"Narwa jest i na zawsze pozostanie estońskim miastem. Informacje o rzekomym ruchu separatystycznym 'Narewskiej Republiki Ludowej' to tani sposób na prowokację" - poinformował szef estońskiej dyplomacji Margus Tsahkna. Narwa to miasto w Estonii, w którym większość stanowią etniczni Rosjanie. Oświadczenie ministra jest pokłosiem tego, że w związku z eskalacją napięć w regionie pojawiały się obawy, że Rosja może próbować wykorzystać mniejszość rosyjskojęzyczną do powtórzenia scenariusza z Donbasu z 2014 roku.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Narwa - trzecie co do wielkości miasto w Estonii - położona przy granicy z Rosją, niedaleko ujścia tej rzeki do Zatoki Fińskiej, jest najdalej na wschód wysuniętym miastem UE. Większość mieszkańców jest tam rosyjskojęzyczna. W rosyjskich mediach społecznościowych pojawiły się propagandowe wpisy głoszące, że Narwa powinna wrócić do Rosji.
Stanowczo odniósł się do tego minister spraw zagranicznych Estonii. Według niego nawoływanie do powstania "Narewskiej Republiki Ludowej" to rosyjska propaganda, próba wywołania zamieszania i osłabienia spójności społeczeństwa. "Takie taktyki Rosji już widzieliśmy" – napisał Tsahkna w oświadczeniu na platformie X. Minister opatrzył swój wpis zdjęciem twierdzy w Narwie, na murach której rozwieszone są flagi UE, Estonii i Ukrainy.


