Kolejna dwójka dzieci wybudzona ze śpiączki w warszawskiej Klinice Budzik! To 8-letni Kamil i 16-letnia Patrycja. Klinika wybudziła w sumie już dwudziestu małych pacjentów.

Klinika Budzik / Tomasz Gzell /PAP

Dziewczynka została wybudzona po niecałym miesiącu, chłopiec był w klinice od kwietnia. Miejsc w klinice jest kilkanaście. Trafiają tam dzieci, które w ostatnim półroczu przeszły w stan śpiączki, najczęściej po wypadkach drogowych. Klinikę finansuje Narodowy Fundusz Zdrowia.

O przyjęciu do "Budzika" decyduje komisja lekarska, najczęściej na wniosek lekarzy prowadzących. Trafiają tu niepełnoletni pacjenci z całej Polski. Miejsc jest kilkanaście. Dzieci mogą trafić do warszawskiego "Budzika" na rok. Jeśli rehabilitacja jest pomyślna, można starać się o przedłużenie tego terminu o kwartał.

Po wyjściu z "Budzika" - zarówno wybudzonych dzieci, jak i tych w śpiączce - czeka spora rehabilitacja. Z Bogumiłą Różycką, pielęgniarką oddziałową Kliniki Budzik - rozmawiał reporter RMF FM, Romuald Kłosowski.

"Nie tracę nadziei"

Świat po wypadku zmienia się dla dziecka, ale także dla jego najbliższych...

To jest nowa rzeczywistość i zmienia się o 180 stopni. Rodzice naszych pacjentów są najczęściej " czynni zawodowo", często muszą porzucić swoją pracę, żeby być z dzieckiem. Poza opieką trzeba to jakoś podźwignąć finansowo. Nasi mali pacjenci są tu za darmo, mają też bezpłatne wyżywienie. Rodzic ma za darmo tu cały pobyt, czyli dostaje łóżko, wszystko co jest związane z tym, natomiast wyżywić musi się sam, a to są koszty.

Posłuchaj rozmowy reportera RMF FM, z matką wybudzonego Kamila

Może być tu oboje rodziców?

Niestety tylko jeden opiekun. Nie jesteśmy rozbudowaną kliniką. Proszę zwrócić uwagę, jak jest dwóch pacjentów na sali, do tego dwóch opiekunów, to już jest tłum.

A rodzic, który tutaj jest, musi także mówić do dziecka w śpiączce?

Oczywiście! Jedna z mam, która przyjechała z synem w poniedziałek, cały czas mu tłumaczy, co robi. Każdy ruch.

A dziecko często pozostaje w całkowitym bezruchu...

Posłuchaj rozmowy reportera RMF FM z matką wybudzonej Patrycji

Dokładnie. Choć fakt, że pacjent jest w śpiączce, wcale go nie zwalnia na przykład z obowiązku nauki. No i mamy tutaj zespół pedagogów specjalnych. Jak był pacjent, który lubił łowić ryby, to jedna z pań przyniosła do pokoju wędkę. Pobyt tutaj też polega na tym, żeby pacjentowi dawać bodźce, motywację do wybudzenia. Są tutaj też sale komunikacji pozawerbalnej, pokoje "doświadczania świata". Tam jest nawet kuchenka i przez węch, zapachy domowe, poprzez gotowanie... do wszystkiego zachęcamy! Owszem, świat się zawalił, ale pacjent wraca. Tylko nie wiemy kiedy, no i próbujemy. Musimy próbować, nie można tracić nadziei, trzeba mieć tę nadzieję, że kiedyś, w którymś momencie wróci pacjent i ma na to dwanaście miesięcy lub trzy miesiące dłużej - w uzasadnionych przypadkach. Jeśli pacjent rokuje w rehabilitacji, widzimy postępy, no to wtedy jest przedłużona o kwartał.

Większość pacjentów się wybudza, czy jednak nie, i wtedy pobyt dziecka tutaj jest dla rodzica nauczaniem, jak postępować dalej w domu?

