Orkany Kristin, Leonardo i Marta, które przez ponad dwa tygodnie nie opuszczały portugalskiego nieba, przyniosły ze sobą zniszczenia na niespotykaną dotąd skalę. Najnowsze szacunki rządu premiera Luisa Montenegro oraz branżowych organizacji wskazują, że straty przekroczyły już 5,5 miliarda euro.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Orkany, które nawiedziły Portugalię, okazały się bezlitosne zarówno dla ludzi, jak i infrastruktury. Wichury, ulewne deszcze i gwałtowne powodzie zmiotły z powierzchni ziemi domy, zniszczyły drogi, mosty i linie energetyczne. Bilans strat jest porażający: ponad 4,5 miliarda euro to szkody w mieniu publicznym i prywatnym. Zniszczone szkoły, szpitale, urzędy, a także tysiące prywatnych domostw - to tylko wierzchołek góry lodowej.
Jak podkreśla minister gospodarki Manuel Castro Almeida, szczególnie dotknięte zostały portugalskie firmy. Straty przedsiębiorstw działających na terenie całego kraju szacowane są na blisko 1 miliard euro. Ponad 4 tysiące spółek złożyło wnioski o odszkodowanie - poinformował minister Manuel Castro Almeida.
Nie tylko firmy, ale i osoby prywatne walczą dziś o rekompensaty za utracony dorobek życia. Do tej pory aż 11 tysięcy osób zgłosiło się po odszkodowania związane ze zniszczeniami na terenie swoich nieruchomości. Łącznie do firm ubezpieczeniowych wpłynęło już blisko 90 tysięcy zgłoszeń o wypłatę świadczeń za zniszczone mienie.
Wielu mieszkańców Portugalii straciło dach nad głową. W wyniku powodzi i wichur ewakuowano ponad 1,2 tysiąca osób. W niektórych regionach kraju przez wiele dni panował chaos komunikacyjny i energetyczny. Prądu brakowało w setkach tysięcy domów, a lokalne społeczności musiały radzić sobie bez dostępu do bieżącej wody i podstawowych usług.
Niestety, bilans orkanów to nie tylko straty materialne. Odnotowano ponad 16 ofiar śmiertelnych, a ponad 700 osób zostało rannych.
W minioną niedzielę rząd Portugalii zdecydował się odwołać stan klęski żywiołowej, który obowiązywał od początku lutego. Decyzja ta wywołała jednak falę krytyki ze strony samorządowców i lokalnych społeczności. Wielu z nich uważa, że była ona przedwczesna, a sytuacja w wielu regionach kraju wciąż jest daleka od stabilizacji.


