Papież Franciszek powiedział, że zakończony w Watykanie synod biskupów na temat rodziny był "trudny", ale wyraził też przekonanie, że przyniesie wiele owoców. Ojciec Święty modlił się o to, aby udało się zrealizować wskazania z obrad.

Papież Franciszek: "Synod był trudny, ale przyniesie owoce". Dyskutowano m. in. o rozwodnikach /ETTORE FERRARI /PAP/EPA

Podczas spotkania na modlitwie Anioł Pański papież opisał trzy tygodnie obrad synodu jako "intensywne". Było to trudne, ale to prawdziwy dar od Boga, który na pewno przyniesie wiele owoców - pokreślił

To, co przeżyliśmy, było doświadczeniem Kościoła w drodze, podążającego zwłaszcza z rodzinami świętego ludu Bożego rozproszonego na całym świecie - powiedział. To lud, który nie wyklucza ubogich ani pozbawionych szans, lecz ich włącza - dodał.

Papież podkreślił także, że "marzeniem Boga" jest "rodzina rodzin, w której ten, kto ma trudności, nie jest spychany na margines czy pozostawiony z tyłu, ale jest w stanie dotrzymać kroku innym, gdyż ten lud podąża razem z najsłabszymi".

Franciszek mówił, że Jezus "stał się ubogim z ubogimi, maluczkim z maluczkimi, ostatnim z ostatnimi" nie po to, by "wykluczyć bogatych, wielkich i pierwszych", ale dlatego, że jest to "jedyny sposób, aby zbawić również ich, zbawić wszystkich".

Zwracając się do tysięcy wiernych zgromadzonych na placu Świętego Piotra papież nawiązał także do obecnego kryzysu imigracyjnego. Wyznam wam, że to proroctwo ludu w drodze łączę z obrazami uchodźców w marszu po drogach Europy, dramatyczną rzeczywistością naszych czasów - powiedział

Również te rodziny najbardziej cierpiące, wyrwane ze swojej ziemi były obecne wśród nas na synodzie, w naszej modlitwie i w naszych pracach - zapewnił.

Te osoby poszukujące godności, rodziny szukające pokoju zostają z nami. Kościół ich nie opuszcza, ponieważ stanowią część ludu, który Bóg pragnie wyzwolić z niewoli i poprowadzić ku wolności - zaznaczył.

Dzisiaj rano papież odprawił w bazylice Świętego Piotra mszę z okazji zakończenia synodu biskupów. W homilii mówił, że odpowiedzią ludzi Kościoła powinno być miłosierdzie. Dzisiaj jest czas miłosierdzia - podkreślił. Apelował o wrażliwość wobec problemów i ran ludzi.

Oto, do czego wezwani są uczniowie Jezusa, również dzisiaj, zwłaszcza dzisiaj: pozwolić człowiekowi na kontakt ze współczującym miłosierdziem, które zbawia - podkreślił Franciszek.

Kiedy wołanie ludzkości staje się jeszcze silniejsze nie ma innej odpowiedzi jak przyjąć słowa Jezusa i przede wszystkim naśladować jego serce - ogłosił.

Papież wskazywał, że ubóstwo i konflikty “są dla Boga okazją do miłosierdzia".

Przypomniał, że Ewangelia przestrzega tych, którzy podążają za Jezusem, przed "głuchotą i ślepotą" wobec problemów innych. Może to grozić i nam. W obliczu nieustających problemów lepiej iść naprzód, nie pozwalając sobie przeszkodzić - zauważył.

Taka postawa sprawia - stwierdził Franciszek - że zatraca się zdolność otwarcia serca, zdziwienie, wdzięczność oraz entuzjazm i można stać się "przyzwyczajonym do łaski". W ten sposób można oddalić się od tych, którzy są "poranieni" - zaznaczył.

Następnie ocenił: To jest pokusa duchowości mirażu. Możemy iść przez pustynie ludzkości nie widząc tego, co jest naprawdę, lecz to, co my chcielibyśmy zobaczyć. Jesteśmy w stanie budować wizje świata, ale nie akceptujemy tego, co Pan stawia nam przed oczami.

Wiara, która zakorzenia się w życiu ludzi, jest "jałowa" i "tworzy kolejne pustynie" - uważa papież.

Jako drugą pokusę wskazał "wiarę według schematu" i tak ją opisał: Możemy podążać z ludem Bożym, ale mamy już naszą marszrutę, w której jest wszystko: wiemy, gdzie iść i ile nam to zabierze czasu.

To zaś oznacza, podkreślił, że według nas "wszyscy powinni uszanować nasz rytm i każdy, kto jest niewygodny, przeszkadza nam". Tacy ludzie, ostrzegł Franciszek, tracą cierpliwość i napominają wszystkich, którzy im przeszkadzają lub im nie dorównują; twierdzą, że trzeba ich wykluczyć.

Jednak Jezus chce włączać, zwłaszcza tych, którzy znajdują się na marginesie i do Niego wołają - powiedział papież.

Dziękował uczestnikom synodu za udział w poszukiwaniu dróg, "aby głosić tajemnicę miłości rodziny". Apelował, by nigdy nie dali się przyćmić przez pesymizm i grzech, ale by dostrzegali "chwałę Boga jaśniejącą w człowieku".

Synod zakończył się wczoraj przyjęciem większością dwóch trzecich głosów 94 punktów dokumentu podsumowującego obrady. Największe zainteresowanie wywołały paragrafy dotyczące sytuacji rozwodników w Kościele i możliwości dopuszczenia tych będących w nowych związkach do komunii. Choć - jak się zauważa - nie doszło do przełomu, są tam sformułowania wskazujące na otwarcie drzwi przed nimi. Pojawiło się tam stwierdzenie, iż każdy konkretny przypadek wymaga indywidualnego rozeznania, ponieważ nie można zrównać sytuacji wszystkich osób rozwiedzionych. Nie ma zatem generalnej reguły, ale mówi się o możliwości rozpatrzenia poszczególnych przypadków rozwodników.

Relacja końcowa przeznaczona jest dla papieża, do którego należą decyzje oraz publikacja dokumentu na temat duszpasterstwa rodzin.

Na synodzie polski Kościół reprezentowali: przewodniczący episkopatu arcybiskup Stanisław Gądecki, arcybiskup Henryk Hoser i biskup Jan Wątroba.

(az)