Rosja nałożyła sankcje finansowe na Ukrainę. Dotkną one ponad 320-tu osób i blisko 70-ęciu firm. Zamrożono im konta bankowe i zakazano wywozu kapitału. Wśród osób objętych sankcjami są m.in: syn prezydenta Ukrainy ale także byli premierzy Ukrainy: Arsenij Jaceniuk i Julia Tymoszenko.

Rosja nakłada sankcje na Ukrainę /DUMITRU DORU /PAP/EPA

Blokowanie aktywów na terytorium Rosji i zakaz wywozu kapitału z Rosji na Ukrainę - to obejmują sankcje jakie rząd Rosji nałożył na Ukrainę. Wprowadzono je wobec konkretnych Ukraińców i 68 firm z tego kraju. Decyzja w tej sprawie została podpisana przez  premiera Dmitrija Miedwiediewa.

Wśród przedstawicieli Ukrainy objętych ogłoszonymi sankcjami są m.in. byli premierzy Ukrainy: Arsenij Jaceniuk i Julia Tymoszenko; syn prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki - Ołeksij; jeden z przywódców Tatarów krymskich Mustafa Dżemilew.

Poza tym na liście jest szef MSW Ukrainy Arsen Awakow; sędziowie ukraińskiego Sądu Konstytucyjnego, urzędnicy administracji prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, szefowie dużych koncernów.

Wśród 322 osób, których dotyczą rosyjskie restrykcje, są także: minister obrony Ukrainy Stepan Połtorak, szef sztabu sił zbrojnych Wiktor Mużenko, prokurator generalny Jurij Łucenko, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO) Ołeksandr Turczynow, szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Wasyl Hrycak.

Działania rosyjskie to odpowiedź na sankcje ukraińskie. Ukraina wprowadziła sankcje wobec przedstawicieli Rosji w 2014 roku, krótko po dokonanej przez Rosję aneksji Krymu. Później kilkakrotnie rozszerzała te sankcje. Obecnie na ukraińskiej "czarnej liście" jest 1748 osób fizycznych i 756 podmiotów prawnych z Rosji. 

Rosja nie jest inicjatorką wymieniania się restrykcjami, jest to działanie wymuszone, odpowiedź na te kroki, które zostały podjęte przez stronę ukraińską - oświadczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Rzecznik prezydenta Władimira Putina wyraził nadzieję na pojawienie się na Ukrainie "politycznej woli politycznej normalizacji stosunków z Rosją". Dodał następnie, że Moskwa nie dostrzega obecnie takiej woli.

Reakcje Ukrainy na sankcje

Sankcje nie martwią Ukraińców. Tak zadeklarowała np. była premier Ukrainy Julia Tymoszenko. Wiele osób uznało fakt trafienia na "czarną listę" za zaszczyt.

Szczerze mówiąc, sankcje Kremla mało mnie martwią - oświadczyła Tymoszenko na swoim profilu na Facebooku. Zaznaczyła, że żadnego jej biznesu w Rosji "nie ma i być nie może".

Zauważyła przy tym, że w spisie firm objętych sankcjami nie ma, należącej do prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki firmy Roshen, która jest jednym z największych producentów słodyczy na świecie. W Rosji Roshen posiadał fabrykę słodyczy w Lipiecku oraz magazyny i dom handlowy, który zajmował się sprzedażą. W czerwcu 2017 roku Roshen oświadczył, że całkowicie wstrzymał produkcję i sprzedaż swoich słodyczy w Rosji. Wcześniej mienie koncernu zostało aresztowane przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.

Prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko oświadczył, że nie przypisywałby znaczenia liście sankcyjnej. Myślę, że nie jest ona warta tego, by poważnie nad nią dyskutować na Ukrainie. Jesteśmy na swojej ziemi, mamy swoje prawo i swoje sprawy. A co myśli na ten temat kremlowska klika, w najmniejszym stopniu mnie nie interesuje - dodał.

(mch)