USA ostro potępiły najnowszą eskalację przemocy w konflikcie o Górski Karabach. "Obie strony konfliktu muszą zachować powściągliwość i respektować rozejm z 1994 roku" - oświadczył szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry. Podkreślił też, że konflikt można rozwiązać jedynie przy stole rokowań.

Konflikt zbrojny o Górski Karabach wybuchł w 1988 roku, u schyłku ZSRR /HAYK BAGHDASARYAN / PHOTOLURE /PAP/EPA

W nocy z piątku na sobotę wybuchły walki między żołnierzami z Armenii i Azerbejdżanu w pobliżu Górskiego Karabachu - ormiańskiej enklawy w Azerbejdżanie. Zginęło co najmniej 30 żołnierzy.

O natychmiastowe zaprzestanie walk i powściągliwość zaapelował w sobotę prezydent Rosji Władimir Putin. Rosyjscy ministrowie spraw zagranicznych i obrony kontaktowali się ze swoimi odpowiednikami w Baku i Erywaniu.

Natychmiastowego przerwania walk zażądał od Azerbejdżanu i Armenii sekretarz generalny ONZ. Obie strony muszą respektować zawieszenie broni i niezwłocznie podjąć działania w celu uspokojenia sytuacji - oświadczył w sobotę Ban Ki Mun.

Konflikt zbrojny o Górski Karabach wybuchł w 1988 roku, u schyłku ZSRR. Starcia przerodziły się w wojnę między już niepodległymi Armenią a Azerbejdżanem. Wojna pochłonęła 30 tys. ofiar śmiertelnych, były setki tysięcy uchodźców. W 1994 roku podpisano zawieszenie broni. Nieuznawana przez świat, związana z Armenią enklawa formalnie wciąż pozostaje częścią Azerbejdżanu.

Azerbejdżan często grozi przejęciem kontroli nad Górskim Karabachem siłą i inwestuje znaczne środki w umacnianie swej armii. Z kolei Armenia, sprzymierzona z Rosją, ostrzega, że nie pozostanie bierna, jeśli Górski Karabach zostanie zaatakowany.

(abs)