Są pierwsze ustalenia w palestyńsko-izraelskich rozmowach pokojowych w Camp David.
Negocjatorzy uzgodnili, że w zamian za pozostawienie pod rządami Tel Avivu kilku sektorów zamieszkałych przez żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu Jordanu Palestyna otrzyma tereny w Izraelu - tak twierdzi współpracownik premiera Ehuda Baraka, minister Haim Ramon.
Zdaniem ministra Barak i Arafat zgadzają się na wymianę, pozostaje jeszcze ustalić, jak duży obszar Zachodniego Brzegu pozostanie przy Izraelu i ile ziemi należy przekazać w zamian Palestyńczykom. Ramon ujawnił, że Palestyńczycy zgadzają się na pozostawienie pod rządami izraelskimi 4 procent Zachodniego Brzegu. W zamian żądają jednak siedmiokrotnie większych obszarów na terytorium Izraela. Ekipa Ehuda Baraka chciałaby wynegocjować przejęcie ośmiu procent spornego terytorium, a wielkość rekompensaty w izraelskiej ziemi pozostawia do uzgodnienia.
Po zakończeniu drugiego dnia rozmów w Camp David prezydent Bill Clinton opuścił na chwilę swoich gości, aby wygłosić prezmówienie w Baltimore oraz wziąć udział w ceremonii przyznawania nagród w Kongresie. Rozmowy pokojowe pod nieobecność Clintona poprowadziła sekretarz stanu Madeleine Albright.
W drugim dniu rokowań pokojowych z premierem Izraela, Jaser Arafat zaskoczył gospodarzy - oświadczył, że chce się spotkać, najchętniej w Camp David, z przedstawicielami komitetu wykonawczego Organizacji Wyzwolenia Palestyny i ministrami Autonomii Palestyńskiej. Anonimowy urzędnik administracji waszyngtońskiej określił możliwość pójścia na ręką Arafatowi jako "mało prawdopodobną".
Posłuchaj korespondenta RMF FM z Waszyngtonu, Grzegorza Jasińskiego:
W trzecim dniu spotkania premier Izraela Ehud Barak i przewodniczący Autonomii Palestyńskiej Jaser Aarafat spotkali się po raz pierwszy na bezpośrednich rozmowach. Dotąd spotykali się jedynie na posiedzeniach plenarnych, którym przewodniczył prezydent USA Bill Clinton, lub na przyjęciach.
"Osiągnięcie porozumienia pokojowego jest celem obu stron, które przybyły tu, aby negocjować w dobrej wierze" - oświadczył w czwartek rzecznik Białego Domu Joe Lockhart. Powiedział, że delegacje omówiły wszystkie sporne kwestie, których rozwiązanie ma zasadnicze znaczenie dla osiągnięcia definitywnego pokoju, co powinno nastąpić do 13 września; ten termin wyznaczyły sobie obie strony. W Waszyngtonie mówi się, że rozmowy mogą potrwać do najbliższego wtorku.
Nieliczne informacje na temat przebiegu rokowań, które przedostały się do dziennikarzy, mimo iż delegacje uzgodniły, że rozmowy będą się toczyły przy całkowitej dyskrecji stron, dotyczą trzech problemów: przyszłości Jerozolimy, uchodźców palestyńskich i osiedli żydowskich na terenach palestyńskich. Według wypowiedzi przypisywanych przez agencje izraelskiemu wiceministrowi obrony Efraimowi Sne, "powiedziano już wszystko" na temat projektu rozwiązania kwestii Jerozolimy.
Barak, według tych informacji, miałby zaoferować Arafatowi "szeroką autonomię" w dzielnicach palestyńskich Jerozolimy wschodniej, zamieszkanych przez 200.000 Palestyńczyków. Palestyńczycy mieliby natomiast zrezygnować z roszczeń wobec swej dawnej własności w zachodniej Jerozolimie, sprzed wojny w latach 1948-49.
W zamian za te ustępstwa Arafat zażądał podobno ewakuacji 35.000 żydowskich osadników z Maale Adumin, miasta wzniesionego w odległości 10 km od Jerozolimy, nieopodal szosy prowadzącej do wybrzeża Morza Martwego.
Natomiast niewielkie są nadzieje na przyjęcie jakiegoś planu rozwiązania problemu prawie 4 milionów palestyńskich uchodźców, zmuszonych do opuszczenia swej ziemi po wojnie w 1948 roku i w rezultacie wojny z 1967. Rozwiązanie, jakie się rysuje w Camp David, to wypłacenie im odszkodowań za utracone mienie, jeśli zgodzą się pozostać tam, gdzie obecnie mieszkają, i zgoda na powrót części uchodźców do dawnych miejsc zamieszkania w ramach łączenia rodzin.
Spośród prawie 4 milionów uchodźców i wysiedlonych Palestyńczyków ponad milion mieszka w obozach uchodźców w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu, w Syrii, Libanie i Jordanii.
00:30


