"Tu nie chodzi o żadną debatę, tu chodzi o propagandę" - tak były szef NBP prof. Leszek Balcerowicz ocenił rządowe propozycje zmian w systemie emerytalnym. Zdaniem Balcerowicza, sprowadzają się one do likwidacji drugiego filaru reformy emerytalnej.

Rząd proponuje: Stopniowe przenoszenie pieniędzy z OFE do ZUS

Środki z OFE na 10 lat przed wiekiem emerytalnym mają być stopniowo przenoszone do ZUS-u - to jeden z rządowych pomysłów zmian w systemie emerytalnym. Chcemy zmniejszyć narastanie długu publicznego i wspierać rozwój gospodarczy - tłumaczył minister finansów Jacek Rostowski. czytaj więcej

Balcerowicz krytykował rządowe propozycje i opracowany przez resorty finansów i pracy raport "Bezpieczeństwo dzięki zrównoważeniu" na piątkowej konferencji prasowej. Zdaniem byłego ministra finansów, tezy zawarte w tym raporcie były wielokrotnie w przeszłości obalane. Te stare i nieprawdziwe tezy są powtarzane. Przecież tu nie chodzi o żadną debatę, tu chodzi o propagandę. W nadziei, że jak się wiele razy mocno powtórzy jakieś tezy, to część ludzi uzna je za prawdę. Myślę, że z czymś takim nie można się zgodzić - mówił Balcerowicz.

Jego zdaniem, propozycje rządu oznaczają de facto likwidację kapitałowego filaru systemu emerytalnego. Jednocześnie - jak zwracał uwagę - likwidacja ta ma się odbyć pod hasłem ulepszenia systemu. Nawiasem mówiąc, w dawnym ustroju jak coś chciano zepsuć, to zawsze mówiono o ulepszaniu - ironizował Balcerowicz.

Podkreślił, że 80 stron raportu dotyczy "demonizacji drugiego filaru". Do fałszywych tez zaliczył stwierdzenie w raporcie, że przyczyną narastania długu publicznego były wpłaty do drugiego filaru. To - jego zdaniem - fałszerstwo intelektualne. Na tym buduje się fałszywą teorię o zgubnym wpływie gromadzenia oszczędności emerytalnych Polaków w drugim filarze - powiedział.

Balcerowicz wskazał, że najważniejszym problemem do rozwiązania są przywileje emerytalne, czyli dodatkowe miliardy, które płaci się z pieniędzy ludzi na KRUS, górników czy służby mundurowe. Ocenił, że nie poświęcono temu odpowiednio dużo miejsca w raporcie, co więcej nie było w tej kwestii żadnych konkluzji. Według niego bez tego nie da się trwale rozwiązać problemu finansów publicznych.

Jak ocenił, nieprawdziwy jest także sam tytuł rządowego raportu: "Bezpieczeństwo dzięki zrównoważeniu". Według niego, nie ma szans, by w przyszłości system emerytalny się zbilansował, czyli nie osiągnie się sytuacji, gdy wpłaty do systemu w pełni pokryją wypłaty. Mówił, że zbilansować mogłaby się właśnie część kapitałowa systemu - która ma być zmniejszona - a nie państwowa.

Fałszem jest "zrównoważenie", ale fałszem jest także "bezpieczeństwo". Dlatego, że bezpieczeństwo opiera się na zróżnicowaniu ryzyka. Jeżeli wszystko zależy od jednego źródła, czyli państwowego systemu, w którym wiele można obiecać i wiele można nie dotrzymać, to bezpieczeństwo się zmniejsza w porównaniu z sytuacją, w której zgodnie z założeniami mamy co najmniej dwa źródła - z jednej strony przyszły ZUS, a z drugiej wkłady do drugiego filaru - mówił Balcerowicz.

Odniósł się także do zmniejszenia składki do OFE, jakiej dokonano w 2011 r. - spadła ona wówczas z 7,3 proc. do 2,3 proc. Przy pierwszym skoku na oszczędności emerytalne Polaków społeczeństwo zostało solennie zapewnione, że to już jest koniec. Widzimy jak wygląda dotrzymywanie słowa - zaznaczał Balcerowicz.

W środę ministrowie pracy i finansów zarekomendowali przekazanie do konsultacji społecznych trzech propozycji zmian w systemie emerytalnym oraz propozycję wypłat emerytur z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Zdaniem autorów rekomendacji zmiany - bez względu na to, który wariant zostanie wybrany - korzystnie wpłyną na wysokość emerytur, zapewnią dopływ środków do gospodarki.

Pierwszy wariant przewiduje likwidację części obligacyjnej OFE, co oznacza, że środki, których OFE nie mogą inwestować w akcje, byłyby przenoszone do ZUS. Drugi wariant zakłada dobrowolność udziału w części kapitałowej systemu emerytalnego. Osoby rozpoczynające pracę mogłyby wybrać, do którego OFE chcą należeć. Zgodnie z trzecim, ubezpieczony mógłby zdecydować się na przekazanie całości składki do ZUS przy obecnej wysokości 19,52 proc., albo zdecydować się na przekazanie części składki do ZUS (17,52 proc.). Pozostała 2-proc. część składki trafiałaby do OFE, ale ubezpieczony musiałby wpłacać do funduszu także dodatkowe 2 proc. składki. W sumie składka emerytalna od wynagrodzenia wyniosłaby 21,52 proc.