​Czy świat stoi u progu kolejnego globalnego konfliktu? Brytyjski historyk prof. Anthony Glees wskazuje na trzy niepokojące oznaki, które mogą świadczyć o tym, że nowa wojna światowa już trwa - i to od kilku lat.

Choć żaden uznawany na arenie międzynarodowej organ dotychczas oficjalnie nie ogłosił, że III wojna światowa się rozpoczęła, nikt nie ma raczej wątpliwości, że sytuacja na świecie jest napięta, a skutki konfliktów zbrojnych, choć mają charakter regionalny, są odczuwalne globalnie.

Ani wojna w Ukrainie, ani wojna na Bliskim Wschodzie, ani żaden inny konflikt zbrojny w innej części świata czy rywalizacja mocarstw nie zostały uznane przez społeczność międzynarodową za początek globalnego konfliktu na skalę II wojny światowej. Co, jeśli jednak pewnego dnia historycy uznają, że rosyjska inwazja na Ukrainę była początkiem III wojny światowej?

Historyk widzi podobieństwa

Według prof. Anthony’ego Gleesa, emerytowanego profesora University of Birmingham, decyzja Stanów Zjednoczonych i Izraela o ataku na Iran to "wojna z wyboru", a nie z konieczności czy w samoobronie; jego zdaniem było to świadome działanie prezydenta USA Donalda Trumpa i premiera Izraela Benjamina Netanjahu, ukierunkowane na utrzymanie władzy. Historyk podkreśla, że podobne ruchy poprzedzały wybuch dwóch poprzednich wojen światowych.

Kolejnym niepokojącym zjawiskiem jest - zdaniem naukowca - przekonanie liderów, że "siła jest ważniejsza niż prawo międzynarodowe". Prof. Anthony Glees wskazuje, że zarówno amerykański prezydent, jak i izraelski premier prezentują postawę, w której prawo schodzi na dalszy plan wobec własnych ambicji politycznych. Takie nastawienie - jak zaznacza - pojawiało się już wcześniej wśród agresywnych reżimów, które napadały na sąsiednie kraje, by zaspokoić własne ambicje.

Trzecim sygnałem, na który zwraca uwagę historyk, jest brak realnych prób zakończenia konfliktu. Naukowiec z University of Birmingham twierdzi, że Trump i Netanjahu wykazują chęć kontynuowania rozlewu krwi, zamiast szukać szybkieg rozwiązania konfliktu.

Paralele z wojną w Ukrainie

Choć prof. Anthony Glees skupił się na działaniach Stanów Zjednoczonych i Izraela, to - jak pisze "Daily Mail" - jego kryteria nieoficjalnego rozpoczęcia III wojny światowej zdają się odnosić również do pełnoskalowej wojny w Ukrainie.

Biorąc pod uwagę założenie historyka, że dwie poprzednie wojny światowe wybuchły z powodu wspomnianych trzech czynników, można stwierdzić, że historia pewnego dnia może uznać za początek III wojny światowej 24 lutego 2022 roku, czyli pierwszy dzień rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

To właśnie wtedy Moskwa rozpoczęła pełnoskalową wojnę z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie z potrzeby obrony. Władimir Putin opowiedział się za ekspansjonistyczną polityką przywrócenia wpływów Rosji z czasów sowieckich - mamy zatem pierwszy czynnik, czyli "wojnę z wyboru".

Atakując Ukrainę, Rosja naruszyła suwerenność naszego wschodniego sąsiada, granice międzynarodowe i wszelkie traktaty. Argumentując inwazję irracjonalną potrzebą "denazyfikacji" i "demilitaryzacji" Ukrainy, Władimir Putin pokazał, że bardziej ceni siłę, aniżeli wszelkie porozumienia międzynarodowe.

"Daily Mail" zauważa, że konflikt trwa już ponad cztery lata, a Rosja - mimo trwających rozmów pokojowych - nieustannie atakuje Ukrainę, nie zważając na wszelkie próby mediacji. Nie ma zatem realnych prób zakończenia konfliktu, co prof. Anthony Gees wymienił jako trzecią niepokojącą oznakę rozpoczęnia nowego konfliktu o skali globalnej.

Groźba eskalacji

Historyk z University of Buckingham jest zdania, że wojna na Bliskim Wschodzie grozi wciągnięciem kolejnych państw do konfliktu. "Daily Mail" zauważa, że w ostatnich dniach sytuacja w Iranie uległa eskalazji wraz z doniesieniami amerykańskich mediów, że Rosja dostarcza Iranowi informacje wywiadowcze umożliwiające ataki na amerykańskie cele wojskowe na Bliskim Wschodzie.

Prof. Anthony Glees twierdzi, że działania Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu sprawiły, że posiadające broń jądrową Rosja, Chiny i Korea Północna "ślinią się" na myśl o tym, co ich armie mogłyby osiągnąć, rozpoczynając własne "wojny z wyboru".