ogromną prędkością i siłą rażenia. Oriesznik został po raz pierwszy użyty przeciwko Ukrainie w listopadzie 2024 roku, a od tego czasu Rosja trzymała tę broń w rezerwie. Pocisk jest zdolny do przenoszenia głowic jądrowych, a Kreml twierdzi, że na świecie nie istnieją systemy zdolne do jego przechwycenia.

Ostatni atak nastąpił po serii niepowodzeń Kremla. W minioną sobotę prezydent USA Donald Trump wysłał siły specjalne do schwytania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, bliskiego sojusznika Putina. Dodatkowo, amerykańskie wojska przejęły rosyjski tankowiec na północnym Atlantyku. W tym samym czasie Wielka Brytania i Francja ogłosiły gotowość wysłania wojsk na Ukrainę w przypadku zawieszenia broni, co Moskwa uznała za potencjalne zagrożenie.

Sygnał dla Zachodu?

Zdaniem cytowanego przez agencję Reutera Gerharda Mangotta, eksperta ds. Rosji z Uniwersytetu w Innsbrucku, użycie Oriesznika to wyraźny sygnał dla Stanów Zjednoczonych i Europy. Rosja chce pokazać, że należy ją traktować poważnie, biorąc pod uwagę jej potencjał militarny, a Europejczycy i Trump powinni wrócić do minimum szacunku wobec rosyjskiego stanowiska w negocjacjach - ocenia Mangott.

Ukraińskie służby ujawniły, że pocisk, który uderzył w infrastrukturę energetyczną w obwodzie lwowskim, nie był wyposażony w uzbrojoną głowicę. Jest to więc dokładne powtórzenie rosyjskiego manewru z listopada 2024 roku, gdy na Dniepr wystrzelono Oriesznika, który zniszczył tamtejsze zakłady przemysłowe samą siłą kinetyczną.

Wygląda na to, że Rosja używa Oresznika do celów sygnalizacyjnych, a nie do zniszczenia - komentuje w rozmowie z Reutersem Pavel Podvig, dyrektor Russian Nuclear Forces Project. To ogólny sygnał gotowości do eskalacji, który zostanie tak odczytany przez Zachód - dodaje.

Atak, który miał miejsce zaledwie 60 km od granicy z Polską, spotkał się z natychmiastową reakcją przywódców Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, którzy określili go jako "eskalacyjny i nieakceptowalny". Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas uznała go za "wyraźną eskalację wobec Ukrainy i ostrzeżenie dla Europy oraz USA".

Oficjalne stanowisko rosyjskiego Ministerstwa Obrony, według którego wystrzelenie Oriesznika było odpowiedzią na rzekomy atak ukraińskiego drona na rezydencję Putina, budzi sceptycyzm ekspertów i blogerów wojennych. Ukraina zaprzecza, by taki atak miał miejsce, oskarżając Moskwę o próbę wykolejenia rozmów pokojowych.

Australijski ekspert wojskowy Mick Ryan wiąże użycie broni z ostatnimi niepowodzeniami Rosji, zwłaszcza w Wenezueli. To demonstracja, że Rosja pozostaje mocarstwem nuklearnym. W tym przypadku Oriesznik jest bronią psychologiczną, narzędziem wojny kognitywnej Putina przeciwko Ukrainie i Zachodowi - ocenia Ryan.

Były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, obecnie wiceszef Rady Bezpieczeństwa, porównał atak Oriesznikiem do "ratującego życie zastrzyku haloperidolu", leku przeciwpsychotycznego. Miedwiediew stwierdził, że stosunki międzynarodowe zamieniły się "w dom wariatów".

Znany rosyjski bloger wojenny Fighterbomber podkreślił, że użycie Oresznika to pokaz siły, ale Rosja nie będzie sięgać po tę broń często. "Możemy sobie pozwolić na takie demonstracje dwa-trzy razy w roku" - napisał, wyrażając nadzieję, że kolejne wystrzały nie będą konieczne. "Sygnały zostały wysłane i zostały odebrane" - podsumował.

