Władze Florydy planują zamknięcie ośrodka detencyjnego dla migrantów, znanego jako "Alligator Alcatraz" - informuje "New York Times". Placówka, otwarta w lipcu ubiegłego roku głęboko w sercu rezerwatu przyrody, od początku budzi ogromne kontrowersje.

  • Władze stanowe planują zamknięcie Ośrodka Detencyjnego Południowej Florydy, znanego "Alligator Alcatraz".
  • Obiekt od początku budzi ogromne kontrowersje, m.in. ze względu na doniesienia o "nieludzkich warunkach", w jakich przetrzymywani są osadzeni.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

O zamknięciu ośrodka detencyjnego "Alligator Alcatraz", zbudowanego na terenie rezerwatu przyrody Big Cypress National Preserve, mówiło się już od dłuższego czasu.

"New York Times" pisze, że we wtorek po południu kierownictwo placówki poinformowało wykonawców o jego zamknięciu. Przetrzymywani tam migranci mają zostać usunięci do czerwca, po czym ośrodek zostanie zdemontowany w ciągu kilku tygodni. Amerykański dziennik zauważa, że w kwietniu na terenie obiektu przebywało około 1400 osób. Na razie nie wiadomo, gdzie migranci zostaną przeniesieni.

Departament Zarządzania Kryzysowego Florydy, który sprawuje pieczę nad ośrodkiem, oraz biuro gubernatora Florydy nie odpowiedziały na prośby o komentarz. Departament Bezpieczeństwa Krajowego oświadczył natomiast, że stale prowadzi ocenę "potrzeb i warunków detencyjnych", aby upewnić się, że spełniają one "bieżące wymogi operacyjne".

Ośrodek budzący ogromne kontrowersje

Ośrodek Detencyjny Południowej Florydy, znany bardziej jako "Alligator Alcatraz", został otwarty na początku lipca 2025 roku. Znajduje się na terenie małego lotniska szkoleniowego Dade-Collier Training and Transition Airport, głęboko w sercu rezerwatu Big Cypress National Preserve i w sąsiedztwie Parku Narodowego Everglades.

Przydomek "Alligator Alcatraz" został nadany przez urzędników ze względu na ekstremalną izolację obiektu. Jest on otoczony bagnami pełnymi aligatorów i pytonów, co ma stanowić "naturalną barierę" przed ucieczkami.

Ośrodek powstał w ciągu zaledwie ośmiu dni na polecenie gubernatora Rona DeSantisa przy wsparciu administracji federalnej. To nic innego, jak miasteczko namiotowo-kontenerowe ustawione bezpośrednio na pasie startowym lotniska. Wszystko musi być zatem dowożone ciężarówkami - od wody pitnej po paliwo do generatorów. Nic więc dziwnego, że w niecały rok władze Florydy wydały na ośrodek setki milionów dolarów.

"Alligator Alcatraz" od początku budzi ogromne kontrowersje, m.in. ze względu na doniesienia o "nieludzkich warunkach", w jakich przetrzymywani są migranci. Organizacje praw człowieka i niektórzy kongresmeni nazywają to miejsce "obozem internowania". Informowano o ekstremalnych upałach, braku opieki medycznej, insektach i problemach z kanalizacją. Władze zaprzeczają tym doniesieniom.

Obiekt był też krytykowany m.in. z powodu jego wpływu na środowisko czy profanację ziemi przodków - plemiona Miccosukee i Seminole od początku ostro sprzeciwiają się istnieniu ośrodka; wskazują, że stoi on na ich ziemiach przodków, a silne oświetlenie obiektu zakłóca ich rytuały.

Nie ma wątpliwości, że zamknięcie "Alligator Alcatraz" byłoby symbolicznym zwycięstwem dla organizacji walczących o prawa imigrantów i ochronę środowiska.