Dwóch inspektorów z Komisji Europejskiej przyjeżdża dziś do Polski, by zbadać sprawę nielegalnego uboju krów. Inspektorzy będą przebywać w Polsce do piątku.

Oficjalnie inspektorzy mają pomóc polskim władzom w prowadzeniu dochodzenia i dokonać oceny w terenie. Nieoficjalnie jednak eksperci, z którymi rozmawiała korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, twierdzą, że chodzi także o zbadanie, jak polskie władze odpowiedziały na ten kryzys, czy podjęto na czas właściwe działania. Kontrolerzy sprawdzą więc polską dokumentację i zweryfikują, czy zachowano standardy unijne.

Wyraźnie Komisja Europejska traktuje sprawę priorytetowo. Rzadko się zdarza, by w takiej sytuacji Bruksela wysyłała swoich inspektorów. Zazwyczaj ma zaufanie do działań kraju członkowskiego. Teoretycznie, gdyby okazało się, że w Polsce jest jakiś systemowy problem, to Komisja może zablokować polski rynek mięsa.

Powodem kontroli jest nielegalny ubój chorych krów, który został pokazany kilka dni temu w reportażu TVN. Odbywał się on w nocy bez nadzoru weterynaryjnego w rzeźni w powiecie Ostrów Mazowiecka.

W czwartek Główny Lekarz Weterynarii Paweł Niemczuk poinformował, że rzeźnia z powiatu Ostrów Mazowiecka, w której dokonywano nielegalnego uboju, została zamknięta. Przekazał również, że mięso z nielegalnego uboju trafiło do 10 krajów (Finlandii, Węgier, Estonii, Rumunii, Szwecji, Francji, Hiszpanii, Litwy, Portugalii, Słowacji) oraz do ponad 20 punktów w Polsce. Łącznie z nielegalnego uboju pochodziło ok. 9,5 tony mięsa, z czego 2,7 tony sprzedano za granicę.

Według unijnego prawa, przed ubojem wszystkie zwierzęta muszą przejść kontrolę w obecności lekarza weterynarii. Mięso musi zostać poddane badaniu przez lekarza weterynarii także bezpośrednio po uboju. Mięso nie może zostać uznane za zdatne do spożycia, jeżeli zwierzę cierpi na choroby. Wszelkie mięso przeznaczone do spożycia przez ludzi, w przypadku którego nie ma pełnej gwarancji zgodności z przepisami UE, musi zostać natychmiast wycofane z rynku, zwłaszcza gdy nie ma pewności, że nie stanowi ono zagrożenia dla zdrowia zwierząt lub zdrowia publicznego.

Raport unijnych inspektorów ma być gotowy za miesiąc.