Trzy osoby zostały zatrzymane w związku z ostatnią serią fałszywych alarmów. Jedna z tych osób została aresztowana. Takie informacje przekazał o poranku w rozmowie w TVN24 szef MSWiA Marcin Kierwiński.
- Trzy osoby zostały zatrzymane w związku z serią fałszywych alarmów w ostatnich dniach.
- Zatrzymani to młodzi ludzie w wieku 19-20 lat, wcześniej mieli już problemy z prawem.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
Zatrzymane są aktualnie trzy osoby. Wobec jednej osoby już jest zastosowany areszt, wobec drugiej jest wniosek aresztowy. Trzecia osoba to świeże zatrzymanie. Będą kolejne zatrzymania, będą kolejne przeszukania - tak o serii fałszywych alarmów mówił rano w TVN24 minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.
Wyjaśnił, że "to są historie dotyczące poprzednich dni: Telewizji Republika, pana (Tomasza - red.) Sakiewicza, pana (Jarosława - red.) Kaczyńskiego, pana (Sławomira - red.) Cenckiewicza".
Szef MSWiA przekazał też, że zatrzymani to "dwudziestolatkowie, to są osoby, które już miały problemy z prawem".
Dopytywany, czy celem zatrzymanych było "zaistnienie w sieci" i zdobycie rozgłosu, szef MSWiA zaznaczył, że "ta motywacja jest bardzo mocna wśród tych ludzi". Jednocześnie przyznał, że te osoby mają "swoje sympatie polityczne". Kierwiński zaznaczył, że osoby, które zostały zatrzymane, działały wspólnie.
Z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że namierzona zostanie osoba, która stoi za tym fałszywym alarmem, jeżeli chodzi o matkę pana prezydenta (Karola Nawrockiego). Pracujemy nad tym bardzo intensywnie, bo bardzo poważnie podchodzimy do tej sprawy od pierwszych godzin, kiedy pojawiły się te fałszywe alarmy - zapowiedział.
Wyjaśnił, że zgłoszenie dotyczące matki prezydenta Karola Nawrockiego wymagało zalogowania się na bramce internetowej, którą każdy z nas może wykupić. Służby dochodzą po kolei, kto krok po kroku, kto tę bramkę kupił, kto tego SMS-a wysłał - mówił Kierwiński.
Sprawę skomentował również przed swoim wylotem do Londynu premier Donald Tusk. Sprawa jest poważna, bo są bardzo poważne konsekwencje tego typu działań. Sprawcy są bardzo młodzi, prace trwają, będą kolejne zatrzymania - zapowiedział.
Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z dobrze zorganizowanymi grupami młodych ludzi, którzy czy to dla "fejmu", czy to dla osobistej satysfakcji, nie z pobudek ideologicznych czy partyjnych, dopuszczali się już takich rzeczy w przeszłości - dodał Tusk.
Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, zatrzymani to młodzi ludzie w wieku 19-20 lat. Wpadli w kilku miejsca w Polsce. Działali w nieformalnej grupie w internecie, która specjalizowała się w atakach hakerskich, stalkingu, czy właśnie wywoływaniu fałszywych alarmów.
Wiadomo, że mają na koncie podobne przestępstwa. Jeden z nich ma już orzeczony areszt, sprawą drugiego zajmie się dziś sąd. Trzeci młody mężczyzna został zatrzymany dopiero kilka godzin temu. Z pewnością też będzie wniosek o jego aresztowanie.
Jak usłyszał dziennikarz RMF FM, głównym powodem działania zatrzymanych była zabawa i destabilizowanie sytuacji. Cieszyli się, widząc, jaki zamęt wywołują swym działaniem, z satysfakcją obserwowali reakcje na najwyższych szczeblach władzy, a także to, jak dwie strony sceny politycznej się okładają - powiedział Krzysztofowi Zasadzie jeden ze śledczych.
Na razie nie ma żadnych sygnałów, by te osoby działały na zlecenie jakichś obcych służb.
W sobotę służby otrzymały fałszywe zgłoszenie dotyczące m.in. pożaru w rodzinnym mieszkaniu prezydenta Nawrockiego w Gdańsku. Wyważyły drzwi i weszły do środka. Po tym fałszywym alarmie premier Donald Tusk zwołał pilną naradę z ministrami i przedstawicielami służb.
18 maja MSWiA informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi "czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia".
Jedna z interwencji dotyczyła mieszkania redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza. Policja pojawiła się tam po sygnale o zagrożeniu życia osoby nieletniej. Alarm okazał się fałszywy, a funkcjonariusze uznali zgłoszenie za próbę wprowadzenia służb w błąd.
Tydzień temu o nietypowym incydencie poinformował także były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz. Jak napisał, po godzinie 2 w nocy kontaktowano się z nim w sprawie rzekomej dostawy jedzenia.
Tego samego dnia policja pojawiła się również przy posesji Jarosława Kaczyńskiego. Według rzecznika PiS Rafała Bochenka, zgłoszenie dotyczyło rzekomego podłożenia ładunków wybuchowych w ogrodzie prezesa partii. Wszystkie alarmy okazały się nieprawdziwe.


