Pomoc międzynarodowa dociera do Nepalu, ale sytuacja normuje się na razie tylko w stolicy kraju. "Pomoc dopiero rusza w doliny, gdzie ucierpiało najwięcej osób" - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Grzegorzem Kwolkiem - Wojciech Wilk, szef zespołu ratowników z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Po pięciu dniach wyciągnięto spod gruzów nastolatka

Pięć dni po trzęsieniu ziemi w Nepalu ratownicy wydobyli spod gruzów w Katmandu żywego nastolatka. Chłopca wyniesiono na noszach; oczekujący świadkowie powitali go oklaskami i okrzykami radości. czytaj więcej

Do centrum pomocy medycznej w Melamchi, gdzie pracują ochotnicy z Polski, w końcu docierają ranni z dolin. Większość ma poważne obrażenia - złamania, często otwarte urazy wielonarządowe. Udzielenie im pomocy jest bardzo trudne - mówi Wojciech Wilk.

Ze względu na brak możliwości dotarcia do tych miejscowości w poprzednich dniach, w wiele ran wdały się infekcje i zakażenia
- dodaje.

Z kolei w szpitalach i centrach pomocy medycznej zaczyna brakować antybiotyków.

Trzęsienie ziemi, które w sobotę przed południem nawiedziło okolice Katmandu, miało siłę 7,9 w skali Richtera. Było to najsilniejsze trzęsienie ziemi w Nepalu od 81 lat. W niedzielę miał miejsce wstrząs wtórny o sile 6,7 w skali Richtera.

We wtorek po południu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Nepalu podało, że bilans ofiar przekroczył 5 tys.; rannych - według dotychczasowych informacji jest ponad 10 tys. osób. Równocześnie premier Nepalu Sushil Koirala ostrzegł, że liczba zabitych może sięgnąć 10 tysięcy. W krajach sąsiadujących z Nepalem zginęło prawie 100 osób.

(abs)