"Wszyscy rozumieją, że taka decyzja, takie ulokowanie w Polsce stałych baz amerykańskich byłoby bardzo dużym wydarzeniem, wpłynęłoby znacząco na bezpieczeństwo całego regionu i oczywiście Polski. Za wcześnie, by mówić o konkretnych miejscach. Jedno jest pewne: my byśmy chcieli, że gdyby taka decyzja zapadła, żeby taka baza była ulokowana gdzieś na flance wschodniej, na północnym-wschodzie, bądź na wschodzie Polski" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk.

Rozmawiamy o tym, że chcielibyśmy, aby takie bazy były ulokowane w Polsce, że chcielibyśmy partycypować w ich budowie i utrzymaniu. To nic nadzwyczajnego, bo i Niemcy i Japończycy partycypują w utrzymaniu takich baz. I oczywiście przedstawiamy naszym sojusznikom możliwości infrastruktury, która mogłaby posłużyć do tego, żeby taka baza powstała - mówił Dworczyk.

Pytany o to, dlaczego baza miałaby kosztować 2 miliardy dolarów, odpowiedział, że jest to tylko "kwota orientacyjna". 

W rozmowie padł również temat spotkania Mateusza Morawieckiego z Małgorzatą Gersdorf. Dworczyk stwierdził, że spotkanie "należy traktować jako gest dobrej woli ze strony premiera" - mówił. My chcemy znaleźć kompromis, rozmawiamy i prowadzimy dialog i w Polsce i za granicą. I trudno potraktować tę wizytę inaczej: premier rządu polskiego przyjeżdża do pani profesor, rozmawia - dodał.

Chyba wszyscy przyznamy, że dzisiejsza sytuacja (w sądownictwie) nikomu nie służy. Wszyscy chcieliby, żeby ten spór zakończył się, żeby ta sytuacja została jakoś rozwiązana. I w ten sposób należy ten piękny gest ze strony pana premiera potraktować - zaznaczył.

Pytany, kim jest dzisiaj Małgorzata Gersdorf, odpowiedział, że "nie jest I prezesem Sądu Najwyższego". Pani Gersdorf jest osobą publiczną, odgrywa ważną rolę w tym dialogu i w tej całej sytuacji, więc nic dziwnego, że premier rozmawia z taką osoba, wykazując dobrą wolę i chcąc tę sytuację rozwiązać - mówił gość Roberta Mazurka.

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mówił o samorządowej kampanii wyborczej. Jeśli Patryk Jaki zostanie prezydentem Warszawy, będzie mu łatwiej rozmawiać z obecnym rządem, bo będzie zainteresowany współpracą - zadeklarował Michał Dworczyk. Na pytanie Roberta Mazurka, czy z Rafałem Trzaskowskim będzie się rządowi źle współpracowało, gość RMF FM dopowiedział: Trzaskowski jest wychowankiem prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz i stawia na konfrontację z obecna władzą.

Gdyby pana ministra brać serio, to dlaczego PiS we wcześniejszych wyborach samorządowych wystawiało kandydatów opozycyjnych wobec ówczesnego rządu? - pytał Robert Mazurek.  "Dlatego, że nasi kandydaci byli nastawieni na pracę dla lokalnej społeczności, a nie na konfrontację. A Platforma Obywatelska nastawiona jest głównie na konfrontację" - odpowiadał Dworczyk.

POSŁUCHAJ ROZMOWY ROBERTA MAZURKA Z MICHAŁEM DWORCZYKIEM

Robert Mazurek: Wreszcie będzie można zmienić czas, a w zasadzie go nie zmieniać. Czy premier Morawiecki będzie chciał przejść do historii jako ten, który w Polsce wieczne lato zaprowadzi?

Michał Dworczyk: Tego nie wiem, nie rozmawiałem o tym z premierem, ale ja jestem przeciwnikiem zmiany czasu. Uważam, że dotychczasowe rozwiązanie pozwala przynajmniej iluzorycznie pospać odrobinę dłużej i jestem przeciwny zmienianiu tego systemu.  

Nie wiem, czy dalsza rozmowa ma sens. Człowiek, który nie chce, żeby w Polsce było lato nie jest wiarygodnym politykiem. Pana ludzie nie wybiorą przez to, zobaczy pan. To porozmawiajmy może o tym, że może zmusić was siłą - skoro o sile mowa - to "Fort Trump", ta nazwa się trochę przyjęła, przynajmniej amerykańskie media się nią posługują, gdzie mógłby być w Polsce "Fort Trump", czyli amerykańska stała baza wojskowa?

