Ulubienice cynamonoholików, mocno maślane bułeczki, które w Szwecji doczekały się nawet swojego święta - kanelbullar.

Niech będzie jasne - te drożdżowe bułeczki kompletnie nie nadają się do degustacji. Jeśli masz cień nadziei, że na kilku małych gryzach się skończy, a resztą bułeczek z kimś się podzielisz - to jesteś w błędzie. Temu smakowi się nie oprzesz! Nie ma takiej siły. 

A co jeśli ktoś nie lubi cynamonu? To żaden problem, bo szwedzkie zawijasy to prawdziwy samograj. Cynamon można zastąpić miodem, kardamonem czy choćby - bardziej na czasie - przyprawą piernikową. 

I jeszcze jeden superpatent: Kanenbullar można śmiało zanurzać w kawie. Na własną odpowiedzialność, bo kubki smakowe oszaleją. 

Składniki na ok. 10 bułeczek (wersja z cynamonem): 

Ciasto: 250 g mąki, 20 g świeżych drożdży, pół szklanki mleka, 50 g cukru (biały lub trzcinowy), 1 małe jajko, 50 g masła, szczypta soli. 

Nadzienie: 2 łyżki cynamonu, 3 łyżki cukru (raczej trzcinowy), 30 g masła, 1 jajko, do przyprószenia: cukier puder.

Przygotowanie: 

Pokruszone drożdże mieszamy z cukrem i z letnim mlekiem. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia. 

Wyrośnięte drożdże dodajemy do miski z połową mąki (najlepiej przesianej) i jajkiem. Składniki mieszamy, i odkładamy w ciepłe miejsce (również przykrywamy ściereczką). Po godzinie do miski dosypujemy pozostałą mąkę oraz cukier. Dodajemy miękkie masło i szczyptę soli. Energicznie wyrabiamy ciasto - musi być gładkie i nie lepić się do dłoni.

Ciasto najlepiej odłożyć po raz kolejny w ciepłe miejsce, na minimum 20 minut.

Ciasto rozwałkowujemy - musi powstać prostokąt. Powierzchnię smarujemy masłem, posypujemy cukrem i na końcu cynamonem. Zawijamy, tak by powstała rolada. Kroimy w plasterki. Tak powstałe ślimaczki odkładamy jeszcze na co najmniej 20 minut. 

Zawijasy smarujemy rozbełtanym jajkiem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 250 stopni - około 7 minut.