Putin wpadł we własne sidła

Aleksandr Baunow z Berlińskiego Centrum Carnegie analizuje w serwisie Meduza, jak Rosja znalazła się w pułapce własnych działań i dlaczego Władimir Putin nie jest już w stanie zakończyć wojny.

Początek 2025 roku przyniósł nadzieje na porozumienie pokojowe między Rosją a Ukrainą, podsycane przez deklaracje Donalda Trumpa. Jednak każda z tych nadziei kończyła się fiaskiem i kolejnymi pustymi obietnicami. Zamiast pokoju, pod koniec roku coraz częściej pojawiały się doniesienia o przygotowaniach Europy do wojny z Rosją. Władze rosyjskie oficjalnie ogłosiły kontynuację działań wojennych w 2026 roku. Spotkanie Trumpa z Zełenskim nie przyniosło przełomu, ale nieco zbliżyło stanowiska Waszyngtonu i Kijowa, co spowodowało z kolei wzmocnienie nieufności USA wobec Rosji. Zwłaszcza w obliczu kolejnego, ujawnionego kłamstwa Federacji Rosyjskiej o ukraińskim ataku na rezydencję Putina.

Putin zaczął się nagle wycofywać z procesu pokojowego, "jak zwierzyna przed łowcami". Na godzinę przed spotkaniem Trump-Zełenski na Florydzie, rosyjski prezydent zamiast negocjować umowę, skarżył się telefonicznie Trumpowi, że Ukraińcy próbowali go zabić w jego rezydencji.

Zdaniem Baunowa, Władimir Putin stał się zakładnikiem własnych działań. Rozpoczęta przez niego wojna uruchomiła proces, którego nie jest już w stanie zatrzymać. Rosyjski przywódca, podobnie jak w przypadku wcześniejszej autokratyzacji kraju, znalazł się na ścieżce, z której nie ma prostego odwrotu. Każda kolejna decyzja pogłębia zależność od raz obranej linii, a zakończenie wojny staje się coraz trudniejsze.

Wojna wpłynęła nie tylko na politykę, ale także na społeczną moralność w Rosji. Baunow zauważa, że tradycyjne wartości i kanony etyczne, zostały zastąpione nową normą, w której wojna i przemoc są akceptowane, a nawet gloryfikowane. W 2025 roku Rosja ostatecznie utraciła status zwycięzcy II wojny światowej - ocenia autor - a jej pozycja na arenie międzynarodowej zależy już wyłącznie od wyniku wojny w Ukrainie i konfrontacji z Zachodem. Putin może jej nie chcieć, ale wszedł na drogę bez odwrotu. 

Podobnie jak pod koniec lat 80. i 90. Rosja popełnia serię błędów, bo nie jest w stanie uznać, że są one wynikiem beznadziejnych działań władzy. Rosjanie konsekwentnie nie przyjmują do wiadomości, że mogą być w błędzie, a jeśli przegrywają, uznają, że "zostali oszukani". Moskwa i Rosjanie uważają, że rozpad Związku Radzieckiego był dziejową niesprawiedliwością, która do tej pory nie została zrekompensowana. Stąd też historia rosyjskiego zła, które osadzone jest na bezkarności, niechęci do rozliczania przeszłości i uczenia się na błędach.

Baunow konkluduje - "Bezkarność sprzyja zaprzeczaniu samym zbrodniom i przekonaniu, że odwet za nie jest niesprawiedliwy, podczas gdy wojna o odzyskanie tego, co zostało utracone, jest sprawiedliwa. Bazując na tym doświadczeniu bezkarności, Rosja kontynuuje walkę, mając nadzieję, że nic jej się już nie przytrafi, a ewentualna odwet zostanie ponownie uznany za największą niesprawiedliwość". 

To koło zamknięte, w które uwikłał się Kreml pokazuje, że gest wystrzelenia Oriesznika nie oznacza nic, czego Zachód nie wiedziałby od dawna. Moskwa specjalizuje się w wysyłaniu sygnałów, które często są puste, jak głowica pocisku międzykontynentalnego, który uderzył koło Lwowa.