Kontrowersje wokół spotu Prawa i Sprawiedliwości z Beatą Szydło w roli głównej. Platforma Obywatelska twierdzi, że narusza on przepisy o finansowaniu kampanii wyborczej. PiS bagatelizuje te oskarżenia i zarzuca przedstawicielom partii rządzącej „obronę przez atak”.

Beata Szydło /PAP/Stanisław Rozpędzik /PAP

W zaprezentowanym we wtorek spocie występuje Beata Szydło, która mówi, że Polacy mają prawo decydować o swoim państwie, o swojej pracy, o przyszłości swoich dzieci. Dodaje, że zwróciła się do prezydenta o dopisanie pytań do wrześniowego referendum.

Poseł Platformy Obywatelskiej Robert Maciaszek podkreślił, że spot PiS narusza ustawę o referendum krajowym, bo "w żadnej mierze nie odnosi się do temat referendum". Dodał, że w opisie filmu jest informacja, że jest to spot referendalny finansowany przez PiS.

Maciaszek poinformował, że Platforma chce zasięgnąć w tej sprawie opinii Państwowej Komisji Wyborczej i złożyła w tym celu do PKW "zawiadomienie o nieprawidłowym finansowaniu kampanii wyborczej" przez PiS.

Przez referendum znaleźliśmy się w skomplikowanej sytuacji prawnej, jeśli chodzi o kampanię. W momencie kampanii parlamentarnej trwa kampania referendalna. Występowaliśmy do PKW o interpretację jak rozumieć prowadzenie kampanii referendalnej, aby nie być w kolizji z kampanią wyborczą - tłumaczył dziennikarzom poseł Prawa i Sprawiedliwości Henryk Kowalczyk. PKW dała pisemną interpretację, że jeśli nie ma konkretnej promocji konkretnych osób będących na listach wyborczych nie jest to kampania parlamentarna. My w spocie proponowaliśmy dyskusję o referendum, a nie o wyborach parlamentarnych. Proponujemy dodanie trzech pytań - dodał.

Według szefa klubu PiS Mariusza Błaszczaka Platforma stosuje ws. spotu obronę przez atak. Pojawiło się bardzo celne pytanie: jak traktować kampanię wizerunkową premier Ewy Kopacz. Są emitowane spoty w telewizjach, są billboardy. Ta kampania wizerunkowa kosztowała miliony złotych - powiedział Mariusz Błaszczak.

6 września zgodnie z inicjatywą prezydenta Bronisława Komorowskiego Polacy mają odpowiadać na trzy pytania: czy są "za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu"; czy są "za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa" i czy są "za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika".

(mn)