Nie wynik wyborów jest ważny – on i tak zostanie sfałszowany, tu chodzi o to, że ludzie dostrzegli wreszcie rozwiązanie alternatywne wobec Aleksandra Łukaszenki. To opinia białoruskiego opozycjonisty i kandydata na prezydenta Aleksandra Milinkiewicza. Dziś na Białorusi główne głosowanie w wyborach prezydenckich.

Polityk twierdzi, że na Białorusi nie jest możliwe powtórzenie scenariusza ukraińskiego – kolorowej rewolucji. - Protestować będziemy, ale pamiętajmy, że jesteśmy w dyktaturze. To nie jest Ukraina, gdzie władza była podzielona. Tu cała władza walczy, by nie było tych protestów - tłumaczy Milinkiewicz. Dodaje jednak, że opozycja będzie walczyć tymi metodami, które są możliwe na Białorusi.

Ponad 81 procent uprawnionych oddało swój głos w wyborach prezydenckich – to informacje podane na 4 godziny przed zakończeniem głosowania przez białoruską Centralną Komisję Wyborczą. Wszystkie oficjalne sondaże dają też zdecydowaną przewagę Aleksandrowi Łukaszence. czytaj więcej

Przeciwnicy reżimu nie mają wątpliwości, że wybory zostaną sfałszowane. W związku z tym będą domagać się ich powtórzenia – choć sam Milinkiewicz nie wierzy, by do tego doszło. - Nie wierzę, że ta władza się zgodzi, bo ona przegra wybory, gdy będą nasi członkowie komisji - twierdzi polityk. Warto tu dodać, że w tych wyborach wśród 75 tysięcy członków komisji wyborczych jest tylko jeden jego przedstawiciel.

Milinkiewicz zaznacza, że sam wynik wyborów nie jest najważniejszy – reżim nie dopuści, by poparcie dla Łukaszenki spadło poniżej 70 procent, nawet wbrew głosom ludzi. - To, co oni powiedzą, to jest ich sprawa. Ważne jest to, co jest w umysłach ludzi. A naprawdę zmiany są ogromne w społeczeństwie. Ludzie są bardziej aktywni, wierzą w siebie i to jest sukces - tłumaczy opozycjonista.

Na Białorusi odbywa się dziś główne głosowanie w wyborach prezydenckich. Na wieczór opozycja zapowiedziała w Mińsku demonstrację.