Przez ostatnie 12 lat na jednym z najbardziej zapalnych akwenów świata rozgrywała się cicha, lecz niezwykle dynamiczna transformacja. Chiny przekształciły rozproszone rafy w ufortyfikowane wyspy wzdłuż jednego z najbardziej spornych szlaków wodnych na świecie. To, co ujawniły teraz satelity, znacznie wykracza poza wcześniejsze twierdzenia.

  • Chiny stworzyły ponad 12 km kw. nowego lądu w ciągu kilku lat.
  • Na Morzu Południowochińskim zbudowano lotniska, porty, hangary i instalacje wojskowe.
  • Pomimo dowodów satelitarnych, chińscy urzędnicy zaprzeczają trwającym pracom.
  • Nowe lądy nie tylko zmieniają geografię, ale i układ sił w regionie, umożliwiając Pekinowi kontrolę nad kluczowymi szlakami morskimi.
  • Chcesz być na bieżąco? Wejdź na stronę główną RMF24.pl.

W miejscu, gdzie jeszcze kilkanaście lat temu znajdowały się jedynie niewielkie, ledwo widoczne nad powierzchnią wody rafy, dziś wyrastają lotniska, porty, hangary, a nawet instalacje wojskowe. Satelitarne zdjęcia ujawniają, że proces ten nie tylko nie ustał, jak twierdzą oficjalnie chińskie władze, ale wręcz przyspieszył. Prace trwają zarówno na archipelagu Wysp Paracelskich, jak i Spratly, gdzie powstają kolejne, coraz bardziej rozbudowane placówki.

Nowe wyspy, nowe możliwości

Szczególnie intensywne prace prowadzone są na wyspie Tree Island. Tam, na powierzchni około 25 akrów nowo zrekultywowanego lądu, powstał port, lądowisko dla śmigłowców, instalacje fotowoltaiczne i wiatrowe oraz infrastruktura sugerująca wykorzystanie militarne. Obecność cementowni wskazuje, że to dopiero początek dalszych inwestycji.

Z kolei na pobliskiej North Island od 2016 roku trwa budowa kolejnych struktur. Siedmioakrowy fragment nowego lądu zabezpieczono masywnym murem oporowym, a plany zakładają połączenie wyspy z sąsiednią Middle Island, co umożliwi stworzenie większego kompleksu.

Najważniejszym punktem chińskiej obecności pozostaje Woody Island. To tutaj powstał pas startowy o długości 2,7 km, hangary dla myśliwców, wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych HQ-9 oraz rozbudowane porty zdolne obsługiwać zarówno jednostki wojskowe, jak i cywilne. Satelitarne zdjęcia z marca 2017 roku potwierdziły obecność myśliwca Shenyang J-11 na płycie lotniska.

Jeszcze większą skalę mają działania na archipelagu Spratly. Tamtejsze rafy - Fiery Cross, Mischief i Subi - zostały przekształcone w potężne bazy wojskowe. Każda z nich dysponuje pasem startowym o długości 3 km, hangarami, radarami, koszarami, magazynami paliw i systemami obrony przeciwlotniczej. Układ i wyposażenie tych placówek wskazują na ich strategiczne znaczenie dla projekcji siły i kontroli nad regionem.

Według raportu U.S.-China Economic and Security Review Commission, w latach 2013-2015 Chiny stworzyły ponad 12 km kwadratowych nowego lądu - to więcej niż wszystkie inne państwa regionu razem wzięte przez poprzednie 40 lat.

Nowe bazy i infrastruktura

Wyspy Palm i Duncan połączono groblą, tworząc drugą co do wielkości chińską bazę w archipelagu Wysp Paracelskich. Kompleks obejmuje bazę śmigłowców, osiem lądowisk i hangary, które według analityków mogą służyć do operacji zwalczania okrętów podwodnych. Centralny port obsługuje zarówno jednostki wojskowe, jak i zaopatrzeniowe.

Na wyspie Triton, położonej bliżej wybrzeża Wietnamu, pojawiło się nowe lądowisko dla śmigłowców oraz wyraźne oznaczenia chińskiej suwerenności. Infrastruktura na wyspach Pattle, Money i Lincoln również została rozbudowana, co potwierdzają zdjęcia satelitarne z końca 2016 i początku 2017 roku.

Oficjalne zaprzeczenia kontra dowody z Kosmosu

Mimo niepodważalnych dowodów, chińscy urzędnicy konsekwentnie zaprzeczają, by obecnie prowadzili jakiekolwiek prace rekultywacyjne. W 2017 roku minister spraw zagranicznych Wang Yi sugerował wręcz, że to inne państwa są odpowiedzialne za zmiany na wyspach. Jednak niezależne analizy satelitarne, m.in. prowadzone przez Asia Maritime Transparency Initiative (AMTI), jednoznacznie wskazują na kontynuację chińskich prac budowlanych, w tym pogłębianie dna, tworzenie nowych lądów i rozbudowę stałej infrastruktury.

Reakcja regionu i świata

Działania Chin budzą coraz większy sprzeciw sąsiadów. Wietnam prowadzi własne, znacznie skromniejsze prace rekultywacyjne, jednak ich skala jest nieporównywalna z chińską ekspansją. Spór o Morze Południowochińskie regularnie powraca podczas spotkań ASEAN, gdzie państwa członkowskie są podzielone co do sposobu reakcji na chińskie działania.

Podczas jubileuszowego, 50. spotkania ministrów spraw zagranicznych w Manili w 2017 roku, wewnętrzne spory niemal uniemożliwiły przyjęcie wspólnego oświadczenia. Ostatecznie, po długich negocjacjach, państwa wyraziły zaniepokojenie i wezwały do powściągliwości, jednak ton komunikatu pozostał ostrożny.

Skutki ekologiczne

Rozbudowa sztucznych wysp pociąga za sobą poważne konsekwencje dla środowiska. Działania rekultywacyjne i pogłębianie dna morskiego prowadzą do niszczenia raf koralowych i zmiany prądów morskich. Szacuje się, że w wyniku tych prac zniszczono od 12 do 18 km kw. siedlisk rafowych. Nawet chińskie raporty naukowe przyznają, że w strefach objętych budową życie morskie zostało "całkowicie zniszczone". Skutki dla bioróżnorodności i lokalnych zasobów rybnych są przedmiotem intensywnych badań.

Chińskie agencje rządowe bagatelizują te skutki, tłumacząc je globalnymi problemami, takimi jak zmiany klimatu czy zakwaszenie oceanów. Zapewniają, że wszystkie prace prowadzone są zgodnie z normami środowiskowymi i nie mają istotnego wpływu na zdrowie raf. Jednak niezależni eksperci są innego zdania - wskazują na zmiany w osadach i chemii wody, które bezpośrednio wiążą się z prowadzonymi pracami.

Budowa sztucznych wysp przez Chiny nie tylko zmienia geografię regionu, ale także układ sił i relacje dyplomatyczne. Umocnione bazy wojskowe, rozbudowana infrastruktura i sieć portów pozwalają Pekinowi na skuteczną kontrolę nad kluczowymi szlakami morskimi. Mimo międzynarodowych protestów i apeli o powściągliwość, prace trwają, a ich tempo nie słabnie.