„Nikt nam nie zrobi nic, bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz!" – śpiewały żołnierskie kolumny sunące ulicami Warszawy pod sierpniowym niebem. Było lato 1939 roku – wyjątkowo intensywne, pełne emocji, obaw, ale i nadziei, że wojny jednak nie będzie. A jeśli już jednak wybuchnie, to nie potrwa długo.

80 lat temu wojska niemieckie zaatakowały Polskę. "Początek wojny totalnej"

80 lat temu, 1 września 1939 r., wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły o świcie na całej niemal długości granice Rzeczypospolitej, rozpoczynając tym samym pierwszą kampanię II wojny światowej. Osamotnione w walce Wojsko Polskie nie mogło skutecznie przeciwstawić się agresji... czytaj więcej

Czytelnicy polskich gazet ukazujących się w ostatnich tygodniach przed wybuchem wojny mieli prawo wierzyć, że polskie wojsko bez trudu odeprze atak nieprzyjaciela. Wiele razy mogli przecież przeczytać w nich o tym, że mamy wspaniałą armię, z którą musi się liczyć każde państwo. Dziennikarze przekonywali, że na rozkazy Naczelnego Wodza czeka kilka milionów żołnierzy i nie jest to - jak w 1914 roku - jedynie "garstka zapaleńców" wyposażonych w przypadkową broń i amunicję, na którą inni mogliby patrzeć z politowaniem, ironią czy uśmiechem wyższości. Jakaż olbrzymia różnica jest między obecną naszą wielką siłą militarną a Pierwszą Kadrową! - odnotowywał na przykład "Kurier Wileński". Z kolei "Kurier Bydgoski" podkreślał, że jesteśmy młodym narodem, to znaczy, że trudno znaleźć inny europejski kraj, w którym byłoby tak wielu młodych ludzi. A - jak podkreślał marszałek Śmigły-Rydz - "każdy polski chłopiec, który uczy się modlitwy, uczy się także, iż powinien stać się dobrym żołnierzem, aby móc bronić swojego kraju." Tym bardziej, że wielu pamiętało przecież, co to znaczy nie mieć niepodległości. To wszystko sprawiało, że - jak pisała osiemdziesiąt lat temu "Gazeta Polska" - "Polacy są przygotowani do próby dziejowej, wobec której rzeczywistość może ich już jutro postawić. Polacy są zdeterminowani".

Europa podziwia polskich żołnierzy

Z prasowych doniesień można się było wówczas dowiedzieć, że w Europie to wszystko wiedzą i widzą nas świetnie. Doceniają nie tylko imponującą organizację polskiej armii, ale też jej morale. Gazety dorzucały coś jeszcze o niezwykłym harcie, wierze w siebie i wytrwałości. "Wieś Polska. Tygodnik Obozu Zjednoczenia Narodowego" cytował na przykład francuskie dzienniki, według których Polska posiadała "żołnierzy, podoficerów i oficerów o wartości rzadko spotykanej, rozporządzających uzbrojeniem i materiałem pierwszorzędnej wartości".

Pewien znany wówczas belgijski publicysta Pierre Goemaere w swojej świeżo wydanej książce pt. "L’ombre de Hitler" pisał, że Polska "dysponuje instrumentem wojskowym, który w opinii wszystkich rzeczoznawców jest jednym z najsilniejszych w Europie. Czy trzeba zresztą przypominać wyjątkową wartość moralną armii polskiej - armii o czterech milionach ludności, dzierżącej spadek bohaterstw swych przodków, których wola niepodległości nie przestała ani na chwilę na przestrzeni wieków zadziwiać całego świata?" - przywoływała tę opinię "Gazeta Polska". "L’Osservatore Romano" zauważał z kolei, że bardzo prężnie rozwija się polskie lotnictwo. Watykańska gazeta podkreślała, że jeśli dojdzie do wojny, będzie ono "potężną bronią, która poważnie zagrażać będzie siłom każdego przeciwnika, zarówno w walce obronnej, jak i zaczepnej". Chwalili nas też w Budapeszcie. Jeden z węgierskich dzienników z uznaniem pisał o doskonałym wyposażeniu i sile moralnej polskiego wojska, które bez trudu jest w stanie oprzeć się armii niemieckiej. Tym bardziej że odkąd działa Centralny Okręg Przemysłowy, Polska stała się zupełnie samowystarczalna w dziedzinie przemysłu wojennego - oceniała gazeta "Magyar Nemzet".

