Polska nie będzie związana decyzjami podejmowanymi przez grupy państw, w których nie jest reprezentowana – takie stanowisko przedstawił premier Donald Tusk na szczycie UE, podczas którego przywódcy dyskutowali m.in. o przyszłych rozmowach pokojowych między Ukrainą a Rosją. Debata ujawniła poważne różnice zdań dotyczące tego, kto powinien reprezentować Europę w ewentualnych negocjacjach z Moskwą.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

O stanowisku Polski informowała wcześniej dziennikarka RMF FM.

Premier podkreślił, że "Polska nie będzie respektowała żadnych ustaleń, które będą podjęte bez jej udziału", zaznaczając jednocześnie, że "żadne takie formaty nie mogą uzurpować sobie prawa do reprezentowania całej Unii Europejskiej". W jego ocenie chodzi m.in. o format E3, czyli Niemcy, Francję i Wielką Brytanię. Tusk zwrócił przy tym uwagę, że Wielka Brytania nie jest członkiem Unii Europejskiej.

Jak dodał, "jeśli ktoś chce reprezentować Unię Europejską, a więc całą 27., to od tego jest przewodniczący Rady Europejskiej", zgodnie z zapisami traktatów. Tym samym opowiedział się za utrzymaniem roli przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy jako osoby reprezentującej Unię.

Merz i Macron mają odmienne zdanie

Odmienne stanowisko przedstawił kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Podkreślał on, że format E3 "powstał na wyraźne życzenie Ukrainy" i skupia państwa kluczowe dla wsparcia militarnego Kijowa. Jak zaznaczał, "Wielka Brytania, Niemcy i Francja współpracują tutaj razem", a Polska i pozostali partnerzy z UE są regularnie włączani do konsultacji.

 "Format E3 powstał na wyraźne życzenie Ukrainy. Ma też swoją wewnętrzną logikę - Wielka Brytania, Niemcy i Francja współpracują tutaj razem. Są to duże państwa europejskie, które w znaczącym stopniu wspierają Ukrainę militarnie. Niemcy są obecnie pod tym względem zdecydowanie na pierwszym miejscu" - podkreślał kanclerz. 

Merz zaznaczał jednocześnie, że decyzja o tym, kto będzie reprezentował Unię, powinna zapaść dopiero w momencie realnych negocjacji.

Jeszcze dalej poszedł prezydent Francji Emmanuel Macron, który na konferencji prasowej po szczycie podkreślił, że ewentualne rozmowy pokojowe będą dotyczyć przede wszystkim zdolności wojskowych i gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jak zaznaczył, Antonio Costa nie powinien reprezentować Unii Europejskiej w obszarach związanych z gwarancjami bezpieczeństwa.

"Costa nie może reprezentować UE tam, gdzie chodzi o gwarancje bezpieczeństwa" - mówił Macron.

Jego zdaniem przy stole negocjacyjnym powinny zasiadać zarówno instytucje Unii Europejskiej, jak i państwa gotowe realnie gwarantować bezpieczeństwo Ukrainie, w tym poprzez ewentualne siły stabilizacyjne.

Spór wywołały również ujawnione przez media kontakty gabinetu przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy z Moskwą. Costa tłumaczył, że nie prowadzi negocjacji, a jedynie utrzymuje kanały komunikacji na wypadek przyszłych rozmów pokojowych.

Większość przywódców chce jednak koordynacyjnej roli Costy. Zwolennicy tego rozwiązania przekonują, że Unia Europejska posiada własne instytucje i nie ma potrzeby tworzenia reprezentacji. 

W tle pozostaje jednak zasadnicze pytanie: czy Rosja jest w ogóle gotowa do realnych negocjacji pokojowych?

Opracowanie: