"Dochodzimy do ściany, potrzebne są bardzo pilne działania" - mówi w rozmowie w RMF FM prof. Szymon Malinowski. Fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że "klimat w Polsce się zmienia. Może bardziej niż na całym świecie, bo im dalej na północ, tym te zmiany są większe".

Według naukowca i jednego ze współautorów portalu naukaoklimacie.pl, Polska ponosi część odpowiedzialności za globalne ocieplenie. Strasznie nabroiliśmy w tej sprawie - stwierdza.

Uważamy, że jesteśmy biedni, że jeszcze jesteśmy na dorobku, że wszyscy muszą nam jakieś ustępstwa robić. Nie, tak nie jest. Jesteśmy jednym z bogatszych krajów na świecie, jesteśmy jednym z bogatszych społeczeństw - tłumaczy.

Ogromna część działań, które prowadzimy i które zużywają energię i paliwa kopalne tak naprawdę nie prowadzi do niczego. To jest chwila, moment radości - palenie gumy, dodanie gazu samochodem, kupienie większego SUV-a, dorzucenie do pieca, kominka - mówi prof. Malinowski i dodaje, że walka ze zmianą klimatu wymaga nie tylko działań na poziomie państw: ważne jest również codzienne podejście każdego z nas.


Prof. Malinowski: W sprawie klimatu dochodzimy do ściany - trzeba pilnie działać

 ***

Marcin Zaborski: Profesor Szymon Malinowski fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Komitetu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, dzień dobry.

Profesor Szymon Malinowski: Dzień dobry 

Będzie pan nas straszył?

Czy ja nie straszę, ja tylko przedstawiam stan wiedzy, który jest dosyć przerażający.

Można się przestraszyć, kiedy pan mówi, że czeka nas klimatyczna zagłada, że wszyscy wyginiemy.

Tak. Ja nie jestem pierwszy... Pierwsze głosy na ten temat były 60 lat temu. Jak widać przez 60 lat specjalnie się tym nie przejęliśmy: ona zbliża się coraz szybszym krokiem. W tej chwili dochodzimy do ściany i jesteśmy blisko.

I myśli pan, że politycy, którzy zjechali właśnie do Katowic na szczyt klimatyczny, uratują nas przed tą zagładą?

Zadaniem polityków jest praca nad naszym bezpieczeństwem. Jeżeli zrozumieją, że to jest największe wyzwanie dotyczące bezpieczeństwa nas wszystkich, to jest taka szansa. Jeżeli tego nie zrozumieją, to znaczy będą przekładali jakieś krótkoterminowe lokalne interesy, to tej szansy nie będzie, to znaczy zostanie zmarnowana jak już kilka razy wcześniej.

Może jeśli nawet Europa zaciśnie zęby i będzie skutecznie walczyć z emisją CO2, to sama całego świata nie uratuje. Słyszy pan na przykład co Donald Trump mówi o globalnym ociepleniu. Mówi: "nie wierze w to, globalne ocieplenie, to ściema."

Jeżeli wybieramy nieuków na przywódców, tak to się kończy. Myślę, że to jest bardzo poważny problem, problem negacjonizmu klimatycznego. Zresztą bardzo dobrze wiadomo, że on jest w dużej mierze zorganizowany przez wielkie koncerny naftowe i węglowe. Jest na to mnóstwo dokumentów, są także pozwy w sądach w Stanach Zjednoczonych czy gdzieś indziej.

Czyli Trump jest lobbystą wielkich koncernów na świecie?

Ja nie wiem, czy Trump jest lobbystą. Natomiast żyjemy w bańkach informacyjnych, prawda? Przekaz wiedzy przez te bańki się nie przebija. Trump jest w bańce informacyjnej tych właśnie lobbystów i koncernów i nie zauważa tego, co dzieje się na zewnątrz. A ma powody do tego, żeby nie zauważać - bo po prostu nie spotyka się z rzeczywistością.

Ależ on właśnie mówi, że zauważa, bo mówi na przykład tak: "w wielu częściach Stanów Zjednoczonych jest tak zimno, że ocieplenie klimatu można tam nazwać wyłącznie kosztowną ściemą".

Ja od lat z prowadzę z kolegami portal nauka o klimacie i tam mamy listę mitów klimatycznych. Proszę bardzo zajrzeć do tej listy i zobaczyć wszystkie te mity, którymi obrzuca nas prezydent Donald Trump. Są tam dokładnie, dokładnie opisane.

I to jest właśnie jeden z tych mitów klimatycznych.

Jeden z tych mitów. Fakt, że w jakimś miejscu akurat w danej chwili jest zimno nie znaczy, że nie ma globalnego ocieplenia.

Na lekcjach geografii uczyliśmy się, przynajmniej do tej pory, że w Polsce mamy lato, jesień, zimę, wiosnę i jeszcze przedwiośnie czy przedzimie ewentualnie. Teraz już powinniśmy zmieniać podręczniki do geografii w Polsce?

Astronomicznie nic się nie zmienia, bo czy nastąpi zagłada klimatyczna czy nie nastąpi - ziemia będzie krążyła po tej samej orbicie i Słońce będzie wędrowało w ten sam sposób. Natomiast oczywiście klimat w Polsce się zmienia bardziej może niż na całym świecie. Im dalej na północ, tym te zmiany są większe, a my jeszcze jesteśmy w takim miejscu, gdzie zima zależy od tego, jaka część Oceanu Arktycznego jest zamarznięta. W tej chwili już obszar lodu jest dużo, dużo mniejszy niż jeszcze 20 czy 30 lat temu i przynajmniej w pierwszej połowie zimy bardzo rzadko ma szanse do nas napłynąć zimne powietrze.

Panie profesorze to, co możemy zrobić my, każdy z nas, żeby walczyć z ociepleniem klimatu? 

Są dwie rzeczy. Jedna rzecz jest na poziomie indywidualnym. To znaczy skorzystać z kalkulatora emisji i obliczyć co w swoim życiu można zmienić, nie wszędzie trzeba ponosić wielkie wyrzeczenia, żeby obniżyć swój ślad węglowy, czyli emisję. A druga rzecz to przy urnie wyborczej należy się zastanowić i wybrać tych polityków, którzy zapewnią nam bezpieczeństwo, niezależnie od tego, co obiecują.

Do wyborów jeszcze chwila, więc to na razie odłóżmy. Spróbujmy pomyśleć, co każdy z nas w swoim domu może zrobić, żeby po prostu mieć poczucie, że walczy z ociepleniem klimatu.

Nie chodzi o to, żeby mieć poczucie, że się walczy, bo to jest złudne. Można segregować torebki, śmieci - co jest oczywiście ważne. Ale już kwestia na przykład z rezygnacji z wyjazdu na wakacje samolotem, to jest bardzo duży wkład w walkę z globalnym ociepleniem.

Ale pieszo nie pójdę na wakacje panie profesorze.

Można troszeczkę zmienić plany. To nie jest rzecz, od której zależy nasze szczęście. Nie musimy lecieć do Tanzanii czy do Turcji na Riwierę możemy pojechać w góry z grupą przyjaciół albo w jakieś inne atrakcyjne miejsce w okolicy.

A czym przyjechał pan do naszego studia?

Komunikacją miejską.

Aha, myślałem że rowerem, żeby nie zatruwać środowiska.

Nie. Rowerem nie przyjechałem z tego powodu, że od 1 grudnia rowery miejskie nie działają. Ja jednak mieszkam na obrzeżach miast na Ursynowie i dojazd do centrum metrem jest najszybszy. Natomiast oczywiście w centrum bardzo często używam rowerów miejskich.

W miniony weekend na ulice Brukseli wyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, oni się domagali powstrzymania zmian klimatycznych, chcieli bardziej zielonej przyszłości naszej planety. Zastanawiam się, co musiałoby się stać żebyśmy taki protest zobaczyli na ulicach Warszawy. 

Zobaczymy, jak będzie to wyglądało w najbliższą sobotę w Katowicach. Zresztą na ulicach Warszawy też jest planowany protest w najbliższą sobotę na Placu Zamkowym.

I spodziewa się pan kilkudziesięciu tysięcy ludzi?

Nie, ale myślę że kilka tysięcy ma szanse przyjść. Poza tym w tej chwili zaczyna dynamicznie rozwijać się bardzo duży ruch międzynarodowy z silnym poparciem naukowym: Extinction Rebellion. Przewidywane są duże działania w całym świecie.

Tylko że u nas protesty proekologiczne to są najczęściej takie jednostkowe przypadki, ktoś wspina się na wielki komin, ktoś przykuwa się do drzewa. To buduje taki obraz, jakbyśmy nieszczególnie byli zainteresowani tą wielką walką o zieloną przyszłość planety.

My tak naprawdę jesteśmy w ogóle mało zainteresowani światem i tym, co się dzieje. Wydaje nam się, że nasza chata z kraja. I nas różne rzeczy nie dotyczą. To jest oczywiście bardzo, bardzo, bardzo złudne. Uważamy, że jesteśmy biedni, że jeszcze jesteśmy na dorobku, że wszyscy muszą nam jakieś ustępstwa robić. Nie proszę państwa, tak nie jest. My jesteśmy jednym z bogatszych krajów na świecie, jesteśmy jednym z bogatszych społeczeństw i tak naprawdę strasznie nabroiliśmy w tej sprawie. Zwróćmy uwagę na to, że ogromna część działań, które prowadzimy i które zużywają energie i paliwa kopalne, tak naprawdę nie prowadzi do niczego, to jest chwila, moment radości, palenie gumy, dodanie gazu samochodem, kupienie większego suva, dorzucenie do pieca, do kominka i tak dalej, i tak dalej.

Panie profesorze, gdyby miał pan wygłosić półminutowe może minutowe przesłanie do uczestników katowickiego szczytu, co by im pan powiedział?

W tej chwili wydaje się, że to jest punkt zwrotny albo podejmujemy decyzję, że mamy przyszłość albo podejmujemy decyzję, że nie mamy przyszłości i od ich odpowiedzialności zależy to, co będzie z nami się działo.

Tylko że ta przyszłość nie dotyczy już pewnie nas tylko tych, którzy będą po nas.

 Zdecydowanie proszę pana. Nawet ja mam szansę umrzeć w bardzo dużej fali upałów i że tak powiem zgnić gdzieś na poddaszu z tego powodu, że nie będzie komu zrobić porządku.

A jednak mnie pan straszy.

Tak wygląda sytuacja, że w tej chwili już 14 proc. lata na półkuli północnej to są upały, które jeszcze 30 lat temu po prostu nie występowały, a sytuacja się zdecydowanie pogarsza.