Nie tylko amerykańskie media, bo i niemieckie i polskie - rzeczywiście temat amerykańskich stałych baz w Polsce jest obecny w przestrzeni informacyjnej w wielu krajach, ponieważ wszyscy rozumieją, że taka decyzja i umiejscowienie, ulokowanie w Polsce stałych baz amerykańskich byłoby bardzo ważnym wydarzeniem i wpłynęłoby znacząco na bezpieczeństwo całego regionu i oczywiście Polski. Natomiast jest za wcześnie na to, żeby mówić o konkretnych miejscach, ale jedno jest pewne: my byśmy chcieli, że gdyby taka decyzja zapadła, żeby taka baza była ulokowana gdzieś na flance wschodniej, na północnym-wschodzie bądź na wschodzie Polski.

Panie ministrze, na razie wiemy tyle, że amerykański sekretarz do spraw sił lądowych - to jest mniej więcej odpowiednik wiceministra obrony narodowej - pan Mark Esper powiedział, że Polska jest niegotowa, na dowód tego podał, że to co im proponujemy to są za małe tereny, to jest za mały poligon etc. To znaczy, że my już złożyliśmy Amerykanom jakąś konkretną propozycję i dlaczego my Polacy dowiadujemy się tego od Amerykanów, a nie możemy się tego dowiedzieć od ministra?

Jest oczywiste, że szczegóły negocjacji, które trwają już od kilkunastu miesięcy nie są przekazywane do publicznej wiadomości.

Panie ministrze, pan powiedział: "szczegóły negocjacji, które trwają od kilkunastu miesięcy", czy pan może powiedzieć, że od kilkunastu miesięcy rozmawiamy z Amerykanami konkretnie, składając im konkretne propozycje, gdzie takie bazy mogłyby być? 

Nie, rozmawiamy o tym, że takie bazy chcielibyśmy, aby były ulokowane w Polsce, że jesteśmy gotowi partycypować w ich budowie, a potem utrzymaniu. Z resztą to nie jest nic nadzwyczajnego, bo i Niemcy i Japończycy partycypują w utrzymaniu takich baz, i oczywiście przedstawiamy naszym sojusznikom możliwości infrastruktury, która mogłaby posłużyć do tego, żeby taka baza powstała. 

W takim razie o czym mówi pan Mark Esper? On mówi o bardzo konkretnych propozycjach: to jest za małe, tu jest za mały poligon. On mówi o czymś konkretnym, o czym pan nie chce powiedzieć.

Nie panie redaktorze, nie padają konkretne nazwy, nie padają konkretne miejsca, ja też o tym nie będę mówił, bo po pierwsze ja nie prowadzę tych negocjacji, tylko prowadzi je Ministerstwo Obrony Narodowej. A po drugie, w sposób oczywisty o pewnych kwestiach, pewnych szczegółach, dopóki nie zostaną wypracowane, ustalone,  to opinii publicznej ani w Stanach ani w Polsce się nie informuje. Jak będą konkretne decyzje, na pewno rząd będzie te decyzje przedstawiał.

Dobrze, na razie wiemy, że chcielibyśmy zaprosić Amerykanów na wschód Polski. Północny wschód, południowy wschód, ale generalnie wschód.

Chcielibyśmy, żeby taka baza powstała, żeby były poważne elementy jakiejś struktury dywizyjnej. Uważamy, że to miałoby bardzo pozytywny wpływ zarówno na poziom bezpieczeństwa w Polsce, ale również możliwości szkoleniowe Wojska Polskiego. A dla Stanów Zjednoczonych to również byłoby korzystne rozwiązanie.

Teraz Amerykanie rzeczywiście są raczej na zachodzie Polski. Wojska pancerne są w Bolesławcu i Świętoszowie, to jest koło Żagania.

Ale w Powidzu też stacjonują.

To jest ciągle jednak zachód, Polski, a nie wschód...

Na północy mamy swoich sojuszników również. W związku z tym, tak jak powiedziałem, za wcześnie jest abyśmy mówili o konkretnych lokalizacjach.

Jeszcze jedna informacja. Sztab Generalny twierdzi, że utrzymanie 4-5 tysięcy żołnierzy to około 56 milionów złotych rocznie. Na co chcemy wydać w takim razie 2 miliardy?

