We wtorek dwie ostatnie pandy wielkie opuszczą tokijskie zoo Ueno, wracając do Chin. To symboliczny koniec ponad 50-letniej obecności tych zwierząt w Japonii i potencjalnie negatywny sygnał w kontekście napięć międzynarodowych.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W ostatnich dniach tysiące mieszkańców stolicy tłoczyły się w zoo, by po raz ostatni zobaczyć urodzone w 2021 roku bliźniaki - Xiao Xiao i Lei Lei. Wśród odwiedzających panowało poczucie, że zwierzęta stały się niezamierzonymi ofiarami wielkiej polityki. 

"To zwierzęta, które dają ogromne pocieszenie. Japonia potrzebuje pand i mam nadzieję, że politycy coś wymyślą" - mówiła agencji AP Michiko Seki, jedna z odwiedzających.

Ochłodzenie relacji

Powrót pand do Chin wynika z umowy, ale jego przyspieszenie i chłodne stanowisko chińskiego MSZ wobec ewentualnych następców wpisują się w szerszy kontekst geopolityczny. Analitycy wskazują, że to sygnał niezadowolenia Pekinu po słowach premier Japonii Sanae Takaichi o Tajwanie, które wywołały falę retorsji ze strony Chin - od restrykcji eksportowych, przez ograniczenia w wymianie kulturalnej, po apel o unikanie podróży do Japonii.

Takaichi powiedziała w listopadzie, że chiński atak na Tajwan mógłby stanowić "sytuację zagrażającą przetrwaniu" Japonii i uzasadniać interwencję wojsk Tokio.

Dyplomacja pand, to nie żart

Chiny od lat wykorzystują tzw. dyplomację pand, traktując te zwierzęta jako narzędzie soft power - są one wypożyczane za wysoką opłatą i mogą być odbierane w zależności od klimatu politycznego. Pandy urodzone za granicą, jak Xiao Xiao i Lei Lei, zgodnie z umową wracają do Chin przed czwartymi urodzinami.

Odejście pand to nie tylko symboliczny, ale i wymierny cios dla Japonii. Według oceny profesora Katsuhiro Miyamoto z Uniwersytetu Kansai, brak tych zwierząt w stołecznym zoo może oznaczać straty dla lokalnej gospodarki rzędu 20 miliardów jenów (ok. 130 mln dolarów) rocznie.

Po raz pierwszy od 1972 roku, gdy Chiny podarowały Japonii pierwsze pandy na znak normalizacji stosunków, w japońskich ogrodach zoologicznych nie będzie ani jednego przedstawiciela tego gatunku. To symboliczny koniec pewnej ery i prawdopodobny sygnał erozji relacji między oboma krajami.