Młodzi Polacy coraz częściej cierpią na depresję. „Najczęściej to są tak zwane nerwicowe depresje” – wyjaśnia psychiatra Mariusz Furgał. Statystycznie częściej na depresję skarżą się kobiety. „Kobiety lepiej się orientują w emocjonalności, łatwiej zwracają uwagę na swój stan” – mówi Furgał w rozmowie z dziennikarką RMF FM Ewą Kwaśny.

Posłuchaj całej rozmowy z Mariuszem Furgałem

Ewa Kwaśny: Dlaczego coraz więcej osób musi korzystać z pomocy psychiatry czy psychoterapeuty?

Mariusz Furgał, psychiatra: To wynika myślę z kilku powodów. Ludzie są bardziej świadomi tego, że są psychiatrzy, że są psychoterapeuci. Bardziej są skłonni też szukać w takich obszarach emocjonalności swoich problemów.

Czyli to nie jest moda?

Myślę, że nie. Są takie ograniczone środowiska, gdzie to może być modne, które szukają treningowej psychoterapii. Myślę, że są tacy pacjenci, którzy szukają czegoś specjalnego dla siebie, ale to jest bardzo wąska grupa. Dla większości osób przyjście do psychiatry, czy psychoterapeuty wiąże się jednak z jakiegoś rodzaju opresją.

Czyli nie boimy się już chodzić do psychiatry?

Boimy się, cały czas. Tylko mimo strachu idziemy. Myślę, że boimy się mniej, bo kiedyś psychiatrzy kojarzyli się z takim rodzajem wykluczenia społecznego. Jeżeli jakaś osoba leczyła się w szpitalu psychiatrycznym, to cała wieś o tym wiedziała i nikt już poważnie jej nigdy nie traktował. Natomiast są trochę inne czasy i myślę, że ten wstyd i lęk przed wykluczeniem dalej istnieje, ale są one zdecydowanie mniejsze niż kiedyś.

A z jakimi problemami zgłaszają się pacjenci w XXI wieku najczęściej?

Najczęściej z depresją. Myślę, że najczęściej z depresją, z lękowymi różnymi zaburzeniami. Ciężko chorzy pacjenci to jest mniejszość.

A z czego wynika ta depresja? Kiedyś jej było mniej?

To, że częściej pacjenci trafiają z powodu depresji u psychiatrów, psychoterapeutów wynika z kilku powodów. Jednym z nich jest to, że jest więcej przypadków zachorowań na depresję. Są badania, które pokazują, że obecni 30-latkowie mają zdecydowanie większe prawdopodobieństwo, że w ciągu swojego życia będą mieli epizod depresji, niż obecni 60-latkowie.

Nie było tylu lekarzy, czy może nie zdawali sobie sprawy z tego, że mają depresję.

To też, ale to są takie badania, które były podobną metodologią prowadzone. Podobne pytania były zadawane tym i tym, i okazuje się, że jednak dawniej było mniej tego typu takich, my to nazywamy dekompensacją, czyli takich utrat zdolności zorganizowanego funkcjonowania życia i działania z powodu właśnie zaburzeń nastroju.

Więcej jest pacjentów młodych?

Z depresją łatwiej się zgłaszają młodzi pacjenci. Depresja w ogóle jest częsta. Często młodzi pacjenci przychodzą z trochę innym rodzajem depresji, niż ci starsi.

A jakiego typu jest depresja u młodych ludzi?

Najczęściej to są tak zwane nerwicowe depresje. To są takie depresje nie będące ciężkimi chorobami. Takie oczywiście też się zdarzają, ale są rzadsze. Takie, które nie wymagają szpitala, hospitalizacji, one się z wielu rzeczy biorą. U młodych ludzi bardzo często to jest taki rodzaj krachu samooceny, że dzisiaj media, różne kulturowe źródła promują wizerunek osoby sprawnej, silnej, najlepszej, każdy wszytko może, wszystko jest w życiu możliwe, wszystko jest do osiągnięcia, jak się tylko odpowiednio postaramy, jak tylko będziemy mieli dużo czasu, pieniędzy, to wszystko się uda. Niestety tak nie jest i tego typu ambicje i tego typu oczekiwania bardziej dotyczą młodych ludzi.

A czy taka wizyta u pana takiego młodego człowieka właśnie postawi na nogi, samoocena jego się podniesie?

Pytanie czy pogłębiać ten problem, z którym on przyszedł. Może się okazać, że w wyniku "wizyty", oczywiście w cudzysłowie, bo często to jest szereg wizyt, odkryje, że nie da się być ciągle zadowolonym. Więc pytanie, czy on będzie zadowolony z tego, że on już wie, że nie da się być ciągle zadowolonym. Jest szansa, że sobie poradzi z różnymi rzeczami, jest szansa, że łatwiej będzie przyjmował, że ma ograniczenia.

To jest częściej kobieta czy mężczyzna?

Statystycznie kobieta.

A z czego to wynika, że kobieta?

Różne są spekulacje na ten temat. Mówi się o wpływach hormonalnych. Wiadomo, że ciężkie są przebiegi depresji poporodowych, tam gdzie depresja jest indukowana porodem i wiadomo, że większość kobiet zdaje sobie sprawę ze swoich wahań nastrojów w cyklu miesiączkowym. Znamy wszyscy opowieści o zespole napięcia przedmiesiączkowego, gdzie się ten nastój pogarsza. Ale jest więcej czynników. Kobiety lepiej się orientują w emocjonalności, łatwiej zwracają uwagę na swój stan psychiczny, a mężczyźni łatwiej uciekają w alkohol.

