Natężenie grawitacji nie jest jednakowe na całej planecie. Najnowsze badania opublikowane na łamach magazynu "Scientific Reports" rzucają nowe światło na tajemniczą „dziurę grawitacyjną” pod Antarktydą. Okazuje się, że to właśnie tam grawitacja jest najsłabsza na Ziemi - a wszystko przez powolne, trwające dziesiątki milionów lat ruchy skał głęboko pod powierzchnią naszego globu.
- Więcej informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Zespół naukowców, którym kierował prof. Alessandro Forte z University of Florida, postanowił przyjrzeć się bliżej tej niezwykłej anomalii. Okazuje się, że "dziura grawitacyjna" nie powstała przypadkiem. To efekt powolnych, ale nieustannych przemieszczeń mas skalnych, które przez miliony lat zmieniały rozkład masy pod Antarktydą. Co ciekawe, te zmiany zbiegają się w czasie z ewolucją klimatu na tym kontynencie.
Jeśli lepiej zrozumiemy, w jaki sposób wnętrze Ziemi kształtuje pole grawitacyjne i poziom mórz, zyskamy wgląd w czynniki, które mogą mieć znaczenie dla wzrostu i stabilności wielkich lądolodów - tłumaczy prof. Forte.
Choć różnice w polu grawitacyjnym nie są duże, to mają one wymierny wpływ na poziom mórz i oceanów. Tam, gdzie grawitacja jest słabsza, powierzchnia oceanu znajduje się nieco niżej względem środka Ziemi.
Woda "ucieka" w kierunku obszarów o silniejszej grawitacji, co sprawia, że poziom morza wokół Antarktydy jest mierzalnie niższy niż w innych rejonach świata. To zjawisko, choć niewidoczne gołym okiem, ma ogromne znaczenie dla globalnych procesów klimatycznych i geologicznych.
Jak udało się odkryć tę tajemnicę? Naukowcy wykorzystali globalny projekt naukowy, w którym połączono dane z tysięcy trzęsień ziemi z zaawansowanym modelowaniem komputerowym. Dzięki temu stworzyli trójwymiarową mapę wnętrza Ziemi, która pozwoliła zlokalizować i zrozumieć genezę "dziury grawitacyjnej".
To jak wykonanie tomografii komputerowej całej Ziemi, tyle że nie mamy promieniowania rentgenowskiego, jak w gabinecie lekarskim. Mamy trzęsienia ziemi. Fale sejsmiczne dostarczają ‘światło’, które oświetla wnętrze planety - wyjaśnia prof. Forte.
Otrzymana mapa grawitacyjna idealnie pokrywała się z danymi satelitarnymi, co potwierdziło trafność zastosowanych metod badawczych.
Dzięki symulacjom komputerowym naukowcy prześledzili ewolucję skał pod Antarktydą na przestrzeni ostatnich 70 milionów lat. Okazało się, że "antarktyczna dziura" była początkowo znacznie mniejsza, a jej gwałtowne powiększanie się nastąpiło między 50 a 30 milionami lat temu. Ten okres zbiega się z kluczowymi zmianami klimatycznymi na Antarktydzie, w tym z początkiem rozległego zlodowacenia, które ukształtowało dzisiejszy krajobraz kontynentu.
Zespół badawczy nie zamierza na tym poprzestać. Kolejnym krokiem będzie sprawdzenie, czy istnieje bezpośredni związek między pogłębianiem się "dziury grawitacyjnej" a powstawaniem i stabilnością antarktycznych lądolodów. Naukowcy chcą wykorzystać jeszcze bardziej zaawansowane modele, które połączą dane dotyczące grawitacji, poziomu morza i zmian wysokości kontynentów.