Propaganda na wojennym froncie

Latem 1939 roku polskie gazety przywoływały jednak nie tylko zachwyty dające się usłyszeć poza granicami kraju. Cytowały również to, czego można się było dowiedzieć z niemieckiego radia albo z niemieckiej prasy. A tam - opowiadano, że rezerwiści w Polsce nie dostają nawet butów albo że o mundurach mogą jedynie pomarzyć, bo są dla nich tylko wojskowe czapki. Propaganda Trzeciej Rzeszy przekonywała, że szeregi naszej armii trawi wielkie rozgoryczenie nie tylko z powodu braków w umundurowaniu. Kolejnym problemem miał być głód zaglądający w oczy naszych żołnierzy. Z hitlerowskich głośników płynęły wiadomości, że w polskich koszarach rano podaje się tylko suchy chleb i kawę. Na obiad - cienką wodnistą zupę o niewyraźnym kolorze. A wieczorem - znów suchy chleb. "Kurier Bydgoski" zastanawiał się, dlaczego Niemcy tak bardzo ogłupiają swój naród, podając takie bzdury? Odpowiedź jest jasna. Niemcy dobrze poinformowani o świetnym stanie naszej armii, o doskonałym wyposażeniu, broni, o mundurach, wyekwipowaniu, które nas samych wprowadziło w podziw, o wyżywieniu, o którym Niemcy nawet marzyć nie mogą - są zdenerwowani. Po prostu muszą swoich żołnierzy zachęcać do boju z tym kiepskim, głodnym i w półbutach żołnierzem" - kwitowała gazeta.

Polska prasa przekonywała jednocześnie, że Hitler ma problem ze swoją armią i musi w niej gasić kolejne pożary, ponieważ coraz częściej dochodzi w niej do ostrych spięć i sporów. Do tego - jak przekonywali swoich czytelników polscy dziennikarze - kanclerz wie doskonale, że jego wojsko nie jest dostatecznie wyszkolone. Braki widziano zarówno w rezerwach, jak i kadrze oficerskiej i podoficerskiej niemieckiej armii. Uspokajająco mogły również brzmieć doniesienia o tym, że może i Rzesza jest już jako tako gotowa do wojny, ale na pewno nie można tego powiedzieć o jej sojusznikach. Pisano, że Włochy bardzo dalekie są od stanu względnego choćby przygotowania - zwłaszcza pod względem gospodarczym. Oceniano, że Niemcy nie mogą też być pewni ani Japonii, ani Hiszpanii.

I wreszcie - latem 1939 roku można było także usłyszeć, że gdyby Hitler rzucił się ze swoimi zbrojnymi pięściami na Polskę, byłby najzwyczajniej w świecie szalony. Mówiono, że słyszał przecież na pewno o słynnych "polskich drogach", czyli rozjeżdżonych piaszczystych szlakach, w których ugrzęzły już niejedne koła. A gdyby nawet zechciał zrealizować swój morderczy plan, nie byłby w stanie przedrzeć się przez polskie bagna. Potopi się w nich, gdy tylko spadnie trochę więcej deszczu - wieszczyli niektórzy. A inni z nadzieją podkreślali, że przywódca Trzeciej Rzeszy musi brać pod uwagę jeszcze inne - nie mniej istotne - ostrzeżenia. Skutecznie odstraszać miały go mocne sojusze broniące Polskę. Są przecież z nami Francja i Wielka Brytania - mocarstwa cywilizowanego świata - mówili ci, którzy wierzyli, że uda się ochronić świat przed wojenną pożogą.

* Autor wykorzystał w tekście materiały opublikowane w jego książce "LATO’39. JESZCZE ŻYJEMY" (Wyd. Tamaryn/Bellona, Warszawa 2019).