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że stworzenie takiej bazy wiąże się z powstaniem dużej infrastruktury. Amerykanie mają pewne standardy, do których są przyzwyczajeni nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale we wszystkich tych krajach, gdzie wojska amerykańskie stacjonują. I zbudowanie, bo de facto mówimy o zbudowaniu, dużej części tej  infrastruktury pochłania określone koszty. Natomiast, tak jak powiedziałem, na szczegóły jest dziś za wcześnie. Te 2 miliardy, to też trzeba podkreślać, to jest kwota orientacyjna i też nie jest to nic niezwykłego. Inne kraje, w których stacjonują wojska USA również partycypują i w budowie infrastruktury i potem w utrzymaniu tych oddziałów.

Panie ministrze, zostawmy już sprawę wojsk, Fortu Trump. Ja chcę porozmawiać o naszym polskim podwórku, pan premier spotkał się z panią Małgorzatą Gersdorf, właściwie z kim się spotkał ?

Z prof. Małgorzatą Gersdorf.

Spotkał się z panią Małgorzatą Gersdorf w gabinecie pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.

To trzeba traktować jako gest dobrej woli ze strony pana premiera. My chcemy znaleźć kompromis, rozmawiamy i prowadzimy dialog i w Polsce i zagranicą, i chyba inaczej trudno potraktować tą wizytę. Premier rządu polskiego przyjeżdża do pani profesor rozmawia, chyba wszyscy przyznamy, że obecna sytuacja nikomu dzisiaj nie służy. Wszyscy chcieliby, żeby ten spór zakończył się, żeby ta sytuacja była jakoś rozwiązana, i w taki sposób trzeba ten piękny gest ze strony pana premiera potraktować.

Piękny Gest. Pan premier o poranku przyjeżdża do emerytowanej pierwszej prezes Sądu Najwyższego - tak? To pan chce powiedzieć?

Pani Gersdorf nie jest pierwszym prezesem Sądu Najwyższego.

Czy premier będzie spotkał się z każdym polskim emerytem, czy tylko z emerytowanymi sędziami Sądu Najwyższego ?

Gdyby pan redaktor śledził media, to widziałby, że pan premier spotyka się nie tylko z emerytami ale i z osobami w sile wieku i młodzieżą i dziećmi. Pan premier spotyka się i rozmawia z Polakami. Natomiast mówiąc zupełnie poważnie pani Gersdorf jest osobą publiczną, odgrywa ważna rolę w tym dialogu i w tej całej sytuacji, o której rozmawiamy. W związku nic dziwnego, że premier rozmawia z taką osobą, wykazując dobrą wolę i chcąc tę sytuację w jakiś sposób rozwiązać.

Dobra wola premiera polega na tym, że spotkał się z Małgorzatą Gersdorf. Natomiast ja tylko chciałby spytać tylko o jedno, jeżeli premier nie uważa pani prof. Gersdorf za pierwszą prezes Sądu Najwyższego, a tak uważają sędziowie Sądu Najwyższego, to w takim razie z kim się spotkał? Z emerytem, który okupuje gabinet pierwszego prezesa Sądy Najwyższego? Bądźmy poważni!

Z profesor Gesdorf, która wypowiada się w określony sposób, która ma wpływ na to, co mówią i robią inni sędziowie, którzy dzisiaj są czynnymi sędziami Sądu Najwyższego. Bez wątpienia, w tej całej sytuacji przyzna pan, że pani Gersdorf jest istotną postacią. W związku z tym, pan premier spotkał się i rozmawiał, tak samo jak rozmawiał z szeregiem innych polityków, czy innych istotnych osób w państwie na temat tej sytuacji.

Premier Morawiecki nie uznaje prezes Gersdorf za pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, tak?

Ponieważ pani Gersdorf przestała być pierwszym prezesem Sądu Najwyższego.

Czyli spotyka się tylko z emerytem? Rozumiem. Na koniec naszej rozmowy chciałem jeszcze zapytać pana o Białystok. Tam PiS do rady miasta wystawia między innymi dwóch młodych działaczy. Pan Bartosz Sokołowski, dawniej Młodzież Wszechpolska, wsławił się tym, że jeszcze w marcu podpalał kukłę Ryszarda Petru. Podoba się panu taki piękny gest?

Zaskakująca informacja. Mogę pana zapewnić, że w moim wałbrzyskim okręgu, który reprezentuje, takich osób na listach pan nie znajdzie.

Ale czy to jest właściwy dobór kandydatów na radnych PiS?

Nie znam tej sytuacji, natomiast jeżeli mówimy o tego rodzaju działaniach, nie są to działania, które byłyby mi bliskie i które bym popierał. Jest to dla mnie zaskoczenie to, co pan powiedział.