Siły Zbrojne Kanady opracowały model hipotetycznej inwazji militarnej Stanów Zjednoczonych na Kanadę oraz możliwej odpowiedzi na agresję - informuje dziennik "The Globe and Mail", powołując się na dwóch wysokich rangą urzędników rządowych. W analizach pojawiają się taktyki obronne inspirowane partyzancką walką afgańskich mudżahedinów przeciwko wojskom ZSRR w latach 1979-1989.
- Kanadyjskie wojsko analizuje skrajny scenariusz - według "The Globe and Mail" powstał model teoretyczny hipotetycznej inwazji USA na Kanadę, z obroną inspirowaną m.in. partyzancką taktyką mudżahedinów z Afganistanu.
- Eksperci twierdzą, że konwencjonalna obrona Kanady byłaby niemożliwa. Jak zatem miałaby się bronić przed Stanami Zjednoczonymi? Tego dowiesz się z tekstu.
- Donald Trump wielokrotnie mówił o Kanadzie jako "51. stanie" USA; sondaże pokazują, że większość Kanadyjczyków mimo niskich szans popiera obronę kraju.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Jak podkreśla gazeta, nie chodzi o realny plan wojskowy, lecz o model koncepcyjny i teoretyczny, który ma pomóc w analizie skrajnie niekorzystnych scenariuszy.
"Model wojskowy to ramy koncepcyjne i teoretyczne, a nie plan wojskowy, który stanowi wykonalny i szczegółowy plan przeprowadzania operacji" - zaznacza "Globe and Mail". Tożsamość rozmówców nie została ujawniona, ponieważ nie byli oni upoważnieni do publicznego komentowania analiz.
Urzędnicy oraz wielu ekspertów podkreśla, że wydanie przez administrację Donalda Trumpa rozkazu inwazji na Kanadę jest mało prawdopodobne. Jednocześnie kanadyjskie wojsko po raz pierwszy od około 100 lat bierze pod uwagę taki rozwój wypadków - choć wyłącznie w ramach ćwiczeń analitycznych.
Wojskowi eksperci nie mają złudzeń co do bilansu sił. Zakładają, że amerykańskie wojska przełamałyby kanadyjską obronę w ciągu tygodnia, a być może nawet w ciągu dwóch dni. Kanada nie dysponuje ani wystarczającą liczbą żołnierzy, ani odpowiednim sprzętem, by odeprzeć konwencjonalny atak USA.
Właśnie dlatego analizowane są niekonwencjonalne formy oporu. Zgodnie z modelem, niewielkie oddziały wojska oraz potencjalnie uzbrojeni cywile mogliby działać w rozproszeniu, stosując zasadzki, sabotaż, ataki dronami oraz taktykę "uderz i uciekaj".
"Modele kanadyjskich ekspertów wykorzystują taktykę stosowaną przez afgańskich mudżahedinów w trakcie inwazji ZSRR na Afganistan w latach 1979-1989" - napisał "The Globe and Mail". Jeden z urzędników dodał, że te same metody były później stosowane przez talibów w 20-letniej wojnie z USA i ich sojusznikami, w tym Kanadą. W latach 2001-2014 w Afganistanie zginęło 158 kanadyjskich żołnierzy, wielu z nich w wyniku ataków improwizowanymi ładunkami wybuchowymi (IED).
"Celem takiej taktyki byłoby spowodowanie masowych ofiar wśród amerykańskich sił okupacyjnych" - powiedział jeden z urzędników.
Planiści wojskowi zakładają, że pierwszym sygnałem zagrożenia byłoby zerwanie współpracy w ramach NORAD, czyli wspólnego dowództwa obrony powietrznej Ameryki Północnej. Wówczas USA miałyby otrzymać nowe rozkazy, by siłą zająć Kanadę.
Wysoki rangą urzędnik Departamentu Obrony powiedział, że w takim scenariuszu Kanada miałaby maksymalnie trzy miesiące na przygotowanie się do inwazji lądowej i morskiej. Zerwanie umowy o wspólnej obronie mogłoby - według rozmówców gazety - skłonić Francję lub Wielką Brytanię, państwa posiadające broń jądrową, do zapewnienia Kanadzie wsparcia.
Pobór do kanadyjskiego wojska nie jest na razie rozważany. Generał Jennie Carignan, szefowa Sztabu Obrony, zapowiedziała jednak utworzenie ponad 400-tysięcznej rezerwy ochotników. W razie okupacji przez USA mogliby oni zostać uzbrojeni.
Magazyn naukowy "The Conversation", specjalizujący się w analizie działań partyzanckich, pisał w ubiegłym roku, że "wojskowa inwazja na Kanadę doprowadziłaby raczej do dziesięcioleci gwałtownego oporu, który ostatecznie zniszczyłby USA".
Podobne opinie pojawiają się wśród wojskowych. Emerytowany generał dywizji David Fraser, były dowódca sił kanadyjskich w Afganistanie, uważa, że Kanada mogłaby wykorzystać drony i broń przeciwpancerną, podobnie jak Ukraina przeciwko Rosji.
Nie do pomyślenia jest, aby kanadyjscy planiści musieli opracowywać scenariusz inwazji USA - powiedział Fraser. Dodał jednak, że działania Donalda Trumpa wobec Grenlandii, a być może także Meksyku, mają wpływ na Kanadę.
Wiesz, jeśli zaatakujesz Kanadę, cały świat będzie cię ścigał, nawet bardziej niż za Grenlandię. Ludzie naprawdę przejmują się losem Kanady, w przeciwieństwie do Wenezueli - stwierdził. Podkreślił, że gdyby zagrożenie ze strony USA stało się realne, kanadyjscy żołnierze zostaliby rozmieszczeni wzdłuż granicy, mimo że nie istnieje żadna realna możliwość militarnego pokonania Stanów Zjednoczonych przez Kanadę.
Z kolei emerytowany generał, porucznik Mike Day, były dowódca Kanadyjskich Sił Specjalnych, nazwał inwazję USA na Kanadę czymś "fantastycznym". Jednocześnie przyznał, że Kanada nie jest w stanie przeciwstawić się największej armii świata.
Donald Trump wielokrotnie w minionym roku mówił o Kanadzie jako o "51. stanie" USA. W ostatnich dniach opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie mapy, na której amerykańską flagą oznaczono także Kanadę i Grenlandię.
Komentarze Trumpa miały realny wpływ na politykę w Ottawie. Urzędujący premier Mark Carney wygrał wybory w dużej mierze dzięki krytycznej reakcji społeczeństwa na wypowiedzi prezydenta USA. W sondażu ośrodka EKOS 59 proc. Kanadyjczyków stwierdziło, że nawet przy niewielkich szansach na zwycięstwo Kanada powinna się bronić.
Eksperci podkreślają, że kluczowe jest wzmacnianie zdolności obronnych, niezależnie od realności zagrożenia.
Na razie jednak - jak podkreślają zarówno urzędnicy, jak i eksperci - mówimy o analizach na papierze, nie o realnych planach wojny. Ale sam fakt ich powstania pokazuje, jak bardzo zmieniła się atmosfera w relacjach między najbliższymi dotąd sojusznikami w Ameryce Północnej.