Wybudzają się i to jest po prostu nadzieją dla pozostałych pacjentów. Żałuję tylko, że nie mówimy o tych pacjentach, którzy się nie wybudzają, a są tacy pacjenci. Cieszymy się, mówimy zawsze, czy w radiu, czy w innych mediach, o tych pacjentach właśnie wybudzonych, bo to jest sukces.

Dlatego właśnie o to pytam...

Trochę mi jest przykro, w imieniu tych pacjentów i rodziców, których dzieci się nie wybudzają. Oni mają wszystko przed sobą. Cały dom jest właściwie zmodernizowany pod opiekę tego dziecka. Przebudowanie domu to są koszty. Ale rodzice dają sobie radę i nie poddają się. W swoich domach też radzą sobie świetnie.

Chyba często wielu ludzi, nawet z najbliższego otoczenia nie zdaje sobie sprawy z tego, czym jest śpiączka i samo wybudzenie?

Wielu osobom wydaje się, że jak pacjent jest w śpiączce, to nie ma z nim kontaktu. A to nie jest tak do końca. Jakiś kontakt z tym pacjentem jest, on doskonale pamięta. Ja mam prawie 30 lat praktyki zawodowej i pamiętam choćby taką sytuację, kiedy pacjent przez pół roku był na rurce intubacyjnej, podpięty do respiratora, nieprzytomny. Wydawałoby się właśnie - bez kontaktu. Wie pan, że kiedy on się wybudził, to pamiętał imię każdej pielęgniarki z zespołu? Rozpoznawał nas po chodzie, on już wiedział, która przychodzi. Obudził się i mówił. To rzeczywiście trwało pół roku.

Posłuchaj rozmowy reportera RMF FM z dyrektorem Kliniki "Budzik", dr Andrzejem Lachem

Tylko spokój może nas uratować?

Jeśli pacjent się budzi, to kiedy patrzę na rodziców, oni tak na spokojnie podchodzą do tego, oczywiście radość jest ogromna. Każdy sukces tego dziecka jest dużą radością. Codziennie może wydarzyć się coś fajnego. Ale dzisiaj miałam rozmowę z mamą, która była potwornie zdołowana. Powiedziałam jej, że mimo jej pesymizmu - ja nie tracę nadziei. Może to jeszcze nie ten moment, tylko musimy poczekać. Uśmiechnęła się do mnie i odpowiedziała, że takie słowa były jej potrzebne. I od razu poszła z synem na spacer. Są oczywiście chwile załamania, ale mamy też psychologów, którzy czuwają i dbają o kondycję mentalną rodziców. Bo jak pan zauważył, jeśli ktoś nie jest związany z medycyną, to może mu się wydawać, że jak pacjent jest w śpiączce to śpi, a jak się wybudza - to wstaje i idzie.

A musi się często uczyć wszystkich czynności od nowa. Musi uczyć się nawet budować zdania, dodawać, odejmować...

To afazja, czyli niepamięć. Pacjent nie potrafi nazwać nawet dłoni. Uczy się wszystkiego od nowa. Dlatego są też neurologopedzi. Moim zdaniem jednak nawet po tych 12 miesiącach trzeba uświadomić sobie, że to dopiero początek drogi.

Teraz zdarzyły dwa przypadki wybudzeń w ostatnich dniach.

Na wybudzenie Kamila byliśmy przygotowani, bo to następowało stopniowo. Natomiast jeśli chodzi o Patrycję, to muszę panu powiedzieć, że wszyscy byliśmy w szoku jak szybko to nastąpiło. Gdy do nas trafiła nie mieliśmy z nią kontaktu. Ale wszystko zaczęło się po tygodniu pobytu. To niesamowite. Później trzeba już było Patrycję całkiem wybudzić i rehabilitować.

Czy to cud medycyny, czy cud poza medycyną?

Medycyna medycyną, a cuda jakieś są. Anioł-stróż czuwa. Ja tego nie umiem wyjaśnić. Są badania naukowe, które potwierdzają to i tamto, ale ja przez 30 lat pracy widzę, że medycyna ma swoje ograniczenia i niestety nie da się nic z tym rozbić, ale są też takie przypadki, że pacjent funkcjonuje, i to są dla mnie te cuda!

(abs)