Zakończenie ośmioletniego procesu Radovana Karadżicia i skazanie go na 40 lat za m.in. ludobójstwo spotkało się z pozytywną opinią na arenie międzynarodowej. Inaczej sytuacja ma się w Serbii. Przedstawiciele Partii Radykalnej uważają, że skazanie Karadżicia to hańba.

Protesty odbywały się także w Czarnogórze / Zdjęcie z Montenegro /BORIS PEJOVIC /PAP/EPA

Przestępcza Haga, fałszywy sąd zachodnich sił, skazał Karadżicia na 40 lat - grzmiał w Belgradzie Vojislav Seselj, polityk Serbskiej Partii Radykalnej. Skazali go, mimo że jest niewinny. On tylko przewodził bośniackim Serbom podczas trudnych chwil - przemawiał działacz do zgromadzonych w stolicy sympatyków.

Seselj podczas swojego przemówienia porównał także europejskie więzienia, w których przetrzymuje się Serbów skazanych za zbrodnie, do "hitlerowskich obozów koncentracyjnych".

Wielu protestujących uważa, że liczba zabitych w Srebrenicy została podwyższona, by uwiarygodnić rzekome zbrodnie Serbów. Wielu zabitych to nie byli cywile - mówi jedna z protestujących. Nie mogło tam być wielu ludzi, Srebrenica była małą wioską - dodaje inny radykalny Serb. 

Zgromadzeni wyrażali także swoje niezadowolenie z bliskich stosunków Serbii z Unią Europejską. Twierdzą, że Serbia skorzystałaby bardziej na sojuszu z Rosją. 

Serbska Partia Radykalna jest też zdania, że dzień skazania Karadżicia - 24 marca - jest datą wrażliwą dla Serbów i mogła zostać wyznaczona, by dodatkowo uderzyć w naród. Tego dnia bowiem w 1999 roku siły NATO zaczęły bombardować ówczesne tereny Serbii, należące jeszcze do Jugosławii. 

(az)