Wilki zagryzły cztery owce w okolicach Istebnej w Beskidzie Śląskim. Miejscowy lekarz weterynarii Ryszard Buzek, zaapelował, by gospodarze zamykali na noc swoje zwierzęta w oborach. Leśnicy uspokajają: wilk nie zagraża ludziom; to płochliwy drapieżnik.

Zdjęcie ilustracyjne /Maciej Rozwadowski /PAP

Te cztery owce widzieli już przedstawiciele Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z Katowic. Sporządzili protokół. Orzekli, że jest to sprawa wilków. Po raz pierwszy spotkałem się z takim potwierdzeniem. (...) Aby nie narażać zwierząt gospodarskich, na noc powinno się je zamykać w oborach - powiedział Ryszard Buzek.

Nadleśniczy z Wisły Andrzej Kudełka powiedział, że w tym rejonie wataha wilków pojawia się od 20 lat. Liczy od trzech do pięciu osobników. Zachodzą tu i ówdzie. Raz są w Istebnej, raz pod Baranią Górą. One w ciągu doby są w stanie przejść 50 km. Mieliśmy sygnały o zagryzieniu zwierząt - powiedział.

Kudełka podkreślił, że wilki nie zagrażają ludziom. Nie było przypadku, by zaatakowały człowieka. Wilk jest płochliwym drapieżnikiem, który unika ludzi. W tym okresie nie zdarza się, by zbliżał się do zabudowań. Już prędzej zimą. Wilki polują na sarny, jelenie, a jak jest gdzieś owca, czy nawet pies, to też potrafią zjeść, gdy są głodne. Jeśli mają łatwy dostęp do owiec, to chętnie skorzystają - powiedział.

(ag)