Unikatowa kombinacja genealogicznych i genetycznych danych pozwoliła naukowcom z Belgii, Włoch i Hiszpanii oszacować częstość przypadków niewierności małżeńskiej na terenie obecnej Belgii i Holandii. Okazało się, że w ciągu minionych 500 lat przypadki niewierności, które zaowocowały pozamałżeńskim ojcostwem dziecka były tam bardzo rzadkie, nie przekraczały kilku procent. Najczęstsze były przy tym w miastach, wśród klas niższych, w sferach wyższych i w społecznościach wiejskich oscylowały nawet poniżej procenta. Pisze o tym w najnowszym numerze czasopismo "Current Biology".

Unikatowa kombinacja genealogicznych i genetycznych danych pozwoliła naukowcom z Belgii, Włoch i Hiszpanii oszacować częstość przypadków niewierności małżeńskiej na terenie obecnej Belgii i Holandii. Okazało się, że w ciągu minionych 500 lat przypadki niewierności, które zaowocowały pozamałżeńskim ojcostwem dziecka były tam bardzo rzadkie, nie przekraczały kilku procent. Najczęstsze były przy tym w miastach, wśród klas niższych, w sferach wyższych i w społecznościach wiejskich oscylowały nawet poniżej procenta. Pisze o tym w najnowszym numerze czasopismo "Current Biology".
/Zdjęcie ilustracyjne /Pixabay

"Pozamałżeńskie ojcostwo w wyniku niewierności jest popularnym tematem plotek, żartów, seriali telewizyjnych i literatury, ale naukowa wiedza na ten temat, szczególnie w odniesieniu do przeszłości, jest wciąż bardzo ograniczona" - mówi pierwszy autor pracy, Maarten Larmuseau z Katolickiego Uniwersytetu w Leuven. "Wyniki naszych badań pokazały, że szansa pojawienia się takich przypadków w historii rodziny zależy od społecznych uwarunkowań, dotyczących naszych przodków. Jeśli żyli w miastach, należeli do niższych klas społecznych, te szanse były dużo większe, niż w przypadku żyjących na wsi farmerów" - dodaje. 

Larmuseau wraz ze swoim zespołem postanowił prześledzić znaczenie tych społecznych uwarunkowań na przestrzeni ostatnich kilku stuleci. To czas intensywnych zmian stosunków społecznych, w tym także gwałtownej urbanizacji i rewolucji przemysłowej XIX wieku. By sprawdzić, na ile często takie przypadki pozamałżeńskiego ojcostwa mogły się pojawić wzięto pod uwagę 513 par, pochodzących z Belgii lub Holandii, mężczyzn, których drzewo genealogiczne wskazuje na wspólnego, odległego męskiego przodka. Jeśli w ich rodzinie nie doszło po drodze do przypadku pozamałżeńskiego ojcostwa mężczyźni ci powinni mieć identyczny chromosom Y. Jeśli nie mają, no cóż, sprawa jest jasna.


Analiza genomów pokazała, że istotne różnice religijne między oboma krajami nie miały tu praktycznie żadnego znaczenia, istotne były natomiast różnice społeczne i gęstość zaludnienia. Częstość przypadków pozamałżeńskiego ojcostwa była przeciętnie niska, ale różniła się między rozmaitymi klasami i grupami zawodowymi nawet dziesięciokrotnie. O ile na wsiach, wśród rolników, zamożniejszych kupców i rzemieślników wynosiła zaledwie 0,4 proc. to wśród przedstawicieli klas niższych, żyjących w gęsto zaludnionych miastach w XIX wieku rosła do nawet 5,9 proc. 

Autorzy pracy podkreślają, że wyniki potwierdzają społeczne uwarunkowania częstości przypadków małżeńskiej niewierności, kwestionują jednak przekonanie, że w społeczeństwach zachodnich zdarzały się one względnie często. Średni wynik całego eksperymentu na poziomie około procenta raczej tego nie potwierdza. Larmuseau przekonuje, że dalsze badania powinny pomóc zrozumieć dokładny mechanizm powstawania tych różnic. Osobiście mam jednak wrażenie, że można się go z grubsza domyślać.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto zdradza najczęściej?