Separatyści z Doniecka ogłosili, że przekażą czarne skrzynki, prawdopodobnie zestrzelonego Boeinga, Rosjanom. "Zajmie się nimi Międzypaństwowy Narodowy Komitet Lotniczy. Pracują tam prawdziwi fachowcy" - powiedział wicepremier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Andrij Purgin. Władze donieckiej administracji oznajmiły, że separatyści nie dopuszczają ukraińskich służb ratowniczych do miejsca wypadku malezyjskiego samolotu.

Rosja chce uczestniczyć w operacji na miejscu katastrofy boeinga

Rosyjskie media cytują separatystów, którzy winą za zestrzelenie malezyjskiego samolotu obarczają władze w Kijowie. "Świadkowie twierdzą, że Boeing 777 został zestrzelony z ukraińskiego myśliwca Su-27. Maszyna rozpadła się na dwie części. Ukraiński myśliwiec spadł nad obwodem ługańskim" - opublikowała oświadczenie przywódców tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej rosyjska agencja RIA-Nowosti.

Portal gazeta.ru napisał, że w momencie zestrzelenia samolotu w przestrzeni powietrznej nad Donbasem znajdował się też ukraiński samolot transportowy Ił-76.

Prezydent USA Barack Obama rozmawiał już z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem o katastrofie malezyjskiego samolotu.

Z całą pewnością Amerykanie będą chcieli uczestniczyć w śledztwie - będą ostre naciski w tej sprawie. Wiadomo, że amerykański prezydent uważa, że do miejsca katastrofy powinni mieć dostęp międzynarodowi eksperci, którzy przeprowadzą rzetelne śledztwo w tej sprawie. Już wyznaczył dwóch specjalistów, którzy maja blisko współpracować z ukraińskimi ekspertami.

W związku z nowymi informacjami mówiącymi o tym, że na pokładzie byli też Amerykanie ta grupa zostanie powiększona. Wiadomo, że maszyna spadła na terenie kontrolowanym przez separatystów, ale w Waszyngtonie nikt nie przyjmuje do wiadomości tego, że międzynarodowi specjaliści nie będą mogli dotrzeć do wraku.

Malezyjski samolot pasażerski rozbił się na Ukrainie przy granicy z Rosją. Według agencji Reutera, na pokładzie było ponad 300 osób. Rosjanie podają, że maszyna została zestrzelona - prawdopodobnie leciała wtedy na wysokości 10 tysięcy metrów.

Władze w Kijowie i prorosyjscy separatyści obwiniają się wzajemnie o zestrzelenie maszyny.