20-letni narciarz z Polski zmarł w wyniku obrażeń odniesionych w lawinie, która porwała go na lodowcu Presena na północy Włoch. Polak z bratem jeździli na nartach poza wyznaczoną trasą. Włoskie media podały, że bratu ofiary nic się nie stało.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Narciarz z Polski zmarł po tym, gdy porwała go lawina. Do tragedii doszło na lodowcu, znajdującym się na granicy między prowincją Brescia w Lombardii a Trydentem na lodowcu Presena na północy Włoch - poinformował dziennik "La Repubblica".
Polski narciarz został porwany i zasypany przez lawinę, kiedy zjeżdżał z bratem żlebem tuż obok trasy narciarskiej na wysokości około 2700 metrów nad poziomem morza. Alarm podnieśli inni narciarze obecni w pobliżu i żołnierze z oddziału alpejskiego, pełniący służbę w rejonie stoku narciarskiego.
Gdy na miejsce dotarło dwóch ratowników górskich, zastali brata ofiary, który próbował odkopać go spod śniegu. Natychmiast powiadomiono centralę ratunkową, która wysłała helikopter z zespołem ratowniczym i tzw. psem lawinowym. Młody narciarz został wydobyty spod śniegu nieprzytomny, w stanie zatrzymania krążenia. Ratownicy rozpoczęli reanimację, a po dotarciu zespołu medycznego został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Trydencie, gdzie trafił w stanie krytycznym. Zmarł wkrótce po przybyciu do szpitala.
"Obaj mieli standardowy sprzęt, ale znajdowali się poza trasą. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, brat ofiary zdołał już odnaleźć go i udrożnić drogi oddechowe, ale od razu było jasne, że stan chłopaka jest bardzo ciężki. Ratownicy ruszyli na pomoc natychmiast, bo żleb, w którym jechali narciarze, znajduje się bardzo blisko tras, zaś obsługa wyciągów widziała całe zdarzenie. Niestety nie dało się nic zrobić" – powiedział cytowany przez gazetę radny z pobliskiej gminy Ponte di Legno - Andrea Zampatti.
Dochodzenie w sprawie wypadku prowadzą karabinierzy.


