Zawieszenie broni w Libanie obowiązuje tylko z nazwy. Niezależne organizacje pomocowe donoszą o fali ataków izraelskich, której ofiarami padają dzieci, kobiety, a także pracownicy medyczni. Nowa fala ciężkich bombardowań uderzyła nie tylko w południe kraju, ale dotarła także do Bejrutu.

  • Izraelskie siły rozszerzyły operacje na południe Libanu, atakując nie tylko cele Hezbollah, ale też gęsto zaludnione dzielnice. 
  • W wyniku działań wojennych tysiące osób zginęły lub zostały ranne, a ponad milion ludzi zmuszono do opuszczenia domów, co tworzy poważny kryzys humanitarny.
  • Organizacje humanitarne, takie jak Lekarze bez Granic i UNICEF, alarmują o tragicznej sytuacji, podkreślając ataki na pracowników ochrony zdrowia i setki rannych dzieci.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W Libanie od 16 kwietnia oficjalnie obowiązuje zawieszenie broni, zawarte przez Izrael i Liban przy wsparciu prezydenta USA Donalda Trumpa. W nocy z 23 na 24 kwietnia Trump ogłosił kolejne przedłużenie rozejmu.

Tymczasem premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział w piątek, że izraelskie siły przekroczyły rzekę Litani w Libanie i poczyniły postępy. Netanjahu powiedział, że izraelskie siły operują również w Bejrucie i Dolinie Bekaa w ramach działań przeciwko Hezbollahowi na froncie libańskim.

Masakry cywili w Libanie

Wśród ofiar najnowszych nalotów przeważają osoby cywilne - podaje Al Jazeera. Libańskie ministerstwo zdrowia poinformowało o tragicznym bilansie nalotu na południowe przedmieścia Bejrutu, gdzie zginęła kobieta oraz dwoje dzieci. Było to pierwsze uderzenie w libańską stolicę od trzech tygodni.

Do jeszcze większego dramatu doszło na autostradzie Adloun - kluczowej trasie łączącej Sydon z Tyrem. Izraelski dron uderzył tam w samochód, którym przed nadchodzącym frontem próbowała uciec sześcioosobowa rodzina. Wszyscy zginęli na miejscu. Kolejną ofiarą eskalacji stał się libański żołnierz, który stracił życie podczas ostrzału w rejonie Nabatija. To kolejny przypadek w ostatnich dniach, gdy ofiarami ataków stają się członkowie regularnej armii Libanu.

Izraelskie wojsko znacząco rozszerzyło swoje operacje na całe południe kraju. Choć oficjalnym celem ataków jest niszczenie infrastruktury powiązanej z Hezbollahem, pociski regularnie spadają na gęsto zaludnione dzielnice mieszkaniowe.

Tyr obracany w ruinę

Sceny grozy rozgrywają się m.in. w starożytnym porcie Tyr. W ciągu zaledwie jednej nocy miasto i jego obrzeża zostały ostrzelane kilkanaście razy, a bomby obróciły w ruinę budynki mieszkalne oraz lokalne kawiarnie. Sytuację pogorszyły masowe nakazy ewakuacji wydane przez izraelską armię w mediach społecznościowych. Mieszkańcom nakazano natychmiastowe opuszczenie domów i udanie się na północ od rzeki Zahrani, oddalonej o około 40 kilometrów od granicy. W rezultacie Tyr niemal całkowicie opustoszał, a Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (MKCK) ostrzega, że tak masowe, przymusowe wysiedlenia spychają region na skraj ogromnego kryzysu humanitarnego.

O gwałtownym pogorszeniu sytuacji bezpieczeństwa alarmują też pracownicy misji Lekarzy bez Granic w Libanie. Organizacja potwierdza doniesienia o nakazach przymusowych ewakuacji na dużą skalę i donosi o katastrofalnej sytuacji w Tyrze. Ataki izraelskie nie omijają obszarów, na których medycy prowadzą swoje działania. Według danych WHO w ciągu zaledwie 10 dni odnotowano setki nalotów w tych rejonach. Zginęło 9 pracowników ochrony zdrowia, 48 zostało rannych, trafionych zostało 7 karetek pogotowia. 

Relacje grozy

Jestem lekarzem medycyny ratunkowej i pracuję w trzyosobowym zespole Lekarzy bez Granic w szpitalu Najdeh Al-Shaabiyeh położonym na obrzeżach miasta An-Nabatijja. Mamy do czynienia z atakami na pracowników ochrony zdrowia oraz zabójstwami ratowników medycznych ze służb cywilnych. To, co obserwujemy, nie jest niczym zasadniczo nowym, ale z pewnością jest równie przerażające i trzeba z tym skończyć - mówi dr Mina Naguib, lekarz medycyny ratunkowej w Libanie - Z pewnością widzieliśmy już, jak izraelskie siły zbrojne postępują w ten sposób w innych częściach regionu. 

W ubiegłym tygodniu w Libanie co 24 godziny średnio 11 dzieci ginęło lub zostało rannych - przekazał w piątek Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF).

Jak podała oenzetowska agencja w ciągu ostatnich siedmiu dni zginęło lub zostało rannych 77 dzieci. Dodano, że od czasu rozpoczęcia zawieszenia broni zginęło 55 dzieci, a 212 zostało rannych.

Rzecznik UNICEF, Ricardo Pires, określił liczbę ofiar jako "porażającą".

Rozejm tylko na papierze

Hezbollah przyłączył się 2 marca do wojny USA i Izraela z Iranem, stając po stronie Teheranu. Izrael rozpoczął intensywną operację przeciwko tej grupie. Hezbollah, wspierany i finansowany przez Iran, pozostaje poza kontrolą libańskiego rządu.

Ofensywa, której celem - jak zapewnia Netanjahu - jest zniszczenie Hezbollahu, pochłonęła dotąd, według libańskich źródeł, ponad 3 tys. ofiar śmiertelnych i zmusiła około 1,2 mln osób do opuszczenia domów.

Nagłe zaostrzenie działań wojennych zbiegło się w czasie z planowanym wznowieniem rozmów pokojowych. Strony miały powrócić do negocjacji technicznych pod egidą Stanów Zjednoczonych, które na początku czerwca miały przynieść szansę na trwalszy rozejm.

Rzeczywistość na froncie brutalnie jednak zweryfikowała te plany. Ostatnie dni przyniosły najcięższe bombardowania południowego Libanu od momentu wybuchu tej fazy konfliktu w marcu. Wśród Libańczyków rośnie ogromna frustracja. Obywatele oczekują od swojego rządu przyjęcia znacznie twardszego stanowiska w rozmowach, jednak szanse na to, że dyplomacja zatrzyma spadające bomby, maleją z godziny na godzinę.