Kiedy powinniśmy się zgłosić do tego typu czy lekarza, czy do psychoterapeuty, czyli do psychiatry, czy psychoterapeuty, żeby nie było za późno?

Jest taka instytucja, czy taka forma spotkania jak konsultacja, wtedy kiedy nie wiemy, czy się mamy zgłosić czy nie.

Ale kiedy jest ten moment, że powinniśmy na tą konsultację chociaż iść?

Jak sobie nie radzimy.

To znaczy, czego nie robimy?

Nie śpimy, mamy czarne scenariusze, idąc spać przerabiamy różne pesymistyczne wersje wydarzeń, martwimy się nadmiernie. To nie znaczy, że nie można się martwić, bo wiadomo, że martwienie też jest przydatne człowiekowi, ale nie jeżeli to jest ponad miarę. Te stany, które są krótsze, mają statystycznie tendencję do ustępowania. Jeżeli to przekracza pewien okres długi i to jeszcze jest nieuzasadnione czynnikami zewnętrznymi, wtedy pojawia się kłopot. Bo są przecież takie rodzaje przygnębienia czy smutku, które są dla człowieka normalne, właściwe i nawet można mówić o patologii kiedy ich nie ma. Jeżeli ktoś traci kogoś bliskiego i nagle raźno przechodzi do życia i zajmuje się pracą, w ogóle się tym nie przejmuje, to można powiedzieć o innego rodzaju patologii. Mówimy potem o tzw. niedokończonej żałobie.

Można sobie jakoś poradzić samemu?

Każdy ma swoje sposoby, to co my jako psychoterapeuci obserwujemy, to zwykle są sposoby nieświadome, takie, które polegają na uruchamianiu różnych mechanizmów właściwych danej osobie. To co można robić świadomie, to próbować sobie uświadamiać momenty, w których się czujemy lepiej. Na przykład jeżeli nam pomaga aktywność fizyczna. Poprawą nastroju reagujemy na ruch, na ćwiczenia, ale też bywa odwrotnie.

Jeżeli czujemy, że mamy depresję, to idziemy do kogo? Do psychologa, do psychiatry czy do psychoterapeuty? W pierwszej kolejności.

Ja mam takie doświadczenia, że często do psychiatry chodzą osoby, które mają większy poziom niepokoju albo mają większą tendencję do tego, żeby medycznie różne rzeczy ujmować albo bardziej liczą na tabletki. W takich lekkich postaciach depresji pomaga psychoterapia. Badania wykazują, że najlepiej działają te metody łączone - psychoterapia z farmakoterapią.

Jak znaleźć dobrego psychoterapeutę, bo może się zdarzyć, że trafimy do osoby takiej, która nie zna się na tym zupełnie.

W Polsce psychoterapeutą może być każdy. Wystarczy, że zarejestruje działalność gospodarczą, która się tak nazywa. To nie znaczy, że to jest całkiem pozostawione bez kontroli. Są towarzystwa naukowe, które pilnują tego, pewnych standardów w psychoterapii, które gwarantują pewnie podstawowe szkolenia i kontrole tego, co psychoterapeuci robią. Mają komisje etyczne, do których się można odwołać w razie jakiś problemów. Teraz prace nad ustawą trwają i nie wiadomo, czy te towarzystwa będą kontrolować wszystko, w jakim stopniu. Obecnie podstawowe organizacje certyfikujące psychoterapeutów to jest Polskie Towarzystwo Psychiatryczne i Polskie Towarzystwo Psychologiczne. Te towarzystwa publikują listę swoich psychoterapeutów, którzy posiadają certyfikaty.

Jak najbliższa rodzina, przyjaciele mogą pomóc takiej osobie, która cierpi na depresję?

Trochę może, ale to jest dość przewrotna kwestia, dlatego że czasami pomaganie szkodzi. Jeżeli ktoś na przykład musi w jakiś sposób odzyskać samodzielność, a ma np. nadopiekuńczych rodziców, męża, to bywa tak, że takie wtłoczenie go w ramy osoby chorej czy takiej, która wymaga pomocy, jest jakimś szczególnym rodzajem interakcji. My czasami mówimy, że trzeba być wystarczająco pomocnym, ale nienadmiernie.

Czyli?

Nazwanie tego stanu depresją czasem człowieka zwalnia z różnych rzeczy i mówi się: masz depresję, nie musisz nic robić. To bywa pomocne w bardzo ciężkich stanach, wtedy kiedy rzeczywiście ktoś nie może, kiedy nie ma siły umyć zębów. Natomiast przestaje być pomocne, kiedy zaczyna odzyskiwać sprawność, ale zależy mu, nieświadomie najczęściej, na utrzymaniu tego stanu. To mu daje np. brak krytyki ze strony innych albo brak wymagań albo jakiś rodzaj przyjazności rodziny czy przyjaciół, bo wiedzą, że ma kłopoty. Na takim etapie zdrowienia to zaczyna być szkodliwe. Trzeba pamiętać, że ta osoba nie składa się wyłącznie z choroby, że poza chorobą i depresją ma też różne możliwości. Te możliwości są głęboko stłumione, ale można taką osobę próbować wyciągnąć na rower, czy na spacer. W głębokiej depresji to jest ponad siły, ale jest taki punkt, gdzie to już staje się możliwe. Nie można wymagać zbyt wiele. Powiedzenie: "Weź się w garść!" jest bardziej dobijające, niż pomagające.