Mieszkaniec włoskiej Abruzji przeżył prawdziwą huśtawkę emocji. Po tym, jak jego narzeczona zniknęła z kuponem zdrapki, z którym- jak sądzili - wygrali pół miliona euro, sprawa trafiła na policję. Po miesiącu śledztwa okazało się jednak, że żadnej wygranej nie było, a wszystko przez pomyłkę w odczytaniu jednej z cyfr.

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Sprawę ucieczki narzeczonej, która nie chciała podzielić się wygraną ze swoim partnerem, nagłośniło przed miesiącem wiele mediów.

8 marca, a więc w Święto Kobiet, mieszkaniec miejscowości Carsoli koło L'Aquili zamiast kupić narzeczonej tradycyjny bukiecik mimozy, wręczył jej kupon zdrapki. Zawarli wtedy porozumienie, że w razie wygranej, podzielą się nią po równo. Razem zdrapali zakryte pola i odkryli, że wygrali pół miliona euro. Potwierdził to również pracownik baru, w którym kupili kupon.

Narzeczona mężczyzny nagle zniknęła z ich wspólnego domu ze zwycięskim kuponem, co on uznał za ucieczkę. Zawiadomił o tym Gwardię Finansową zarzucając kobiecie, że uciekła z jego połową sumy.

W tym czasie narzeczona zgodnie z procedurami obowiązującymi w przypadku wygranej złożyła kupon w banku, a tam zgłosił się przedstawiciel urzędu z Rzymu nadzorującego wygrane.

Kontrola przeprowadzona przez Włoską Agencję Celną i Monopolową, która sprawuje nadzór nad rynkiem gier i zakładów, wykazała jednak, że kupon nie był zwycięski, bo w liczbie 43 cyfra 4 została odczytana jako 1, a wygraną miała dać 13. Odkrycie to doprowadziło do umorzenia sprawy we włoskiej policji finansowej.