Stany Zjednoczone, oskarżane przez prasę o skąpstwo, zwiększą pomoc dla poszkodowanych w azjatyckiej tragedii do 350 milionów dolarów. To 10 razy więcej pieniędzy niż jeszcze kilka dni temu deklarował prezydent Bush.

To odpowiedź Waszyngtonu na falę krytyki, że pierwsza reakcja Białego Domu na azjatycką tragedię była niewystarczająca. Teraz Stany Zjednoczone obiecują 1/3 całej kwoty oferowanej do tej pory przez świat.

Oprócz tego, zapowiadają podróż sekretarza stanu Collina Powella w rejon tragedii. Będzie mu towarzyszył brat prezydenta – gubernator Florydy, Jebb Bush, który po serii huraganów w minionym roku, ma doświadczenia w organizowaniu pomocy ofiarom kataklizmów.

Skala kataklizmu wymaga bezprecedensowego odzewu świata - apeluje sekretarz generalny ONZ Kofi Annan. Do tej pory na rzecz pomocy ofiarom trzęsienia ziemi i fali tsunami w Azji udało się zebrać pół miliarda dolarów. czytaj więcej

Administracja tłumaczy, że reaguje w miarę zdobywania informacji o rozmiarach tragedii. Nie ma jednak wątpliwości, że prezydent znalazł się w tej sprawie pod silnym naciskiem opinii publicznej.

Pojawiły się nawet propozycje, by na fundusz pomocy ofiarom tsunami przekazać część niewykorzystanych środków na odbudowę Iraku. Możliwość tę Biały Dom jednak zdecydowanie odrzuca.