Jeszcze kilka tygodni temu w Tatrach było gwarno od turystów, a droga do Morskiego Oka przypominała deptak w centrum dużego miasta. Dziś w górach lato siłuje się już powoli z jesienią, a to oznacza, że warunki na szlakach, szczególnie w wyższych partiach gór, będą coraz trudniejsze. Ratownicy TOPR ostrzegają, że we wrześniu można się już spodziewać lokalnych oblodzeń czy opadów śniegu.

Jesień należy do najbardziej stabilnych pogodowo okresów w Tatrach. We wrześniu i październiku zdarzają się długie okresy bezchmurnej pogody. Dzień jest jednak już znacznie krótszy niż latem, a temperatury nie należą już do tych kojarzonych z lipcem czy sierpniem. Turyści powinni zwrócić uwagę na to, że dzień jest krótszy i wcześniej zapada wzrok. Powinni koniecznie zaopatrzyć się w latarki, powinni wiedzieć także, że są coraz większe wahania temperatur. Poza tym trzeba się liczyć z tym, że tereny zacienione mogą się pokrywać dosłownie milimetrową warstwą lodu - mówi w rozmowie z RMF FM ratownik TOPR Piotr Jasieński. Jak dodaje, postawienie nogi na takiej niewidocznej warstwie lodu, bywa tragiczne w skutkach.

Najważniejsze to mieć głowę na karku

Wychodząc jesienią w Tatry należy pamiętać, by wziąć ze sobą cieplejsze ubranie, a także coś ciepłego do picia, temperatura może bowiem spaść nawet do kilku stopni, w zależności od wilgotności powietrza. W czasie jesieni bardziej prawdopodobne są załamania pogodowe, kiedy deszcz przeistacza się w śnieg. Trzeba się wtedy ostrożnie poruszać. Jeśli nie mamy doświadczenia, nie mamy wprawy, to lepiej zawrócić niż pchać się gdzieś tam w górę - zaznacza ratownik TOPR-u.

Jesień nie jest jeszcze okresem, kiedy na wędrówkę po tatrzańskich szlakach powinniśmy obowiązkowo zabrać ze sobą raki i czekan. Jednak - jak podkreśla Jasieński - dobrze jest zaopatrzyć się w kije narciarskie, ponieważ ułatwiają one wchodzenie czy schodzenie. Poza tym trzeba mieć przede wszystkim głowę na karku - dodaje toprowiec w rozmowie z dziennikarzem RMF FM.

Ratownicy mieli pracowite wakacje

Sokół znów lata w Tatrach. Ratowniczy śmigłowiec, który w środę został uszkodzony przez spadający kamień w czasie akcji ratunkowej pod Kościelcem, ma już wymienione łopaty wirnika. Maszyna w sobotę wróciła na swoje lądowisko w Zakopanem. czytaj więcej

44 razy w czasie wakacji startował do akcji ratunkowych toprowski śmigłowiec, a ratownicy udzielili pomocy w sumie 169 osobom i przepracowali ponad 1200 godzin. Niestety doszło również do 5 wypadków śmiertelnych. Najczęstszą przyczyną nieszczęść w Tatrach były upadki ze znacznych wysokości.

Przez kilka dni ratownicy musieli sobie też radzić bez helikoptera. Sokół został uszkodzony podczas lotu ratunkowego w rejonie Kościelca. Toprowcy na pokładzie śmigłowca polecieli na ratunek 59-letniemu mężczyźnie, który najprawdopodobniej poślizgnął się lub potknął na stromym szlaku prowadzącym na szczyt. Turysta spadł około 100 metrów w stronę Doliny Gąsienicowej. Niestety ratownicy, którzy przybyli na miejsce wypadku, nie byli mu już w stanie pomóc.

Podczas akcji w wirnik śmigłowca uderzył kamień. Pilot zdecydował o natychmiastowym posadzeniu maszyny w Dolinie Gąsienicowej. Nad Zielonym Stawem Sokół stał kilka dni. Z pomocą ratownikom TOPR-u przyszła Straż Graniczna, która użyczyła zestawu łopat. Po naprawie toprowski Sokół wrócił na lądowisko w Zakopanem.