W nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku na placu Tiananmen w Pekinie - czyli dosłownie Niebiańskiego Spokoju - chińskie wojsko otworzyło ogień do tysięcy demonstrujących w Pekinie studentów, robotników i przedstawicieli inteligencji, domagających się reform i swobód obywatelskich. Symbolem tych tragicznych zdarzeń stał się "Tank Man" - Nieznany Buntownik. To samotny mężczyzna trzymający siatki w rękach, który dzień po masakrze, 5 czerwca, własnym ciałem próbował zablokować kolumnę chińskich czołgów opuszczających rejon placu.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco. 

37. rocznica masakry ludności cywilnej na placu Tiananmen

Chiny utrzymują żelazną cenzurę na temat masakry na placu Tiananmen z 1989 roku. W tym roku mija 37 lat od tych krwawych wydarzeń - stłumienia prodemokratycznych protestów, w których zginęło kilkuset, a może nawet kilka tysięcy ludzi. 

W nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku chińskie wojsko otworzyło ogień do tysięcy demonstrujących w Pekinie studentów, robotników i przedstawicieli inteligencji, którzy domagali się reform i swobód obywatelskich. Komunistyczna Partia Chin nigdy nie wzięła na siebie odpowiedzialności za te działania. Nie rozliczono winnych. Nie ogłoszono też oficjalnego bilansu zabitych. 

Rzecznik chińskiego MSZ, Lin Jian, pytany w zeszłym roku o rocznicę tych wydarzeń argumentował, że "w odniesieniu do tamtej politycznej zawieruchy z końca lat 80., chiński rząd już dawno doszedł do jasnych wniosków". Jak stwierdził "droga socjalizmu o chińskiej specyfice jest historycznym wyborem narodu, cieszącym się serdecznym poparciem całego narodu chińskiego oraz szerokim uznaniem społeczności międzynarodowej".

Takie stanowisko miało na celu zdyskredytowanie protestów jako próby obalenia władz państwa i podkreślenie rzekomej zasadności działań podjętych w celu przywrócenia porządku. Pekin konsekwentnie twierdzi, że decyzje z tamtego czasu przyczyniły się do późniejszego rozwoju gospodarczego kraju. Lin podkreślał, że Chiny będą "niezachwianie podążać tą drogą, by (…) promować wielkie odrodzenie narodu chińskiego".

Nieznany Buntownik - symbol oporu i walki o wolność

Symbolem masakry stał się mężczyzna z reklamówkami, który 5 czerwca 1989 roku, dzień po stłumieniu protestów na placu Niebiańskiego Spokoju, próbował na alei zatrzymać kolumnę chińskich czołgów Typu 59 wracającą z akcji. Zdjęcie tzw. Nieznanego Buntownika obiegło cały świat. 

Karany choćby zapisany układ cyfr z daty masakry

Wszelkie wspomnienia tych wydarzeń, niezależnie od narracji, czy też odniesienia do daty masakry - choćby w zapisie "8964" - są natychmiast cenzurowane w internecie. Nawet obrazy świec czy kształty przypominające czołgi trafiają na czarną listę.

System cenzury jest tak skuteczny, że nawet nieświadome aluzje do wydarzeń z 4 czerwca mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. Głośnym przykładem jest incydent z 2022 roku z udziałem Li Jiaqi, jednego z najpopularniejszych chińskich influencerów w handlu elektronicznym, znanego jako "Król Szminek". Podczas transmisji na żywo, w przeddzień rocznicy masakry, Li i jego współprowadzący pokazali tort lodowy w kształcie czołgu, z ciasteczkami Oreo jako kołami i czekoladowym paluszkiem jako lufą

Transmisja została natychmiast przerwana, a Li Jiaqi zniknął z mediów społecznościowych na ponad trzy miesiące. Incydent sprawił, że wielu młodych widzów, nieświadomych symboliki, zaczęło szukać informacji o wydarzeniach z 1989 roku, nieumyślnie zwiększając świadomość tematu. Podkreśla to głębię cenzury w Chinach i pokazuje, jak skutecznie historia jest wymazywana z pamięci publicznej. W zeszłym roku sekretarz stanu USA Marco Rubio mówił, że świat nigdy nie zapomni o wydarzeniach na Tiananmen.