Służby specjalne badają polskie wątki zamachu w Nowej Zelandii - dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Chodzi przede wszystkim o ewentualne kontakty napastnika z obywatelami naszego kraju. Badane jest, czy zamachowiec przebywał kiedykolwiek w Polsce. Powodem jest między innymi kilkudziesięciostronicowy manifest, który przed zamachem opublikował jeden z napastników - wymienia w nim nazwę naszego kraju.

Okazało się też, że na magazynkach do broni maszynowej, której używali zamachowcy, jest też polskie nazwisko - Feliksa Kazimierza Potockiego - hetmana, który walczył z Turkami między innymi pod Wiedniem, za czasów Jana III Sobieskiego.

"Wiedeń 1683" i "Feliks Potocki". Napisy na karabinie napastnika z Nowej Zelandii

Na karabinie sprawcy zamachu na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii widniały napisy nawiązujące do polskiej historii. 28-latek z Australii zabił 49 osoby, ranił 20 kolejnych. czytaj więcej

Rzecznik ministra koordynatora Stanisław Żaryn potwierdził właśnie, że służby analizują polskie wątki krwawego zamachu.

W strzelaninach do których doszło w dwóch meczetach w Christchurch w Nowej Zelandii zginęło 49 osób, a 20 jest rannych.



"Najczarniejszy dzień w historii Nowej Zelandii"

To najczarniejszy dzień Nowej Zelandii - powiedziała premier Jacinda Ardern. 

Według policji ataki zostały przeprowadzone przez kilka osób pozostających w zmowie. Zatrzymano do tej pory cztery osoby - trzech mężczyzn i kobietę. Jak informuje szefowa nowozelandzkiego rządu, zatrzymani nie znajdowali się na liście osób stanowiących zagrożenie. Jeden z zatrzymanych usłyszał już zarzuty morderstwa.

Na miejscu, gdzie doszło do strzelaniny, znaleziono "materiały wybuchowe domowej produkcji". Były przyczepione do samochodu. Premier Ardern poinformowała, że ataki były bardzo dobrze zaplanowane. 

Premier Australii Scott Morrison poinformował, że co najmniej jeden z zamachowców to obywatel Australii. Morrison mówił, że zamach przeprowadzili "ekstremalni prawicowcy, brutalni terroryści". Jesteśmy w szoku, jednoczymy się z Nową Zelandią - mówił szef australijskiego rządu. 

Do strzelaniny miało dojść ok. 14:45 (godz. 2:45 w nocy w Polsce) w meczecie Masdżid AL-Nur i przed godz. 16 (godz. 4 nad ranem w Polsce) w położonym na przedmieściu Christchurch meczecie Masdżid Linwood.

W ocenie policji skala zagrożeń jest skrajnie wysoka. Do mieszkańców Christchurch początkowo zaapelowano, by pozostali w swych domach. Alarm został już odwołany. 

Początkowo władze miasta podjęły też decyzję o zamknięciu wszystkich szkół w Christchurch. Placówki są już z powrotem otwarte.

"Wszędzie leży pełno ciał", "Widziałem, jak zamachowiec strzela mu prosto w klatkę piersiową"

To wszystko wydaje się nierealne - tak mówi Rosemary Omar, matka 24-letniego Tariqa, która cały czas czeka na informacje o losie swojego syna. Kobieta opowiada, że podwiozła swojego syna do meczetu, a potem próbowała znaleźć miejsce parkingowe. Wtedy usłyszała serię strzałów. Gdy podjechała przed meczet, "wszędzie było pełno ciał". 

Widziałem, jak ludzie w panice uciekają przez płot, krzyczeli i płakali. Słyszałem co najmniej 20 strzałów - opowiadał inny świadek. Najpierw usłyszałem około 8 strzałów. Trwało to około 30 sekund lub minutę. Potem znów się zaczęło. Słyszałem kolejne osiem strzałów, potem znów minuta przerwy i następne strzały - relacjonował Benjamin Jellie.

Inny świadek opowiada, że udawał się do meczetu, gdy usłyszał strzały. Zaczął uciekać za meczet i przeskoczył przez mur otaczający meczet. Mężczyzna opowiada, że widział wiele rannych osób. 

Modliłem się, by skończyły mu się kule - opowiadał jeden z mężczyzn, który w czasie strzelaniny był w meczecie. Ktoś obok mnie powiedział, żebym był cicho. Potem widziałem, jak zamachowiec strzela mu prosto w klatkę piersiową - dodał mężczyzna, któremu udało się przeżyć.

Inny mężczyzna, który w momencie strzelaniny przejeżdżał obok meczetu, w rozmowie z CNN odpowiadał, jak pomógł mężczyźnie, którego trzy- lub czteroletnia córka została postrzelona w plecy. Krzyczał rozpaczliwie: "zabierzcie ją do szpitala", ale karetki nie były w stanie podjechać w to miejsce. Zabrałem go i dziewczynkę oraz mężczyznę postrzelonego w nogę i zawiozłem do szpitala - mówił mężczyzna.